Czarna seria MiG-29 trwa. Trzy rozbite, dwa rozszczelnione, jeden spalony

Przez prawie trzy dekady nie spadł żaden, a teraz w nieco ponad dwa lata, trzy. Trwa czarna seria katastrof i incydentów polskich myśliwców MiG-29. To już dość stare maszyny a na dodatek od lat utrzymywane bez pomocy Rosjan i z utrudnionym dostępem do części zamiennych. Podobnie jak inne typy samolotów i śmigłowców, które już dawno powinny trafić do muzeum.

Do najnowszej katastrofy myśliwca MiG-29 doszło wczesnym popołudniem w pobliżu miejscowości Łochów na Mazowszu. Kilka minut wcześniej wystartował z bazy w Mińsku Mazowieckim.

Pilot użył katapulty i miał szczęście. Przeżył i według wojska jest w "stanie dobrym".

Czarna seria myśliwców

To już trzeci rozbity MiG-29 w ciągu nieco ponad dwóch lat. Do poprzedniej katastrofy doszło w lipcu 2018 roku i wówczas pilot nie miał szczęścia. Kapitan Krzysztof Sobański z bazy w Malborku zginął próbując się katapultować. Ciągle trwa śledztwo w sprawie tej katastrofy, jednak według nieoficjalnych informacji najpierw doszło do awarii systemu paliwowego, przez co wyłączyły się silniki. Pilot zginął, ponieważ nie zadziałał prawidłowo fotel katapultowany.

Do pierwszej katastrofy doszło w grudniu 2017 roku. Pilot z bazy Mińsk Mazowiecki spadł na las podczas podejścia do lądowania w kiepskich warunkach atmosferycznych. Nie wiadomo czy zawiódł samolot czy człowiek. Śledztwo trwa do dzisiaj. W tym wypadku pilot miał wyjątkowe szczęście i przeżył, choć nie katapultował się. Został w kokpicie maszyny, która wpadła w las i uległa zniszczeniu.

Dodatkowo w ciągu ostatniego roku doszło do dwóch mniej poważnych incydentów z udziałem myśliwców MiG-29. Pierwszy z nich ujawniła Gazeta.pl. W obu przypadkach doszło do rozszczelnienia kokpitów, co jest groźne dla pilota podczas lotu na dużej wysokości. Jeden z nich zemdlał po wylądowaniu i trafił do szpitala. Wojsko nie chce ujawniać informacji o stanie jego zdrowia, ale nieoficjalnie był on bardzo poważny.

Dodatkowo jeden MiG-29 spalił się w 2016 roku na lotnisku w Malborku. Maszyna miała stanąć w ogniu podczas prób na ziemi. Nikomu nic się nie stało, ale samolot został poważnie uszkodzony i spisany na straty.

Maszyny MiG-29 mają po 30 lat 

Przed katastrofą w 2017 roku, polskie MiG-29 latały 28 lat bezpiecznie. Dochodziło do incydentów i były problemy, ale żadna maszyna nie rozbiła się. Nikt nie stracił życia. Teraz w nieco ponad dwa lata doszło do czarnej serii.

Wojsko nie ujawnia raportów z dochodzeń w sprawie katastrof, zasłaniając się tajemnicą śledztwa. Nie wiadomo więc na pewno co było ich przyczyną. Czy błędy ludzkie, czy awarie sprzętu.

Jest jednak pewne, że polskie MiG-29 są dość stare. W większości mają po około 30 lat. Pierwsze przyleciały z ZSRR w 1989 roku. Później w połowie lat 90. otrzymaliśmy z Czech ich używane i wycofane ze służby myśliwce, w zamian za śmigłowce Sokół. W 2001 roku dodatkowo Niemcy odsprzedali nam za jedno euro swoje używane MiG-29, które zostały im po lotnictwie NRD.

Teraz według portalu Defence24.pl, rozbiła się maszyna z numerem bocznym "40". To jedna z tych, które przyleciały z Czech. Wyprodukowano ją w 1989 roku. Była dobrze znana fanom lotnictwa, ponieważ miała specjalne malowanie z podobizną generała Witolda Urbanowicza, słynnego dowódcy Dywizjonu 303. Często brała udział w pokazach lotniczych. W powietrzu spędziła około dwóch tysięcy godzin.

Serwis metodami gospodarskimi 

Od lat wiadomo, że polskie MiG-29 należałoby wycofać ze służby i zastąpić nowszymi maszynami. Większość jest zużyta i choć formalnie mogą jeszcze latać a w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr.2 w Bydgoszczy przechodzą prace serwisowe, to jest nieuniknione, że mające po 30 lat samoloty zaczną się częściej psuć.

Zwłaszcza, że Polska już od około 2012 roku faktycznie zawiesiła współpracę z Rosją w zakresie obsługi MiG-29. Efekt tego jest taki, że nie ma dostępu do oryginalnych części zamiennych i wiedzy producenta w postaci zakładów RSK MiG, który jak nikt inny zna tajniki swoich maszyn. W zamian zaczęto skupować części z drugiej ręki, z magazynów białoruskich czy ukraińskich, lub je "regenerować" i wytwarzać na własną rękę. Polskie wojsko regularnie co rok ogłasza przetargi na zakup kilku nowych-starych silników RD-33 do MiG-29, ponieważ te zużywają się szybciej niż same maszyny.

Cały ten system eksploatacji radzieckich maszyn jest jednak prowizoryczny i choć wojsko oraz zakłady w Bydgoszczy od lat zapewniały, że pomimo tego myśliwce są bezpieczne, to najnowsza seria katastrof i awarii mocno poddaje w wątpliwość te deklaracje.

Utrzymywanie pozorów

Problem w tym, że nie ma jak szybko zastąpić MiG-29, oraz jeszcze starszych maszyn szturmowych Su-22, które na szczęście unikają katastrof. Dotychczas zakładano, że część z nich polata jeszcze do połowy przyszłej dekady, ponieważ ze względu na brak pieniędzy nie będzie jak kupić nowych samolotów. Zarządzono ich remonty i ograniczone modernizacje.

Teraz MON zapewnia, że czyni zakup nowych samolotów absolutnym priorytetem i przyśpiesza program Harpia. W jego ramach mają zostać zakupione 32 maszyny V generacji. MON jednak już wiele razy deklarowało, że coś jest priorytetem, tylko aby przestało nim być w przeciągu roku. Nie jest więc pewne, kiedy rzeczywiście mogą być nowe maszyny. Co więcej, nawet przy ekspresowym tempie nabycie i dostarczenie samolotów a potem przeszkolenie pilotów i techników oraz budowa odpowiedniej infrastruktury, może zająć wiele lat.

Opcje są więc właściwie dwie. MON może teraz ogłosić bezterminowe zawieszenie lotów MiG-29 i Su-22, co będzie jednak oznaczać skurczenie się Sił Powietrznych do rekordowo małej liczby 48 maszyn bojowych, czyli wszystkich F-16. Z drugiej strony można nadal utrzymywać MiG-29 i Su-22 w służbie, narażając życie pilotów w zamian za iluzję siły, ponieważ oba typy maszyn mają bardzo ograniczone możliwości bojowe.

Co znamienne, podobnie jak z samolotami, wygląda sprawa wielu polskich śmigłowców. Zwłaszcza Mi-14 i Mi-24. Te też muszą latać na częściach zamiennych kupowanych przez pośredników z dziwnych źródeł. Im też są "przedłużane resursy", czyli co wydłużane życie, ponieważ nie ma czym ich zastąpić. Na szczęście ich załóg, nie miały jeszcze takiej czarnej serii jak MiG-29.