20- i 30-letni alkoholicy. "Młoda, inteligentna. Piła na przystankach" [7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH]

Piją do upadłego. Do urwania się filmu. Czują moc, wdają się w bójki, wsiadają za kółko. Wielu młodych ludzi traci kontrolę nad alkoholem w swoim życiu. Albo nad swoim życiem po alkoholu. - Mąż musiał zrezygnować z pracy i zająć się dzieckiem, bo ja piłam albo miałam kaca. Potrafiłam nie jeść nic pół dnia, żeby mieć miejsce na siedem piw wieczorem - opowiada jedna z moich rozmówczyń.

7 grzechów głównych - pod takim hasłem w trakcie Wielkiego Tygodnia publikujemy w Gazeta.pl 7 tekstów o zjawiskach, które często dotykają nas, Polaków. Opisujemy je z nieoczywistej strony, czasem luźno związanej z fundamentalnym grzechem. Liczymy, że w tym wyjątkowym czasie pobudzą nas do refleksji.

7 grzechów głównych7 grzechów głównych Marta Kondrusik/Gazeta.pl

Grzech piąty - Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

Judyta ma 27 lat, mieszka w województwie śląskim. Ma męża, dwójkę dzieci i burzliwą przeszłość. Pierwszy kontakt z alkoholem - w wieku 12 lat.

- Matka? A co ona mogła, skoro całymi dniami była w pracy. Najczęściej piłam u dziadków, którzy nawet się nie zorientowali. Średnio ogarnięci starsi ludzie - mówi.

W wieku 18 lat Judyta urodziła dziecko 33-letniemu mężczyźnie. Wkrótce jednak rozstali się, bo on pił - w jej ocenie - zdecydowanie za dużo. Judyta też piła, ale za to nieregularnie. Potem pojawił się kolejny mężczyzna i drugie dziecko. I kolejne problemy. Judyta dowiedziała się, że jest nieuleczalnie chora. Wpadła w depresję, która tylko spotęgowała problem z alkoholem.

Mąż musiał zrezygnować z pracy i zająć się dzieckiem, bo ja piłam albo miałam kaca. Potrafiłam nie jeść nic pół dnia, żeby mieć miejsce na siedem piw wieczorem. Miałam "ssaka" w środku. Jeśli o godz. 18-19 nie miałam zapasu piwa w lodówce, nie umiałam sobie znaleźć miejsca. Byłam drażliwa, nerwowa, napinałam się tak, że kości strzelały. Dopiero pierwszy łyk piwa mnie uspokajał

- wspomina Judyta. W najtrudniejszych momentach piła co drugi dzień. W poniedziałek wieczorem alkohol, wtorek - kac, środa - mycie się, sprzątanie mieszkania i znów alkohol. I tak w kółko. Do tego wszystkiego leki psychotropowe, które niszczą wątrobę.

Zdjęcie ilustracyjneZdjęcie ilustracyjne Pixabay.com

Z kim piła Judyta? Najczęściej sama w domu, do lustra. Wyjścia do pubów i klubów kończyły się urwanym filmem i "moralniakiem". Było też kilka roztrzaskanych po pijaku na imprezie telefonów, zniszczone drogie okulary, a nawet połamane kości.

W domu też bywało bardzo źle. Podczas którejś awantury z mężem Judyta była w takim stanie, że wystraszone dzieci uciekły do sąsiadki. Ta wezwała policję. Judyta nic nie pamięta, aż do momentu, gdy obudziła się w wannie z rozciętą wargą. Wtedy też zobaczyła policjantów, z którymi rozpętała kolejną awanturę.

Tydzień później, będąc na kacu, podjęła decyzję - albo koniec z alkoholem, albo samobójstwo. Chciała wybrać to drugie, ale przez kaca zabrakło jej sił, aby przejść przez barierkę balkonu. Została więc jedna możliwość - życie. Bez alkoholu. 

Przez następny rok wszystko u Judyty się zmieniło. Wyszła z depresji, zajęła się domem i dziećmi. Schudła aż 33 kilogramy. Pilnuje się, aby nie tknąć alkoholu, odpadają nawet czekoladki z rumem. Mówi, że jej mąż powinien być po śmierci kanonizowany. Za to, że z nią wytrzymał.

"To ja byłem tym złym"

Piotrek nie zna Judyty. Prawdopodobnie nigdy w życiu nawet się nie minęli na ulicy. Łączą ich jednak dwie cechy: podobny wiek i ten sam problem.

Tata Piotrka to alkoholik. On sam zaczyna pić w technikum. Imprezy, osiemnastki. Sporadycznie, bo brakuje pieniędzy i trzeba się przecież uczyć. W trakcie studiów pije w weekendy, tylko czasem w tygodniu. Czasami pali marihuanę.

