Kontrakt podpisany: Lecą śmigłowce dla polskiego wojska, a z nimi masa pytań

W należących do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin zakładach PZL Mielec podpisano umowę na dostawę nowych śmigłowców dla polskiego wojska. Mają to być cztery maszyny S-70i. Nie wiadomo, w jakim trybie i na jakiej podstawie je wybrano. Nie wiadomo też, jak wojsko chce sprawić, aby nadawały się do użycia.

Umowę podpisał minister Mariusz Błaszczak w obecności premiera Mateusza Morawieckiego. Obaj deklarowali, że to wielki sukces Polski i istotne wzmocnienie dla polskich sił zbrojnych.

- To dla nas bardzo ważny dzień, gdyż poprzez tego typu zakupy, tego typu działania, nie tylko wzmacniamy sojusz NATO, nie tylko umacniamy bezpieczeństwo i bezpieczeństwo polskiego nieba, ale także wzmacniamy polski przemysł - mówił premier. Wyjaśniał, że to połączenie strategii rozwoju ze strategią zapewnienia bezpieczeństwa.

Śmigłowce w wirze kontrowersji

Obaj politycy nie wyjaśnili jednak wielu wątpliwości, które rodzi umowa. Cztery śmigłowce S-70i zgodnie z ich deklaracjami mają służyć żołnierzom Wojsk Specjalnych. Ci potrzebują jednak wyspecjalizowanych maszyn, zdolnych wykonywać niebezpieczne misje w każdą pogodę i za linią frontu. S-70i to natomiast podstawowy śmigłowiec, celowo pozbawiony wielu zaawansowanych systemów stosowanych przez wojsko USA w swoich maszynach rodziny UH-60 Black hawk, tak, aby można było je sprzedawać bez kontroli władz USA.

Podczas uroczystego podpisania umowy nie padło słowo o tym, czy kupowane właśnie maszyny mają zostać dodatkowo wyposażone. Ogólnie zadeklarowano jedynie, że już "zostały zaadaptowane od potrzeb Wojsk Specjalnych". Nie wiadomo, na czym to miałoby polegać. Termin dostawy ma być jeszcze w tym roku, co jest tempem ekspresowym. Maszyny muszą być już w znacznej części gotowe. Nie ma więc czasu na przechodzenie czasochłonnej procedury FMS, przez którą można od Amerykanów kupić specjalistyczne wyposażenie pozwalające uczynić z S-70i maszynę godną komandosów.

MON deklaruje, że wraz z maszynami kupiono pakiet logistyczny oraz szkoleniowy. Mają też zapewniać interoperacyjność z policją (która kupiła w zeszłym roku S-70i w podstawowo wyposażonej wersji) oraz wojskami NATO (które nie używają S-70i, ale amerykańską wojskową wersję UH-60).

Nie wiadomo, na jakiej podstawie wybrano S-70i. Ich zakup trzymano w tajemnicy do dnia przed podpisaniem umowy. Można się domyślać, że to tak zwana "Pilna Potrzeba Operacyjna", za sprawą której można w trybie przyśpieszonym i bez normalnego przetargu rozmawiać tylko z jednym dostawcą. Trzeba to jednak oficjalnie uzasadnić, inaczej do umowy mogą zgłaszać zastrzeżenia Unia Europejska oraz konkurencyjne firmy.

Nie podano też kwoty, jaką za te cztery maszyny zapłacą polscy podatnicy.

Szerzej o wątpliwościach, które rodzi zaskakująca decyzja o zakupie S-70i, pisaliśmy wczoraj. Będziemy też pisać o tym w przyszłym tygodniu.

Więcej o: