Burza po liście pani Moniki, przeciwnej strajkowi nauczycieli. "Budzę u pani odrazę, choć mnie pani nie zna"

Lawinę komentarzy wywołał list od pani Moniki z woj. wielkopolskiego, który opublikowaliśmy kilka dni temu. Czytelniczka jest przeciwna strajkowi nauczycieli, twierdzi, że niewielu z nich zasługuje na podwyżki. "Skoro ta praca jest taka przyjemna, skoro pensja jest adekwatna do przepracowanych godzin, to pytam, dlaczego wszyscy nie kształciliście się na nauczyciela?" - brzmi jeden z komentarzy.
Zobacz wideo

Listy od czytelników i komentarze publikowane w Gazeta.pl nie odzwierciedlają stanowiska redakcji. Czekamy na Wasze opinie pod adresem: listydoredakcji@gazeta.pl

We wtorek opublikowaliśmy list od czytelniczki Gazeta.pl, pani Moniki z województwa wielkopolskiego, przeciwnej planowanemu strajkowi nauczycieli. Kobieta napisała m.in., że w trakcie swojej szkolnej edukacji trafiła "tylko na jednego nauczyciela z prawdziwego zdarzenia", pozostali mieli "wyżywać się na swoich uczniach" i być "niedouczeni".

"Nie popieram tego strajku, nie dałabym im złamanego grosza więcej" - dodała czytelniczka Gazeta.pl

List od pani Moniki wywołał wśród czytelników falę komentarzy pod artykułem, na profilu Gazeta.pl na Facebooku, a także w listach e-mailowych. Niektórzy przyznawali kobiecie rację.

Niestety, do tej pory trafiliśmy z moimi dziećmi na może trzech nauczycieli z powołania, którzy umieli i chcieli uczyć, nie narzekali wiecznie, jakie to dzieci niegrzeczne, że nie chcą się uczyć, że gadają, przeszkadzają. (...) Są nauczyciele dobrzy, naprawdę dobrzy, którzy potrafią przykuć uwagę dziecka, zainteresować go tym, co mają do przekazania, nie krzyczą, bo nie muszą, bo potrafią rozmawiać z dziećmi. I takim nauczycielom nie żałuję kasy, niech walczą i niech mają, ale to niestety jednostki. Bo uczyć to też trzeba umieć

- brzmiała jedna z opinii.

"Niewielu jest nauczycieli, którzy potrafią wykonywać swój zawód rzetelnie oraz przekazać swoją wiedzę uczniom w sposób interesujący oraz sprawdzający wiedzę danego ucznia. Niestety, ale dyktowanie słowo w słowo z podręcznika lub kazanie czytania podręcznika, gdzie w między czasie nauczyciel sprawdza klasówki, nie jest nauczaniem" - dodała inna z osób.

Uczę zawodu w szkole technicznej na prowincji. Poziom uczniów, którzy przychodzą, pod względem matematycznym to III klasa mojej podstawówki. A przecież przez 9 lat ktoś ich matematyki uczył... Nie potrafią obliczyć ułamków, równań z jedną niewiadomą i wielu innych podstawowych rzeczy. (...) Jeśli potrafię w trakcie zajęć douczyć dzieci podstaw, by zrozumiały jak zrobić kosztorys i obliczyć podstawowe belki, to co robiły panie w gimnazjum?

- napisał nauczyciel w e-mailu do redakcji.

Strajk nauczycieli. "Budzę pani odrazę, choć mnie pani nie zna"

W dyskusji pojawiło się jednak również wiele głosów osób, które stoją murem za nauczycielami i ich żądaniami podwyżek.

Skoro ta praca jest taka przyjemna, skoro pensja jest adekwatna do przepracowanych godzin, bo przecież nauczyciele pracują tylko 18 godzin i mają tyle wolnego, to pytam, dlaczego wszyscy nie kształciliście się na nauczyciela?

- czytamy w jednym z komentarzy.

"Trudno ocenić i zweryfikować pracę nauczyciela. Wiadomo, że w małej szkole trudniej będzie o olimpijczyka, niż w warszawskim liceum św. Jadwigi. Wielokrotnie pracując z dziećmi słabo rozwiniętymi, nie osiągniemy widocznych wyników, choćbyśmy sobie żyły powypruwali. Jak to wszystko zmierzyć? Jakimi narzędziami?" - brzmi inny z wpisów.

Wstrzymałabym się z tym uogólnianiem. Czy pani pójdzie strajkować za mnie? Nie, bo budzę pani odrazę, choć pani mnie nie zna. Ja mogę pisać tylko o sobie. Zwolnienia lekarskie? Ostatnie 3 dni w 2012 r. Od 2002 razem 16 dni. Praca od rana do nocy. W weekendy. W latach 80-tych nawet płacili za nadgodziny. W latach 90-tych przestali. Moje pobory są tylko o 1000 zł większe niż nauczyciela stażysty

- tak swoją sytuację opisuje w komentarzu nauczycielka.

"Skąd u pani, pani Moniko, ta umiejętność wysławiania się? Pisania, korzystania z komputera, mediów społecznościowych. Czyżby urodziła się pani z tymi wszystkimi umiejętnościami, czy może nabyła je przypadkowo w toku tych 12 lat edukacji - chociaż nie! Skoro jest Pani absolwentką uczelni, to mamy dodatkowe pięć lat i "podyplomówki", minimum trzy. To nauka! Nauka, którą ktoś Pani wyłożył, przedstawił, pomógł zrozumieć. Nawet jeżeli pani się tego będzie wypierać. Są ludzie, którzy pomogli poznać litery , poskładać w słowa i pokazali świat cyfr, w którym teraz pani rządzi" - czytamy w jednym z komentarzy.

Katastrofa w edukacji. Dzisiejsza "Gazeta Wyborcza" w formacie cyfrowym dostępna w Publio.pl >>

Zobacz wideo