Nałóg przychodzi po studiach. Piotrek musi szybko zarobić pieniądze. Łapie pracę w Warszawie w budowlance. Ląduje w mieszkaniu z dziesięcioma facetami.

Fizyczna praca po 12 godzin dziennie. Po wyjściu z budowy szliśmy do sklepu po piwo. Codziennie wypijałem 4 do 6 piw. Rano kac, po obiedzie przechodziło, a potem myśl, żeby tylko dotrwać do wieczora

- mówi Piotrek.

W weekend baluje już do oporu. Na alkohol i marihuanę potrafi wydać w piątek, sobotę i niedzielę nawet 500 zł. - Na urwanym filmie powtarzałem coś 30 razy, byłem irytujący. Zasypiałem w różnych miejscach, na barze, przy stole. Raz zgubiłem portfel. Notorycznie papierosy, zapalniczki - wylicza.

Jest mu wstyd. Szczególnie wtedy, gdy ktoś mu opowiada, co mówił i co robił. To uczucie trwa jednak chwilę. Zapomina o wszystkim, jak tylko zaczyna pić. A pije niemal non stop. W pewnym momencie próbuje zrobić sobie tydzień przerwy od picia. Nie wytrzymuje. Po 2-3 dniach idzie do sklepu po czteropaka.

Odczuwa skutki nałogu. Tu go boli, tam go boli. Rozwolnienia, podrażnienie jelit. Raz wywraca się na rowerze, uderza twarzą o asfalt.

Matka płacze, prosi, żeby poszedł na odwyk, znajduje mu ośrodek zamknięty. Piotrek nie chce, bo przecież nie jest uzależniony. Wszyscy się czepiają.

Dostaje zapalenia zatok. Jest na antybiotykach. Ma zasadę, że na lekach nie pije. I dopiero wtedy tak naprawdę czuje, jak bardzo chce mu się pić. Zgadza się na terapię.

Na początku miałem poczucie, że wcale nie jestem taki jak inni na tej terapii. Im więcej czasu tam spędzałem, tym bardziej zacząłem się przekonywać, że to właśnie ja jestem tym złym

- mówi.

Zdjęcie ilustracyjneZdjęcie ilustracyjne Pexels.com

Terapia trwa siedem tygodni. Piotrek wychodzi. Zapisuje się na terapię indywidualną. Nie chce chodzić na spotkania Anonimowych Alkoholików, twierdzi, że tego nie potrzebuje. Zwalnia się z pracy w budowlance, bo wie, że najpóźniej po tygodniu wróciłby do picia. Dostaje pracę jako informatyk.

Czasem myśli o tym, żeby się napić. Miesiąc przed naszą rozmową ma silną sytuację nawrotową: niewiele brakuje, a poszedłby do sklepu. Dzwoni do znajomego alkoholika, który go uspokaja. Następnego dnia Piotrek idzie na spotkanie AA. I już zostaje.

"Straszliwe picie"

Jeden z moich rozmówców, która zajmuje się terapią uzależnionych, ma w gronie pacjentów ok. 30-letnią kobietę. Inteligentną, odnoszącą sukcesy. Bez traum, molestowania i przemocy w dzieciństwie.

- Dziewczyna zaczęła pić w wieku około 20 lat w sposób straszliwy. Nie jest w stanie mieszkać z rodziną, pije z bezdomnymi na przystankach, podpija w pracy - opowiada terapeuta.

30-latka doprowadza się do polineuropatii, czyli zaburzeń neurologicznych spowodowanych nadmiernym piciem. Kobieta ma problemy ze stawami, mięśniami. Kiedy jest w ośrodku zamkniętym, świetnie sobie radzi. Nie ma z nią problemów. Zaczynają się, gdy wychodzi na zewnątrz.

Patologia i "dobre domy"

Justyna Boniecka z Bydgoskiego Ośrodka Rehabilitacji, Terapii Uzależnień i Profilaktyki "BORPA": - "Jestem młody, mam prawo się wyszaleć, poużywać świata. Kiedy jak nie teraz?". Właśnie takie usprawiedliwienia słyszymy od alkoholika, który trafia do nas na terapię.

Dr Artur Juczyński z Miejskiego Centrum Terapii i Profilaktyki Zdrowotnej w Łodzi: - Im wcześniej człowiek zaczyna pić, tym szybciej się uzależnia. U niektórych pacjentów do pierwszych kontaktów z alkoholem dochodzi już około 12-13. roku życia. Mają przyzwolenie rodziców albo brakuje odpowiedniej reakcji, czasem to sami rodzice są alkoholikami.

Nie trzeba być jednak wcale dzieckiem alkoholików. Piją też ci, którzy wychowywali się w "dobrych domach". - Z tak zwanymi "dobrymi domami" mam spory problem. Tam nie ma patologii, ale za to nie są zaspokajane wszystkie potrzeby dziecka - podkreśla dr Juczyński.

O "dobrych domach" miałaby też wiele do powiedzenia Maria Banaszak z Ośrodka Leczenia, Terapii i Rehabilitacji Uzależnień MONAR w Głoskowie. - Rodzice pracują non stop, nie mają czasu dla dzieci, a jeszcze stawiają im wymagania. Takie osoby mają potem niskie poczucie własnej wartości i nagle się okazuje, że jak przychodzi wódeczka, to wszystko się zmienia - mówi.

Do tego dochodzi presja związana z wejściem młodego człowieka w dorosłe życie.

Nie wystarczy już być tylko studentem. Trzeba pracować, najlepiej w dwóch miejscach, robić mnóstwo dodatkowych rzeczy. Ludzie nie wyrabiają, szukają ulgi

- stwierdza Maria Banaszak.

Terapeuci przyznają, że w środowiskach wiejskich, gdzie jest większe bezrobocie, często pojawia się picie z bezczynności, z braku pomysłu na życie. Jest też większe przyzwolenie na picie podczas prac fizycznych. W mieście alkoholicy maskują się bardziej. Piją po pracy, weekendowo.

Mimo to różnice w piciu na wsi i w mieście stopniowo się zacierają. Młodzi ojcowie i mężowie pracujący na roli lub budowach też próbują funkcjonować w swoich rolach tak długo, jak jest to możliwe.

 - Jest spora grupa osób w miastach, które osiągają sukcesy, szybko się dorabiają. W piątek po pracy zaczynają się spotkania, imprezy, czasem trwają do późnych godzin porannych, w sobotę znów impreza, a w niedzielę mniejsze ilości alkoholu, żeby wyhamować przed poniedziałkiem - mówi Artur Juczyński.

- Piją do upadłego. Do urwania się filmu. Czują moc. Chodzą ulicami, na których może ich spotkać niebezpieczeństwo. Stają się drażliwi, wdają w bójki. Wsiadają za kółko. Zakładają się ze znajomymi, kto gdzie wjedzie, gdzie pójdzie, co zrobi, z kim się pobije - wylicza.

Maria Banaszak leczyła już aktorów, prezenterów telewizyjnych, muzyków. Młodych, bogatych, utalentowanych. -  Szli w 2-3 tygodniowe ciągi, tracili kontrolę. Aktor nie pozwoli sobie na imprezę w parku. Upije się w mieszkaniu kolegi. Nie trzeźwieje przez dwa tygodnie, budzi się w wymiocinach. Klasyk - mówi.

Zdjęcie ilustracyjneZdjęcie ilustracyjne Pixabay.com

Młody wrak

Dwudziesto-, trzydziestolatkom wydaje się, że mogą pić bez konsekwencji. Bo są młodzi. Do czasu.

- Jeśli ktoś zaczyna pić w wieku 11 lat, pije coraz intensywniej i do tego nie odżywia się w sposób zdrowy, to powoli staje się wrakiem człowieka - mówi wprost Justyna Boniecka. Młodzi pacjenci bydgoskiej "BORPY" mimo wieku mają problemy z krążeniem, trzustką. Twarz opuchnięta, zaczerwieniona. Psychozy, niepokój. Myśli samobójcze.

- Trafiają do nas pacjenci z majaczeniami alkoholowymi, silnie pobudzeni. Bywa, że nagle dochodzi do zatrzymania krążenia - opowiada nam lekarka pracująca na oddziale detoksykacyjnym. Coraz częściej widuje też młodych pijących z alkoholowymi padaczkami i z uszkodzeniami wątroby.

U młodych alkoholików pijących od lat, około trzydziestki zaczynają się organiczne zaburzenia osobowości. W skrajnych przypadkach występuje zespół Korsakowa. Człowiek jest wtedy zupełnie nielogiczny, ma zaburzenia pamięci, jest niezdolny do samodzielnego funkcjonowania

- dodaje.

 Jak tłumaczy dr Artur Jurczyński, już dwudziestokilkuletni alkoholicy zatracają zdolność racjonalnego myślenia, kojarzenia czy zapamiętywania. - Spadają u nich możliwości intelektualne. Nie zawsze łączą to z alkoholem. Niektórzy trzydziestoparolatkowie mają wątroby jak ich dziadkowie. Do tego dochodzi nadciśnienie tętnicze - mówi lekarz.

To nie są jednostkowe przypadki. Jak kilka lat temu informowała Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, co roku ok. 55 tys. młodych Europejczyków umiera w wyniku nadużywania alkoholu. Według PARPA, co czwartą przyczyną śmierci u ludzi w grupie wiekowej 15-29 lat jest właśnie nadmierne picie.

7 grzechów głównych7 grzechów głównych Marta Kondrusik/Gazeta.pl

7 grzechów głównych w Gazeta.pl

Zobacz wideo
Więcej o: