Fala zachorowań na odrę. W styczniu i lutym było więcej przypadków niż w całym 2018 r.

W 2018 roku w Polsce doszło do rekordowej liczby zachorowań na odrę. Tylko w dwóch pierwszych miesiącach tego roku było ich już więcej, niż w całym 2018. - Kwestią czasu jest, aż pojawi się przypadek śmiertelny - mówi Jan Bondar z GIS.
Zobacz wideo

W listopadzie informowaliśmy o rekordowej liczbie przypadków zachorowań na odrę i dużych ogniskach choroby. Sytuacja była szeroko komentowana w mediach oraz przez polityków. Od tego momentu minęło kilka miesięcy, ale sytuacja nie poprawia się - a wręcz przeciwnie. Pojawiają się nowe ogniska choroby.

Jak informuje w rozmowie z Gazeta.pl Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego, w tym roku nastąpił gwałtowny wzrost liczby przypadków. 

Tylko w niespełna dwa pierwsze miesiące roku zgłoszono 380 przypadków odry (część jest jeszcze weryfikowana). Ale już dziś wiadomo, że jest ich więcej niż przez cały poprzedni rok(!), kiedy na odrę zachorowało 339 osób. A i 2018 rok był rekordowy, ponieważ odnotowano ponad pięciokrotny wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim (63 przypadki). - Przez prawie 20 lat odry w Polsce praktycznie nie było. Jest całe pokolenie pediatrów, którzy w karierze nie spotkali się z przypadkiem odry, do teraz - mówi Bondar. Od lat dwutysięcznych liczba przypadków wynosiła od kilkunastu do nieco ponad stu rocznie. W dużej mierze byli to nieszczepieni obcokrajowcy lub niezaszczepione osoby, które zaraziły się za granicą.

embed

Teraz liczba zachorowań rośnie. Na taki stan składa się szereg czynników. Jak tłumaczy rzecznik GIS, "rodzimej" odry w Polsce nie ma i ludzie zarażają się albo od obcokrajowców, albo od Polaków wracających z państw, gdzie odra występuje częściej. Często jest to Ukraina, gdzie stan zaszczepienia spadł dramatycznie. W zeszłym roku odnotowano w regionie europejskim WHO 83 tys. przypadków odry, z czego aż 54 tys. było tylko na Ukrainie.

- Ale nie możemy zbudować muru na granicy - mówi Bondar. Jak podkreśla, nie da się uniknąć przynoszenia choroby przez podróżujących Polaków oraz obcokrajowców. - Ale gdyby wszyscy byli zaszczepieni, to nie dochodziłoby do zachorować - stwierdził.

Komu może zagrażać odra?

Bondar tłumaczy, że jest kilka grup narażonych na zakażenie się odrą. Pierwsza to nieszczepione dzieci. Chodzi zarówno o te z rodzin tzw. antyszczepionkowców, których rodzice świadomie odmówili ich zaszczepienia, jak i osoby, które z różnych powodów przegapiły termin szczepienia lub zapomniały o nich.

Kolejna grupa to osoby zaszczepione tylko jedną dawką. Daje ona dużą ochronę (85-90 proc.), jednak pozostawia ryzyko, że nawet co dziesiąta osoba bez drugiej dawki może zachorować. - Wtedy jednak przebieg choroby jest łagodniejszy - tłumaczy rzecznik GIS. Narażone są też niemowlęta, które nie mają już ochrony dzięki przeciwciałom matki, ale jeszcze nie są zaszczepione. 

Wreszcie jest grupa osób w średnim wieku, której - mówi rzecznik GIS - udało się "prześlizgnąć" i nie została zaszczepiona, ale też nie zachorowała, dzięki czemu mogłaby naturalnie nabyć odporność. Chodzi o osoby urodzone w latach 70. Co działo się wtedy? Dobrze widać to na wykresie porównującym poziom szczepień i liczbę zachorowań na odrę po 1955 roku. W połowie lat 70. (gdy wprowadzono obowiązek szczepień) poziom zaszczepienia gwałtownie wzrasta, a liczba przypadków odry spada lawinowo. Były zatem osoby, które nie załapały się na szczepienie, ale - ponieważ dużo mniej osób chorowało - nie zaraziły się i nie przeszły odry.

Warto pamiętać, że odmowa szczepień ma wpływ nie tylko na osobę, które ona dotyczy. Powyżej pewnego poziomu zaszczepień, mówimy o odporność zbiorowej. Wtedy zabezpieczona jest praktycznie cała populacja, choroba nie ma jak się rozprzestrzeniać. W przypadku odry, którą bardzo łatwo się zarazić, to 95 proc. Poniżej tego poziomu wzrasta ryzyko wystąpienia ognisk choroby. Teraz w Polsce jest o już jednak ok. 94 proc.

(Jeszcze) nie jest tak źle

Sytuacji nie można lekceważyć, jednak rzecznik GIS zwraca uwagę na kilka faktów, które pokazują, że jak na razie nie jest w Polsce bardzo źle i nie ma potrzeby ogłaszania alarmu. Po pierwsze, na tle reszty Unii Europejskiej wciąż nie wypadamy najgorzej. W okresie 12.2017-11.2018 w Polsce było 5,4 przypadków odry na milion mieszkańców. Unijna średnia to 24,7 przypadków. Większy poziom zachorować jest m.in. we Francji, Wielkiej Brytanii czy Włoszech. Nie jest do oczywiście całkowicie uspokajająca informacja, ponieważ podróże między Polską a tymi krajami mogą prowadzić do występowania ognisk choroby u nas. 

Po drugie, po pojawieniu się ognisk odry pod koniec zeszłego roku i szerokim informowaniu o tym w mediach, wzrosło zainteresowanie szczepieniami. - Liczba odmów szczepień nie spada, ale przestała rosnąć. Ponadto zgłaszają się ludzie, którzy sprawdzają swój stan zaszczepienia i uzupełniają go - mówi Bondar. 

Są zatem powody do umiarkowanego optymizmu. Jednak na pewno nie ma mowy o sukcesie - zwraca uwagę rzecznik GIS. Podkreśla, że walka z trendem antyszczepionkowym jest trudna, szczególnie w mediach społecznościowych. Jak mówi, w grupach tzw. antyszczepionkowców pojawiają się fake newsy, nieetyczne zachowania i hejt wobec osób propagujących szczepienie się (w tym samych pracowników i kierownictwa GIS).

Na razie ostatnie lata nie przyniosły ofiar odry pomimo wzrostu zachorowań. Ostatni zgon związany z odrą miał miejsce w 1998 roku. Ale choroba może być śmiertelna, lub powodować groźne powikłania (szczególnie u dorosłych). - Kwestią czasu jest, aż pojawi się przypadek śmiertelny - ostrzega Bondar.