Wózek spłonął na klatce schodowej. Zostały tylko szczątki. "Może skończą się głupie wymówki"

Tyle mówi się o tym, że przedmioty wystawiane na klatki schodowe w blokach mieszkalnych to ogromne zagrożenie pożarowe. W Radomiu czarne scenariusze się spełniły. Kilka dni temu w płomieniach stanął wózek dziecięcy wystawiony na korytarz.
Zobacz wideo

Zaledwie kilka dni temu pisaliśmy o tym, że mieszkańcy Warszawy nie mogą zgodzić się co do tego, czy wystawianie wózków dziecięcych i innych przedmiotów na klatki schodowe to dobra praktyka. Jedni uważają, że to niedopuszczalne, ponieważ powoduje zagrożenie pożarowe. Dla innych to atak na rodziców, którzy nie mają mieszkaniach miejsca na wózki. 

Radom. Wózek dziecięcy stanął w płomieniach

Po publikacji naszego artykułu napisał do nas pan Konrad, mieszkaniec Radomia. Opisał sytuację, do której doszło na klatce schodowej w bloku, w którym ma mieszkanie. Napisał, że kilkanaście godzin przed publikacją naszego artykułu na ulicy Limanowskiego w Radomiu doszło do pożaru. 

5:30 rano, niedziela, wszyscy są zaspani po wieczorach andrzejkowych. Nagle do mieszkań wdziera się dym, wszyscy w popłochu uciekają na balkony. Z okien nie widać ognia, jednak dym jest coraz bardziej gryzący

- opisuje pan Konrad.

Po kilku minutach przyjechała straż pożarna. Jak opowiada pan Konrad strażacy weszli na klatkę schodową w maskach gazowych. Późnej okazało się, że w płomieniach stanął wózek dziecięcy, który został postawiony na wspólnym korytarzu. - Pewnie płonął jak pochodnia - dodaje mężczyzna. 

Kpt. mgr inż. Konrad Neska rzecznik prasowy KM PSP w Radomiu potwierdza, że do takiego zdarzenia faktycznie doszło. Straż pożarna interweniowała 2 grudnia nad ranem - gaszono płonący wózek dziecięcy. Bezpośrednia przyczyna pożaru jest teraz badana przez radomska policję. Niewykluczone, że doszło do zaprószenia ognia. 

Jeden mały wózek, a zniszczenia ogromne

Zniszczenia po pożarze są duże. Ściany na klatce schodowej są całe czarne. Nasz czytelnik dodaje, że sadza wdarła się również do mieszkań - osadziła na meblach, a nawet na ubraniach, które były w nich schowane. Zniszczenia wyraźnie widać na zdjęciach, które wysłano do naszej redakcji.

Jeden mały wózek (zapewne chiński, zrobiony z wysoce łatwopalnych materiałów), a takie spustoszenie. Nie mówiąc już o zagrożeniu dla mieszkańców

- mówi pan Konrad.

Radom. Wózek dziecięcy zostawiony na klatce schodowej się zapaliłRadom. Wózek dziecięcy zostawiony na klatce schodowej się zapalił Fot. Archiwum prywatne / pan Konrad

Teraz mieszkańcy zastanawiają się, kto pokryje koszty remontu klatki schodowej. Zdaniem naszego czytelnika mogą wnieść one nawet kilka tysięcy złotych.

Myślę, że może takie rzeczywiste zdarzenie da ludziom do myślenia i skończą się głupie wymówki

- dodaje.

"Śmierć na żywo"

Jest dodatkowo oburzony, bo jakiś czas temu apelował już do administracji budynku o interwencję w sprawie zostawionych na klatce schodowej przedmiotów. Wózki dziecięce stojące przy skrzynkach pocztowych, rowery na półpiętrze, kartony z niepotrzebnymi rzeczami, plastikowe krzesełka, szafki z butami, a nawet drzwi oparte o ścianę - wymienia mężczyzna. 

Samo wyjście z domu to już kłopot, bo graty przeszkadzają w swobodnym wyjściu. A co w nocy w trakcie pożaru? Gdyby przyszło uciekać - śmierć na żywo

- mówi.

Zdaniem pana Konrada zarządcy bloku nic nie zrobili z jego prośbą. Przedmioty nadal zalegały na korytarzu. Nie pojawiła się nawet informacja o tym, że powinny zostać usunięte przez mieszkańców. 

O komentarz poprosiliśmy spółdzielnię mieszkaniową zajmującą się blokiem przy Limanowskiego w Radomiu. Czekamy na odpowiedź. 

Gazeta.pl to nie tylko polityka i gospodarka, ale też tematy lokalne, poruszające problemy mniejszych społeczności, bliższe ludziom. Poświęć trzy minuty i pomóż nam lepiej zrozumieć, o czym chcesz czytać. Kliknij tutaj, żeby rozwiązać krótką ankietę.

Więcej o: