Prezes LOT-u o proteście pracowników. "Strajkują ci, którzy najlepiej zarabiają"

Trwa protest kilkudziesięciu byłych i obecnych pracowników PLL LOT. Jak mówił w TVP Info prezes spółki Rafał Milczarski, strajkujący stosują "brutalne formy nacisku na ludzi, którzy chcą pracować i chcą latać".

Trwa kolejny dzień strajku kilkudziesięciu osób, które protestują przed siedzibą Polskich Linii Lotniczych LOT. Uczestnicy przekonują, że strajk będzie prowadzony do skutku, czyli do czasu spełnienia wszystkich związkowych postulatów.

Chodzi m.in. o przywrócenie regulaminu wynagradzania z 2010 roku, przywrócenie do pracy zwolnionej kilka miesięcy temu szefowej związku Moniki Żelazik oraz zwolnienie prezesa PLL LOT Rafała Milczarskiego.

Jak mówił w TVP Info prezes PLL LOT Rafał Milczarski, to "nielegalny strajk", a spółka w ostatnich dniach wysłała zawiadomienia o dyscyplinarnym zwolnieniu do 67 osób. Nie wszystkie jeszcze zostały skutecznie doręczone.

Protestuje kilkadziesiąt osób, które próbują wywierać negatywny wpływ, mobbują, słyszałem o groźbach karalnych, brutalnych formach nacisku na ludzi, którzy chcą pracować, chcą latać, dla których troska o pasażerów jest najważniejsza

- mówił Milczarski.

Milczarski: Strajkują osoby najlepiej wynagradzane

- Strajkują osoby, które są najlepiej wynagradzane w firmie - stwierdził prezes LOT-u. Według Milczarskiego, starsze stewardessy zarabiają ok. 9-11 tys. złotych brutto, a piloci Dreamlinerów 787 - średnio 30 tys. złotych brutto.

- W regulaminie z 2010 r. była zasada "czy się stoi, czy się leży, to się należy". Teraz mamy zagwarantowaną liczbę godzin. Powyżej pensum 45 godzin płacimy za każdą dodatkową godzinę. Każdy, kto jest zainteresowany lataniem jest w stanie zarobić istotnie więcej niż w regulaminie z 2010 r. - przekonywał Milczarski.

Jak mówił prezes spółki, trzeba "dawać bodźce ludziom, żeby byli zaangażowani, żeby chcieli pracować".

Więcej o: