Uczniowie podzieleni ws. protestu nauczycieli. Rada Dzieci i Młodzieży: Nie można protestować kosztem dzieci

Decyzja nauczycieli o strajku najbardziej wpłynie na uczniów: to oni będą mieć odwołane zajęcia i opóźnienia w realizacji programu. W najgorszej sytuacji będą oczywiście ci, którzy w kwietniu i maju mają przystąpić do egzaminów kończących szkołę.
Zobacz wideo

Początek strajku nauczycieli, który wyznaczony jest na 8 kwietnia, zbliża się wielkimi krokami. Z zapowiedzi wynika, że potrwa on dłużej niż jeden dzień. Oznacza to, że może się pokryć z egzaminami gimnazjalnymi i ósmoklasisty, a nawet z maturami, jeśli rząd szybko nie dojdzie do porozumienia z nauczycielami. Wszystkie te egzaminy mogą zostać przełożone. Co na to młodzież?

"Wszyscy widzą, jak wygląda rzeczywistość"

Julia, tegoroczna maturzystka, opowiada, że nauczyciele od miesięcy noszą przypinki z wykrzyknikiem. -  Na lekcjach mówią o tym, że możliwe, że w szkole odbędzie się strajk. Zapewnili nas jednak, że zrobią wszystko, żeby matury odbyły się w terminie - opowiada. Dodaje, że większość uczniów jej szkoły wspiera protest nauczycieli, wielu w geście solidarności również nosi przypinki. To jednak nie wszystko. - Nasza profesor od historii mówi głośno o tym, w jakiej sytuacji znajdują się nauczyciele i ile wynoszą ich płace. Staramy się wspierać ją m.in. w mediach społecznościowych, udostępniamy informacje przez nią przekazywane, żeby coraz większa liczba młodych wiedziała, jak wygląda sytuacja od strony nauczycieli, a nie mediów - mówi.

- Wszyscy widzą, jak wygląda rzeczywistość, jak ciężko pracują nauczyciele i że w zamian dostają marne pieniądze. Sprawa jest jak najbardziej słuszna, nie spotkałem się w naszej szkole z negatywnym odbiorem protestów. Wręcz przeciwnie, uczniowie wyrażają swoje poparcie w internecie, a samorządy dziesiątek szkół w Poznaniu, również naszej, wystosowały opinie, w której uczniowie popierają nauczycieli - dodaje Kacper, uczeń pierwszej klasy jednego z poznańskich liceów. Jak zaznacza, w jego szkole nauczyciele od miesięcy noszą przypinki wyrażające uczestnictwo w protestach i wszystko wskazuje na to, że przyłączą się do kwietniowego strajku.

Maturzystka: Z przełożeniem matury nie miałabym problemu

Jak się okazuje, przełożenie egzaminów nie byłoby dla wielu przekroczeniem granicy. - Mam kontakt z praktycznie wszystkimi rocznikami w naszej szkole, ponieważ należę do samorządu uczniowskiego. Ewentualny strajk nauczycieli to duże utrudnienie i zaniechanie kontynuacji programowej, i choć kwiecień, maj i czerwiec są w szkole najbardziej gorące, to praktycznie wszyscy uczniowie są pozytywnie nastawieni do planów nauczycieli i ich wspierają - mówi Kacper.

Julia nie ma nauczycielom za złe, że chcą strajkować na miesiąc przed maturą:

Sytuacja nauczycieli jest na tyle krytyczna, są tak nisko opłacani, że w pełni rozumiem to, że strajkują. To ich prawo, z którego mogą skorzystać w każdym momencie. Nawet jeśli nasza matura zostanie przesunięta, to nie miałabym z tym żadnego problemu. Rozumiem ich. Poza tym przesunięcie matury oznaczałoby przesunięcie całego procesu rekrutacyjnego i dotyczyłoby to nie tylko mojej szkoły, ale też innych, w całej Polsce.

Rada Dzieci i Młodzieży jest przeciwna przełożeniu egzaminów

Wbrew tym opiniom, 19 marca do Ministerstwa Edukacji Narodowej, Związku Nauczycielstwa Polskiego, Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" trafił list otwarty napisany przez Radę Dzieci i Młodzieży RP. Funkcjonuje ona przy Ministrze Edukacji Narodowej. W jej skład wchodzi 16 członków Rady i ich zastępców, po jednym z każdego województwa. Powołuje ich także szef MEN.

Autorzy listu apelują w nim "o jak najszybsze rozwiązanie konfliktu i wykluczenie możliwości protestu w trakcie egzaminów". Wynika z niego, że Rada Dzieci i Młodzieży zgadza się z potrzebą podwyższenia nauczycielskich wynagrodzeń i szanuje prawo do protestu, sprzeciwiają się jednak "przedmiotowemu traktowaniu uczniów jako karty przetargowej w dialogu z MEN", a także planowanemu protestowi nauczycieli w trakcie egzaminów.

"Każda grupa zawodowa ma prawo do strajku, ale nie można tego robić kosztem uczniów. To właśnie oni będą największą ofiarą takiego rozwiązania, a do tego nie możemy dopuścić" - piszą, podkreślając, że konsekwencje protestu mogłyby być "tragiczne".

Według Rady Dzieci i Młodzieży urządzanie strajku w trakcie egzaminów byłoby "zaprzeczeniem podstawowego prawa każdego młodego człowieka do edukacji".

"Karanie niewinnych uczniów brakiem promocji jest niedopuszczalne"

Odniesiono się również do słów Sławomira Broniarza z ZNP, który powiedział, że nauczyciele mają "w ręku potężny oręż, jakim jest promocja uczniów". - Jeśli go wykorzystamy, to edukacji grozi kompletny kataklizm - powiedział w sobotę w Radio ZET.

"Podstawą do oceny uczniów są osiągane przez nich wyniki edukacyjne oraz praca, jaką wykonali w trakcie roku szkolnego. Zdecydowanie nie zgadzamy się na to, żeby promocja uczniów była orężem w walce o wyższe płace nauczycieli. (...) Karanie niewinnych uczniów brakiem promocji do następnej klasy z uwagi na inne czynniki niż osiągane wyniki w nauce jest niedopuszczalne" - napisali autorzy listu RDiM. 

 

Fundacja Młodzieży Activis reaguje na list Rady Dzieci i Młodzieży

W odpowiedzi na list Rady Dzieci i Młodzieży, Fundacja Młodzieży Activis, a wśród jej członków m.in. Julia i Kacper, wystosowała swój list otwarty skierowany do Kancelarii Prezydenta i Premiera RP, MEN, ZNP, KSOiW NSZZ "Solidarność" oraz wszystkich nauczycielek i nauczycieli. Sprzeciwiają się w nim wypowiadaniu się Rady Dzieci i Młodzieży w imieniu wszystkich uczniów w Polsce oraz zaznaczają swoją solidarność wobec pedagogów.

"Niestabilność systemu edukacji dotyka przede wszystkim nas - uczniów, a sytuacja, w której nauczyciele nie mają adekwatnych do swojego wysiłku, zaangażowania i odpowiedzialności płac i warunków pracy, zmusza ich do protestu. (...) Chcemy podkreślić, że taka sytuacja nie jest w naszym rozumieniu winą nauczycieli. Szanujemy ich decyzję i wyrażamy swoje zrozumienie wobec faktu, że strajki muszą zacząć się odbywać na większą skalę, ponieważ wcześniejsze, w mniej kontrowersyjnych terminach, nie dawały niemal żadnych efektów" - czytamy w liście. 

Fundacja Młodzieży Activis wyraziła również "swój głos sprzeciwu, wobec wystosowania pism, których treść sugerowałaby, że całe młode pokolenie stoi w tym sporze po przeciwnej stronie niż nauczyciele". "Nie ma naszej zgody na wypowiadanie się [Rady Dzieci i Młodzieży] jako całość głosu polskiego młodego pokolenia" - zaznaczono.

Zaapelowano również do rządzących, aby wysłuchali głosu wszystkich stron, w tym również uczniów.

Zobacz wideo
Więcej o: