Prokuratura zbada przebieg reanimacji Pawła Adamowicza. Decyzja po liście od patomorfologa

Gdańska prokuratura przeanalizuje sposób prowadzenia akcji ratunkowej po ataku na prezydenta Pawła Adamowicza. Według lekarza patomorfologa, który przysłał pismo śledczym, akcja była prowadzona nieprawidłowo, a prezydent powinien był od razu trafić do szpitala.
Zobacz wideo

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku powoła biegłych, którzy mają ustalić, czy akcja ratunkowa po ataku na prezydenta Pawła Adamowicza przebiegła prawidłowo - podało Radio Gdańsk.

Informację potwierdza w rozmowie z Gazeta.pl rzeczniczka prokuratury Grażyna Wawryniuk. - Do tej pory prawidłowość tych działań nie była kwestionowana. Będziemy jednak powoływać biegłych do oceny w tej sprawie - mówi.

Przyczyną, dla której prokuratura podjęła taką decyzję, było pismo od lekarza patomorfologa z województwa pomorskiego, biegłego sądowego. Dokument trafił do śledczych w lutym.

- Lekarz medycyny na podstawie informacji medialnych wyciągnął własne wnioski dotyczące działań ratowniczych podejmowanych bezpośrednio po zdarzeniu na miejscu. Według niego, te działania były nieprawidłowe i należało niezwłocznie przewieźć prezydenta do szpitala - tłumaczy prok. Grażyna Wawryniuk w rozmowie z Gazeta.pl. Jak podkreśla przedstawicielka prokuratury, lekarz nie miał dostępu do dokumentacji medycznej.

Śmierć Pawła Adamowicza. Pismo biegłego

Paweł Adamowicz został zaatakowany przez nożownika Stefana W. 13 stycznia podczas gdańskiego finału WOŚP. Reanimacja na scenie trwała kilkadziesiąt minut.

Uważam, że podjęcie decyzji przez zespół ratowników medycznych o reanimacji w miejscu zdarzenia trwającej 40 minut (według informacji medialnych) było błędem medycznym, który doprowadził do nieodwracalnych zmian narządowych i ogólnoustrojowych. Tym samym uważam, że z dużym prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością następstwa decyzji o tak długo trwającej reanimacji przekreśliły szansę na powrócenie funkcji życiowych

- czytamy w piśmie od lekarza.

Według patomorfologa, "istniały niepowtarzalne możliwości przewiezienia pacjenta w bardzo krótkim czasie do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie można było rozpocząć leczenie operacyjne kilkadziesiąt minut wcześniej".

"Podjęcie decyzji o reanimacji na miejscu zdarzenia doprowadziło do systematycznej utraty krwi z łoża naczyniowego do worka sercowego, tkanek miękkich śródpiersia i najprawdopodobniej jam opłucnowych. Wszystko to wprowadzało pacjenta z każdą minutą reanimacji w nieodwracalną fazę wstrząsu niedokrwiennego" - pisze specjalista.

"Postępowanie ratowników jest dla mnie niezrozumiałe" - dodaje patomorfolog.