Paweł Adamowicz ugodzony nożem. Kim jest 27-letni sprawca, Stefan W.? Siedział za napady na banki

Policja potwierdziła, że mężczyzna, który zaatakował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i przez mikrofon krzyczał, że ma na imię Stefan, to 27-letni mieszkaniec miasta skazany wcześniej m.in. za rozboje. Prawdopodobnie jest to mężczyzna, który przed kilkoma laty napadł na cztery gdańskie banki.
Zobacz wideo

Tuż przed godziną 20.00 podczas finału WOŚP prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został dźgnięty nożem przez mężczyznę, który dostał się na scenę. Asp. Karina Kamińska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku przekazała w rozmowie z Gazeta.pl, że napastnikiem był 27-letni mieszkaniec Gdańska w przeszłości karany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu m.in. za rozboje. Policja znalazła przy nim identyfikator z napisem "Media".

Ppłk. Elżbieta Krakowska, rzeczniczka SW, powiedziała dla Onetu, że "napastnik nie wyszedł na przepustkę". - Zakończył on odbywanie kary - dodała.

Chwilę po tym, jak mężczyzna zaatakował prezydenta, wykrzyczał na scenie: "Halo! Halo! Nazywam się Stefan (?), siedziałem niewinny w więzieniu, siedziałem niewinny w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz".

Nożownik to prawdopodobnie Stefan W.

Świadkowie zdarzenia, którzy usłyszeli dokładnie nazwisko mężczyzny, szybko dotarli do jego możliwej tożsamości. Napastnik to prawdopodobnie Stefan W. skazany na karę więzienia za czterokrotną napaść na banki z bronią w ręku. Miał wtedy 22 lata.

Stefan W. w okresie od 8 maja do 12 czerwca 2013 roku napadł na trzy gdańskie placówki SKOK-ów oraz na bank Crédit Agricole - podawał w 2014 roku lokalny oddział "Gazety Wyborczej". Przy każdym napadzie wykorzystywał moment, kiedy nie było klientów, wyciągał broń, terroryzował personel i zabierał pieniądze. W sumie zrabował około 15 tys. złotych. 

Policji udało się odzyskać jedynie 2,5 tys. złotych z ostatniego napadu. "Pozostałe pieniądze mężczyzna przehulał - wyjechał na tygodniową wycieczkę na Wyspy Kanaryjskie, grał w kasynach, żywił się w restauracjach" - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Stefan W. przyznał się do winy podczas procesu. Nie wyraził jednak skruchy. Zeznał, że "chciał mieć pieniądze, których nie potrafił zarobić", a o tym, jak przeprowadzić napad dowiedział się z filmów. 

Skazany na 5,5 roku więzienia

Stefan W. został w 2014 roku skazany na karę pozbawienia wolności - miał tam spędzić 5,5 roku. Miał również zapłacić ponad 30 tys. złotych. - Materiał dowodowy nie budzi żadnych wątpliwości, że Stefan W. jest winny wszystkich przypisanych mu czynów. Popełnił jedno z najpoważniejszych przestępstw, a jego zachowanie przypominało sceny z klasycznych filmów gangsterskich - argumentował sędzia Radomir Boguszewski. Jednocześnie podkreślił, że celem kary miało być wychowanie sprawy, a nie represja.