"Harry Potter" spłonął na stosie przed kościołem. "Ludzie, którzy mają bożego ducha, zrozumieją to"

W jednej z gdańskich parafii spalono w niedzielę stos książek, m.in. części serii o Harrym Potterze, oraz talizmany. W mediach społecznościowych kwestionowano sens tej akcji. - Nadszedł czas, żeby zrobić z tym porządek - tłumaczy inicjatywę proboszcz z Gdańska.
Zobacz wideo

W niedzielę na Facebooku Fundacja SMS z Nieba opublikowała zdjęcia, na którym księża w towarzystwie szafarzy, ministrantów i wiernych palą na stosie książki fantasy takie jak "Harry Potter i Komnata Tajemnic", "Zmierzch", a także m.in. parasolkę z Hello Kitty, afrykańską maskę czy figurkę słonia z podniesioną trąbą. W podpisie do zdjęć fundacja powołała się na fragmenty Biblii i Katechizmu Kościoła Katolickiego. Chodziło o zniszczenie przedmiotów związanych z "magią". Cała akcja wzbudziła zdziwienie i krytykę. 

Jak się okazało, do palenia książek doszło w parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej w Gdańsku. Portal natemat.pl porozmawiał z proboszczem parafii ks. Janem Kucharskim, który wytłumaczył, co skłoniło duchownych do takich działań.

Proboszcz parafii: To wierni przynieśli te rzeczy

Jak zaznaczył ksiądz, spalone przedmioty związane były z magią i okultyzmem. - To wierni je przynieśli, bo nadszedł czas, żeby zrobić z tym porządek - powiedział i zaznaczył, że osoby te "nie miały świadomości, że mają u siebie takie rzeczy". - Świadomość z czasem przychodzi. Z tym, że pojawia się ona u osób, które mają bożego ducha, bo bez niego nie są wstanie pojąć, że coś może szkodzić im duchowo - stwierdził.

- Wiemy, co nie jest dobre dla wierzących i dlatego taka forma tego wydarzenia, powiedziałbym nawet, że ewangeliczna. Owszem, dla jednych może być szokująca, ale ludzie, którzy mają bożego ducha, zrozumieją to - podkreślił ks. Jan Kucharski. Dodał, że na razie w parafii nie są planowane kolejne takie akcje.