Rzecznik wspomina Adamowicza. "Nieprzytomnie zakochany w córkach i chorobliwie nieśmiały"

- Dzwonił i pytał: "Co ja tam powiedziałem w tym komentarzu, bo do mnie dzwonią i gratulują, a ja nie wiem czego". Ufaliśmy sobie - mówi "Newsweekowi" o Pawle Adamowiczu Antoni Pawlak, który przez 10 lat był jego rzecznikiem. Jak wspomina, prezydent Gdańska był "chorobliwie nieśmiałym" człowiekiem.
Zobacz wideo

Antoni Pawlak, który przez 10 lat był rzecznikiem Pawła Adamowicza, udzielił wywiadu "Newsweekowi", w którym opowiedział o zmarłym prezydencie Gdańska. Już na wstępie zaznaczał, że Adamowicz "nie potrzebuje hagiografii" i nie chciałby "lukrowanych pomników". Wspominał, że prezydent Gdańska był "chorobliwie" nieśmiały.

Opowiadał mi, że gdy chodził do podstawówki i wezwali go do sekretariatu po odbiór legitymacji, to wysłał brata. Wrodzona nieśmiałość powodowała chyba to, że nawet jako dorosły trzymał dystans wobec osób, których nie znał i był przez nie postrzegany jako człowiek sztywny, nieprzystępny, a w rzeczywistości był ciepłym i bezpośrednim facetem

- mówił Pawlak.

Jak doszło w takim razie do tego, że Adamowicz - "chorobliwie nieśmiały" - został osobą publiczną? Pawlak, by odpowiedzieć na to pytanie, cofa się do przełomu lat 80. i 90. Przyszły prezydent Gdańska wówczas kończył prawo na Uniwersytecie Gdańskim i zaangażował się w działania komitetów obywatelskich.

- Przed wyborami samorządowymi w 1990 r. był u rodziców, wynosił im śmieci i przy śmietniku zaczepiły go dwie starsze sąsiadki. "Panie Pawle, pan to powinien zostać radnym" – powiedziały. Zasiały w nim ziarno - wspominał Antoni Pawlak. W 1998 roku, po dwóch kadencjach radnego, Adamowicz został prezydentem Gdańska.

"Co ja tam powiedziałem w tym komentarzu, bo do mnie dzwonią i gratulują?"

Były rzecznik prezydenta Gdańska sam wprost opowiadał, że Paweł Adamowicz nie miał z nim zbyt lekko, ponieważ na pierwszej konferencji prasowej stwierdził, że wzorem rzecznika jest dla niego... Jerzy Urban. - Do prezydenta zaczęły napływać pisma z żądaniem natychmiastowego zwolnienia mnie - dodał, ale ostatecznie nawet "na dywanik" do Adamowicza za ten incydent nie trafił.

Parę razy zdarzyło się, że przyszedł i powiedział: "Trochę za ostro, uważaj następnym razem". Albo dzwonił i pytał: "Co ja tam powiedziałem w tym komentarzu, bo do mnie dzwonią i gratulują, a ja nie wiem czego". Ufaliśmy sobie

- mówił "Newsweekowi" Pawlak.

W ocenie Pawlaka, Paweł Adamowicz był "nieprzytomnie zakochany w swoich córkach i niesamowicie z nich dumny", a także głęboko wierzący. - Potrafił współpracować z ateistami, czego jestem najlepszym przykładem - powiedział. - Był szczególnie przywiązany do trzech rzeczy: do Gdańska, do wiary i do idei Solidarności - podsumował.

Więcej o: