"Sieci" twierdzą, że Brytyjczycy znaleźli trotyl na wraku tupolewa. "Skrywana informacja"

Brytyjskie laboratorium miało znaleźć "ślady substancji używanych do produkcji materiałów wybuchowych" na fragmentach wraku Tu-154M - podaje tygodnik "Sieci". Ta informacja ma być "skrywana" przez prokuratorów prowadzących śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej.
Zobacz wideo

Na nieco ponad dwa tygodnie przed kolejną rocznicą katastrofy smoleńskiej tygodnik "Sieci" publikuje artykuł o "skrywanej" informacji z prokuratorskiego śledztwa ws. katastrofy. W zapowiedzi jutrzejszego wydania na wpolityce.pl czytamy, że Marek Pyza i Marcin Wikło dotarli do wiadomości o przekazaniu śledczym wyników badania próbek z wraku Tu-154M. Testy przeprowadził brytyjski państwowy ośrodek badawczy Forensic Explosives Laboratory.

Tygodnik podaje, że prokuratura otrzymała "pismo informujące o cząstkowych wynikach badań". Ma z nich wynikać, że na "większości przekazanych próbek" znaleziono "ślady substancji używanych do produkcji materiałów wybuchowych". Ma chodzić o "trotyl, ale też inne składowe".

Autorzy artykułu piszą, że ma to "kolosalne" znaczenie dla śledztwa, jednak "na stawianie ostatecznych hipotez wciąż jest za wcześnie".

Prokuratura dementowała doniesienia o trotylu

Teorie o obecności śladów trotylu na wraku Tu-154M nie są nowe. W 2012 roku pisał o nich Cezary Gmyz w "Rzeczpospolitej". 

Wtedy prokuratura dementowała te doniesienia i tłumaczyła, że badania wykonane były przy użyciu detektora, a wyświetlanie się na nim napisu TNT (symbol trotylu) nie oznacza z całą pewnością, że ta substancja jest tam obecna. Z kolei producent takich detektorów zapewniał podczas posiedzenia sejmowej komisji, że jest wysoce nieprawdopodobne, by urządzenie informowało o wykryciu trotylu, jeśli byłaby to inna substancja. Podkreślał jednak, że aparatura nie wyjaśnia, jak ślady substancji znalazły się w danym miejscu i czy już tam były, czy na przykład naniosła je osoba badająca, która np. miała śladowe ilości substancji na ubraniach. 

Rok temu przy okazji rocznicy katastrofy Antoni Macierewicz prezentował "raport techniczny" podkomisji smoleńskiej. Pojawiła się w nim teoria o "dwóch eksplozjach" na pokładzie rządowego samolotu. Macierewicz podkreślał jednak, że nie jest to raport ostateczny i nie wiadomo, kiedy ten się pojawi. Nie wiadomo także, czy w kwietniu kierowana przez Macierewicza komisja udostępni nowe ustalenia. 

Jakie były przyczyny katastrofy smoleńskiej

W katastrofie 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem zginęło 96 osób - cała załoga Tu-154 oraz lecąca do Katynia polska delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele.

Państwowa komisja (tzw. komisja Millera) ustaliła, że szereg okoliczności - w tym złamanie procedur bezpieczeństwa - przyczynił się do katastrofy.

Bezpośrednią jej przyczyną było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania (100 metrów), przy nadmiernej prędkości opadania, w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią. Rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg - przerwanego lądowania w sytuacji, kiedy wiadomo, że lądowanie może zakończyć się niepowodzeniem - było spóźnione.

Według ekspertów z komisji Millera właśnie złamanie procedur bezpieczeństwa przez pilotów tupolewa doprowadziło do zderzenia z feralną brzozą, którego skutkiem było oderwanie fragmentu lewego skrzydła wraz z lotką, a w konsekwencji do utraty sterowności samolotu, przechyłu i zderzenia z ziemią.