Politycy, media publiczne i internetowe trolle. Ruszyła machina antynauczycielskiej propagandy

Wraz ze strajkiem nauczycieli ruszyła propagandowa maszyna antynauczycielskiej propagandy. Powtarzany przez polityków partyjny przekaz dnia powielany jest przez media publiczne, które tworzą alternatywną rzeczywistość. To, czego politykom i mediom nie wypada powiedzieć wprost, dystrybuują internetowe trolle i boty w mediach społecznościowych.
Zobacz wideo

Po fiasku "rozmów ostatniej szansy" w niedzielę Związek Nauczycielstwa Polskiego oraz Forum Związków Zawodowych zadeklarowały, że zapowiadany od dawna strajk będzie miał miejsce. Związkową solidarność złamała jedynie... oświatowa "Solidarność", której szefem jest Ryszard Proksa, jednocześnie będący radnym PiS. Liczni członkowie związku, którzy już wcześniej domagali się dymisji swojego szefa, zapowiadają, że przystąpią do strajku wbrew jego decyzji.

TVP: Sukces Beaty Szydło

Od niedzielnego wieczora TVP powiela komunikat o "sukcesie" Beaty Szydło, która prowadziła negocjacje z nauczycielami, oraz pisze o "odrzuceniu porozumienia z nauczycielami przez ZNP". W alternatywnej rzeczywistości telewizji publicznej Sławomir Broniarz przedstawiany jest jako jeden z polityków opozycji i "postkomunista", a strajk nauczycieli opiera się na wykorzystywaniu dzieci.

W swoich materiałach "Wiadomości" posunęły się do wykorzystania wypowiedzi nauczycielki, która mówiła, że jest zadowolona z podwyżek. Okazało się jednak, że wypowiedź kobiety pochodzi sprzed roku i została umieszczona w nowym kontekście. Oburzona nauczycielka napisała w mediach społecznościowych, że chce "oficjalnie sprostować zaistniałą sytuację".

- Wywiadu udzielam w ubiegłym roku do lokalnej telewizji. Jest on wyrwany z kontekstu i został teraz wykorzystany przez TVP bez mojej wiedzy i zgody - napisała i dodała: Jest to manipulacja i propaganda ze strony telewizji. Z całego serca popieram kolegów i koleżanki po fachu, sama również biorę udział w proteście.

Przekaz dnia PiS: nauczyciele są wykorzystywani przez Broniarza

Politycy PiS złagodzili swoją retorykę ws. strajku nauczycieli po serii niefortunnych wypowiedzi takich jak słowa Szczerskiego, który tłumacząc, że odpowiedzią na problem nauczycieli jest program "500 plus", powiedział, że "nauczyciele nie mają obowiązku życia w celibacie". Dalej jednak partyjny przekaz dnia opiera się na przeciwstawianiu władz związków, szczególnie Sławomira Broniarza, "zwykłym nauczycielom" oraz podkreślanie tezy o "upolitycznieniu" protestu.

- Broniarz pokazał, że nie chodzi o porozumienie, tylko chodzi raczej o konfrontację. To nie jest tak, że nauczyciele w ten sposób postępują, natomiast trudno oprzeć się wrażeniu, że nauczyciele czasem są przez niektórych działaczy związkowych, w tym pana przewodniczącego Broniarza, traktowani instrumentalnie i wykorzystywani do różnego rodzaju rozgrywek, a dobro nauczycieli nie jest tu sprawą najistotniejszą - powiedział w poniedziałek rano na antenie radiowej Jedynki minister Michał Dworczyk.

Polityk PiS wystosował również apel do nauczycieli:

- Jeśli państwo uważacie, że strajk jest niezbędny, dobrze, ale w ciągu tych najbliższych dni, kiedy będą egzaminy, prosimy, wróćcie do dzieci, żeby uczniowie mogli podejść do egzaminów - powiedział.

W internecie komentarze odtwarzające polityczną linię obozu władzy

W ślad za politykami PiS i mediami publicznymi idą tzw. internauci. Oprócz licznych w sieci komentarzy o "darmozjadach pracujących 18 godzin tygodniowo" i "roszczeniowych niedouczonych panienkach", w serwisach społecznościowych pojawiają się komentarze odtwarzające polityczną linię obozu władzy.

- Postkomunistyczne związki namawiają do porzucenia dzieci! - ogłasza zwolennik PiS na Twitterze.

- Myślę, że wykładowcy, którzy uniemożliwiają dzieciom zdawanie egzaminu gimnazjalnego, utracili potrzebny autorytet do wykonywania zawodu nauczyciela - stwierdza z kolei inny.

Jednak fala spontanicznego hejtu i ignorancji blednie w porównaniu z tym, co opisała dziennikarka OKO.press Dominika Sitnicka w tekście "Fejkowe konta wyruszają na wojnę z nauczycielami. Rozgłos nadają im politycy PiS i prorządowe media".

Dziennikarka opierając się na wcześniejszych analizach działalności politycznych trolli i botów w przestrzeni polskiego internetu, demaskuje szereg fałszywych kont, które powielają narrację rządu i telewizji publicznej publicznej oraz usiłują wpłynąć na opinię publiczną poprzez postowanie rzekomo autentycznych wypowiedzi.

Dziwnych kont są tysiące. Pojedyncze konta dziennie "produkują" nawet po kilkaset tweetów. Część z nich tworzy oryginalne treści, pozostałe jedyne spamują. Wpisy charakteryzują się wulgarnym językiem, bezpardonowymi atakami na osoby publiczne, a ich polityczny przekaz powiązany jest z językiem popkultury tak, by trafiał do jak największej liczby użytkowników. Fałszywe konta powielają nieprawdziwe informacje, umieszczają fakty w mylących kontekstach oraz żerują na chaosie informacyjnym, które same wytwarzają.

Serwis OKO.press idzie dalej w swojej analizie - jak twierdzi autorka tekstu, fejkowe konta powiązane są z kontami polityków PiS takimi jak m.in. Ryszard Czarnecki, Michał Rachoń, Paweł Szefernaker, Michał Wypij (KPRM), Klaudiusz Pobudzin, Witold Bańka (Minister Sportu i Turystyki). Same zaś retwittują wpisy z oficjalnych kont PiS, Kancelarii Premiera czy konta TOP TVP INFO. Do tego powiązane są ze spamersko-trollerską organizacją pod egidą Dominika Tarczyńskiego, o której na łamach OKO.press pisała Anna Mierzyńska.

- Z jednej strony jest to w jakiś sposób pocieszające, że wpisy atakujące nauczycieli pochodzą nie od realnych uczestników debaty, ale od okołorządowych trollerskich profili. Z drugiej strony, ktoś przecież gdzieś siedzi i zawiaduje armią fejkowych profili, organizuje to dniami i nocami z wykorzystaniem social mediowej infrastruktury mediów publicznych i parlamentarzystów - podsumowuje swoją analizę Sitnicka, po czym dodaje:

- I nie robi tego dla rozrywki, ale w bardzo konkretnym celu - by manipulować opinią publiczną. Taki ma zawód.