Molestowany żąda 3 mln zł odszkodowania. Zakon: Tak gigantyczne roszczenie jest nieuzasadnione

W sądzie w Bydgoszczy toczy się proces o trzymilionowe odszkodowanie, którego żąda poszkodowany 28-latek od zakonu franciszkanów. Mężczyzna był w dzieciństwie molestowany przez jednego z zakonników. Rzecznik zakonu twierdzi, że kwota jest bardzo wygórowana.
Zobacz wideo

Sprawę ujawniła reporterka Radia Zet Danka Woźnicka, która dotarła do jej akt. W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy toczy się proces o odszkodowanie od klasztoru franciszkanów za molestowanie, którego doznał 28-letni mężczyzna w dzieciństwie. 

Do wykorzystywania chłopca doszło w latach 2002-2006. W 2009 roku zakonnik został uznany za winnego i skazany na 4 lata i 6 miesięcy więzienia oraz otrzymał zakaz pracy z małoletnimi. Po wyjściu z więzienia, zakonnik został również wydalony z zakonu decyzją dekretu papieskiego. 

Molestowany żąda od zakonu 3 mln zł odszkodowania

Jak podaje Radio Zet, sprawa cywilna o odszkodowanie toczy się od 2014 roku. 28-letni obecnie mężczyzna żąda od zakonu 3 mln zł odszkodowania oraz 2,5 tys. zł miesięcznej renty za doznane w dzieciństwie szkody. Biegli ocenili, że krzywda, którą wyrządził mężczyźnie zakonnik, doprowadziła do poważnej traumy 28-latka. Nie mógł przez nią normalnie funkcjonować, doznał 10-procentowego uszczerbku na zdrowiu. Dodawali, że "jest na granicy funkcjonowania" oraz że "trauma utrudniła mu dalszy, prawidłowy rozwój".

Zakon franciszkanów nie zgadza się z żądaniem i w całości odrzuca pozew. Twierdzi, że nie odpowiada za czyny swojego podwładnego. Zdaniem pełnomocniczki zakonu "do wyrządzenia szkody doszło nie przy wykonywaniu powierzonej czynności, ale przy jej okazji". 

Roszczenie jest gigantyczne, pokrzywdzony ma prawo do odszkodowania, ale tak wysokie roszczenie jest nieuzasadnione

- mówił w rozmowie z radiem Leonard Bielecki, rzecznik zakonu franciszkańskiego w Polsce. Dodał, że u franciszkanów nie ma przyzwolenia na molestowanie dzieci. 

28-latek pozwał także byłego zakonnika, który go wykorzystał. Żądał od niego 2 mln zł zadośćuczynienia. Pełnomocnik mężczyzny tłumaczył, że jego klient nie jest w stanie wypłacić takiej kwoty, bo jego sytuacja materialna jest trudna. Proponował 10 tysięcy złotych. 

Więcej o: