Ofiara pedofilii odpowiada biskupowi opolskiemu: Kłamałeś, mój szacunek do ciebie nie istnieje

- Gdzie ucieknie 13-letnie dziecko w samochodzie z 33-letnim księdzem, na środku pola? Gdzie ma uciec takie dziecko? - mówił w Sejmie pan Dariusz, który przed laty był ofiarą pedofila. Mężczyzna był uczestnikiem konferencji fundacji "Nie lękajcie się".
Zobacz wideo

W lutym fundacja "Nie lękajcie się" opublikowała raport dotyczący pedofilii w polskim Kościele. Jedną z opisanych przez działaczy sprawą była historia Mariusza K., byłego wikariusza z Jemielnicy w woj. opolskim.

Mężczyzna miał w 2012 r. molestować ministranta. Matka nastolatka powiadomiła kurię, która przeniosła księdza do innej parafii, oficjalnie tłumacząc, że przyczyną były problemy zdrowotne. Trzy lata później został wydalony ze stanu duchownego. Kuria opolska zgłosiła sprawę prokuraturze dopiero w 2017 r. po zmianie przepisów, które do tego obligowały. Rok później Mariusz K. stanął przed sądem.

Biskup Diecezjalny Andrzej Czaja po publikacji raportu fundacji "Nie lękajcie się" stwierdził w radiu Doxa, że został "oczerniony i pomówiony".

Biskup Opolski informował rodzinę pokrzywdzonego o możliwości zgłoszenia przestępstwa do prokuratury, jednakże wyraźną wolą najbliższych było zachowanie daleko idącej dyskrecji w tej sprawie ze względu na dobro pokrzywdzonego. Z tego powodu o całej sprawie nie został poinformowany proboszcz parafii, który uznał, że przyczyną nagłego odwołania wikarego z parafii były jego rzeczywiste problemy zdrowotne

- tak komentował sprawę rzecznik prasowy Kurii Diecezjalnej w Opolu ks. Joachim Kobienia.

Ofiara pedofilii: Księże biskupie, kiedy mnie przeprosisz?

Do stanowiska opolskiej kurii odniósł się podczas poniedziałkowej konferencji fundacji "Nie lękajcie się" w Sejmie pan Dariusz, który miał być przed laty ofiarą księdza Mariusza K.

- Zacznę może od kilku wiadomości, które dostaję praktycznie codziennie od znajomych, od nieznajomych: "Lecz się na głowę człowieku", "Weź się ogarnij", "Płaczesz o byle co, a nikogo i tak to nie obchodzi", "Jeju, jeju, jeśli chciałeś, to masz", "Chłopie, miałeś 13 lat i się dałeś? Nie mogłeś uciec?" - wyliczał mężczyzna na początku.

- Gdzie ucieknie 13-letnie dziecko w samochodzie z 33-letnim księdzem, na środku pola? Nie widać samochodów, nie widać latarni, nie widać domów, gdzie ma uciec takie dziecko?

- dodał.

Pan Dariusz stwierdził, że stanowisko biskupa Andrzeja Czai go "szokuje".

- Księże biskupie, mój szacunek do ciebie nie istnieje w tym momencie, wszystkie twoje kłamstwa, wszystkie twoje zaprzeczenia, które robisz... Przyjeżdżasz do naszej parafii w Jemielnicy, odprawiasz drogę krzyżową, przepraszasz parafian za to, co się stało. Kiedy przeprosisz mnie? Po co przepraszać parafian?

- zwrócił się do duchownego.

- Ja naprawdę z całego serca wam współczuję waszego bólu, waszego żalu, jak jesteście napiętnowani, napastowani przez ofiary, przez nas, dzieci molestowane, gwałcone przez księży - ironizował pan Dariusz. 

- Jak ja słyszę w radiu, telewizji, jak wy cierpicie z tego powodu, co my mamy powiedzieć? Nie przepraszaj parafian za to, co się stało. Przeproś ich za to, że przez tyle lat okłamywałeś parafian, okłamywałeś proboszcza, mówiąc, że przenieśliście go ze względu na jego stan zdrowia - zaapelował do biskupa Andrzeja Czai.

Matka pana Dariusza: Zamknęli nam usta

Głos na konferencji zabrała również matka pana Dariusza. Kobieta przekonywała, że gdy dowiedziała się tym, co ksiądz zrobił jej synowi, pojechała z przyjaciółką do biskupa Andrzeja Czai.

- Pierwsze słowa, które padły od biskupa, to "najlepsze, coście zrobiły, to to, żeście przyjechały tutaj do nas, do mnie". Były rozmowy, że możemy iść do prokuratury, na policję, ale od razu powiedziano mi, że tam dziecko przeżywałoby katusze, że musiałby non stop mówić o tym, przeżywać na nowo, że najlepsze dla dziecka jest nie mówić o tym

- relacjonowała matka pana Dariusza. Dodała, że biskup poprosił, by nie mówiła o sprawie swojemu mężowi, bo "wiadomo, jacy są mężczyźni" i "rozpętałoby się piekło".

- Zamknęli nam usta. Kazali mnie i mojej przyjaciółce złożyć przysięgę pod Krzyżem, z jedną ręką na sercu, z drugą na Piśmie Świętym, że nie możemy o tej sprawie nikomu powiedzieć, że nie może to wyjść poza mury tego budynku. Dobrze wiedzieli, że zrobimy tak, jak oni nam powiedzieli, że dla mnie przysięga na Pismo Święte to przysięga, której nie wyobrażałam sobie złamać

- mówiła w Sejmie kobieta.

- Milczałyśmy, miałyśmy strach w sobie, że nawet między sobą bałyśmy się rozmawiać na ten temat. Teraz zrobiłabym całkiem inaczej - dodała matka pana Dariusza.

Zobacz wideo