Kolejne osoby oskarżają ks. Henryka Jankowskiego. "Jeden z mężczyzn bardzo płakał"

Do fundacji "Nie lękajcie się" trafiają kolejne osoby, które twierdzą, że były molestowane przez ks. Henryka Jankowskiego. "Newsweek" informuje o trzy mężczyznach, dwóch z nich w przeszłości było ministrantami.
Zobacz wideo

Oskarżenia kierowane wobec ks. Henryka Jankowskiego zataczają coraz szersze kręgi. Jak podaje "Newsweek", do fundacji "Nie lękajcie się" zgłosiło się trzech mężczyzn, którzy twierdzą, że kilkadziesiąt lat temu byli molestowani przez prałata. Dwóch z nich było ministrantami, jeden miał bywać na plebanii w parafii św. Brygidy.

 - Jeden z tych mężczyzn bardzo płakał, bo jego rodzina nic nie wie o tym, że został wykorzystany, i jest mu bardzo ciężko - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" szef fundacji Marek Lisiński.

Zarzuty wobec ks. Henryka Jankowskiego po raz kolejny potwierdza Michał Wojciechowicz, który kilka miesięcy temu ujawnił, że w latach 80. również stał się ofiarą prałata. - Wiem, że Jankowski miał skłonność do młodych chłopaków, bo doświadczyłem tego na własnej skórze - mówi "Newsweekowi".

Twierdzi, że jako 17-latek trafił na plebanię ks. Jankowskiego i tam miało dojść do molestowania. Duchowny miał przytulać Wojciechowicza, wykonywać ruchy frykcyjne, próbować pocałować go w usta. "Poczułem na sobie jego wzwód" - opisywał Wojciechowicz.

Ks. Henryk Jankowski. Zarzuty wobec duchownego

Grzegorz Pellowski, wieloletni przyjaciel ks. Henryka Jankowskiego, twierdzi w rozmowie z tygodnikiem, że duchowny nie miał skłonności homoseksualnych. Potwierdził, że po plebanii kręcili się chłopcy, ale dlatego, że "Jankowski ciągle gościł u siebie jakichś dostojników i ktoś musiał podawać do stołu". - Wykorzystywał więc do tego ministrantów i ich kolegów - tłumaczy Pellowski.

W ostatnim czasie o zmarłym ponad 8 lat temu prałacie Henryku Jankowskim było głośno za sprawą grudniowego reportażu w "Dużym Formacie", magazynie "Gazecie Wyborczej". Bohaterka tekstu - Barbara Borowiecka - twierdzi, że w przeszłości była molestowana przez księdza. Kobieta mówiła też, że jej nastoletnia koleżanka Ewa miała zajść w ciążę z prałatem i popełnić przez to samobójstwo.

Gdańscy radni z klubów Koalicji Obywatelskiej i założonego przez Pawła Adamowicza komitetu "Wszystko dla Gdańska" domagają się usunięcia pomnika "kapelana Solidarności" ze skweru w okolicy kościoła świętej Brygidy. Przygotowali projekt uchwały w tej sprawie, nad którym będą głosować na najbliższym posiedzeniu Rady Miasta 7 marca.

Pomnik został przewrócony w nocy z 20 na 21 lutego. Członkowie stoczniowej Solidarności zamontowali jednak monument na dotychczasowym miejscu.

"Pomnik został postawiony niezgodnie z procedurą budowlaną, która reguluje m.in. bardzo ważne kwestie bezpieczeństwa. Traktujemy ten akt jako świadome działanie wbrew prawu budowlanemu, w związku z czym zwrócimy się do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego o wszczęcie postępowania w tej sprawie" - skomentowała wówczas na Facebooku p.o. prezydenta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. 

Zobacz wideo
Więcej o: