Ksiądz pozwał biskupa na 70 tys. zł. Rozprawa za zamkniętymi drzwiami. "Spór to historia"

Ksiądz Krzysztof pozwał biskupa Dziubę, ponieważ ten miał odmówić mu wydania karty wypadku. W ten sposób duchowny nie mógł dochodzić swoich praw m.in. w ZUS, a sprawa stanęła w sądzie. Jednak dzisiaj, już pierwszego dnia, za zamkniętymi drzwiami obydwaj się dogadali.
Zobacz wideo

Zapowiadało się na sądową batalię, ale ostatecznie ksiądz i biskup osiągnęli porozumienie, a sprawa z 2014 roku ma w końcu - przynajmniej tak się wydaje - szczęśliwy finał.

W sierpniu 2014 roku ksiądz Krzysztof, wówczas wikariusz w Sochaczewie, miał wypadek podczas pełnienia swoich obowiązków - był wówczas w drodze do kurii.

Po wyjściu ze szpitala próbował dowiedzieć się, jakie świadczenia mu przysługują - ZUS wymagał m.in. karty wypadku od pracodawcy. Jednak kuria łowicka, na której czele stoi biskup Andrzej Dziuba, nie chciała wydać mu karty wypadku. To uniemożliwiło mu uzyskanie świadczeń.

Ksiądz Krzysztof utrzymywał w pozwie, którego treść szeroko opisuje TVN24 Łódź, że biskup Dziuba twierdził, że nie pracuje on w diecezji łowickiej. Miał też "grozić i szantażować go". Poszkodowany ksiądz twierdził, że brak środków z ZUS po wypadku zmusił go do zaciągnięcia kredytu na rehabilitację (40 tys. zł). Wtedy też pozwał biskupa i zażądał od niego 70 tys. zł na pokrycie kosztów leczenia.

Ksiądz i biskup z porozumieniem za zamkniętymi drzwiami

We wtorek w sądzie rejonowym w Łowiczu spotkali się obydwaj: ksiądz Krzysztof i biskup Dziuba. Jak relacjonuje TVN24 Łódź, nie chcieli rozmawiać z mediami przed rozprawą, która była niejawna na wniosek obydwu stron.

W trakcie przerwy ksiądz rozmawiał z biskupem, a później obydwaj wrócili na salę, zaproszono też na nią dziennikarzy. Oznajmiono wówczas, że ksiądz Krzysztof wycofał pozew, a sąd uznał sprawę za zakończoną. Duchowni nie chcieli jednak rozmawiać o szczegółach, a pełnomocnik biskupa Dziuby oznajmił jedynie, że "spór jest już historią".

Więcej o: