Jechała z kierowcą Ubera z Warszawy do Zalesia, nagle zaryglował drzwi. "Próbował mnie dotykać"

Kobieta, która podróżowała Uberem z Warszawy do Zalesia Dolnego twierdzi, że padła ofiarą molestowania. Kierowca podczas przejazdu miał zjechać z zaplanowanej trasy, a następnie przesiąść się na tylne siedzenie i zacząć ją dotykać. Poszkodowana ostrzega przed kierowcą inne kobiety, a Uber i policja potwierdzają, że zajmują się sprawą.

Poszkodowana kobieta zgłosiła sprawę na policję i napisała o zdarzeniu na oficjalnym profilu Ubera na Facebooku. Szczegółowo opisała zajście i podała dane kierowcy, by ostrzec przed nim inne kobiety.

"Usiadł blisko, złapał za dłoń, próbował dotykać po udzie"

"Ku przestrodze dla innych dziewczyn, będących potencjalnymi przyszłymi klientkami Ubera, chciałabym zniechęcić do przejazdów z niżej ukazanym kierowcą" - napisała na Facebooku Ubera, pokazując profil kierowcy.

Z relacji kobiety wynika, że w sobotę o piątej nad ranem wracała Uberem z Warszawy do Zalesia Dolnego. Na początku kierowca zaczął prawić jej komplementy. W pewnym momencie zjechał z zaplanowanej trasy i wyłączył silnik, a następnie przesiadł się do tyłu i zatrzasnął zamki. 

"Usiadł blisko, złapał za dłoń, próbował dotykać po udzie" - opisuje pani Liwia. Gdy kobieta zagroziła, że wezwie policję, kierowca przesiadł się na swoje miejsce i kontynuował jazdę. Później jeszcze wielokrotnie zatrzymywał samochód, namawiając ją do czynności seksualnych.Zamiast zawieźć kobietę do podanego w aplikacji celu, pojechał dalej, wciąż namawiając na kontakt. 

"Po błaganiu go, żeby otworzył zamek i mnie wypuścił, faktycznie mogłam wysiąść" - relacjonuje poszkodowana kobieta.

W komentarzach gratulacje odwagi i... hejt

Pod postem poszkodowanej kobiety napisano już kilka tysięcy komentarzy. Nie zabrakło wśród nich słów wsparcia ("Brawo dla Pani za odwagę i nagłośnienie sprawy") , ale pojawiły się też komentarze o treści: "chciałaś się pochwalić tym, że ktoś cię chciał zgwałcić", "ściemniasz", "chciałaś zaoszczędzić na taksówce, to masz".

"Nie rozumiem insynuacji o rzekomym zmyśleniu przeze mnie lub podkoloryzowaniu tej historii. Jaki to w ogóle miało by sens?" - napisała kobieta w odpowiedzi na oskarżycielskie komentarze.

Dodała, że Uber zajmuje się sprawą i jest z nią w kontakcie telefonicznym.

Policja bada sprawę, Uber "wygasza" kierowcę

Ilona Grzywińska z polskiego oddziału Ubera potwierdziła, że w firmie rozpoczęło się już wewnętrzne postępowanie w tej sprawie. Uber jest też w stałym kontakcie z poszkodowaną pasażerką.

- Kwestie bezpieczeństwa pasażerów i kierowców są dla nas absolutnym priorytetem. Jesteśmy gotowi do współpracy z policją w celu jak najszybszego wyjaśnienia sprawy - informuje Ilona Grzywińska z biura prasowego Ubera w rozmowie z Gazeta.pl.

Jak dodała, każdy z kierowców przystępujący do współpracy z Uberem musi spełnić określone wymogi i dostarczyć zaświadczenie o niekaralności.

Sprawą zajmuje się również Komenda Rejonowa Policji w Piasecznie.

- Potwierdzam, że takie zgłoszenie do nas wpłynęło. Sprawą zajścia podczas przewozu z Warszawy do Zalesia Dolnego zajmuje się wydział dochodzeniowo-śledczy - powiedział Jarosław Sawicki z piaseczyńskiej policji. Dodał, że szczegóły śledztwa nie mogą zostać na razie ujawnione.

Jak nieoficjalnie ustaliła Gazeta.pl, kierowca Ubera został już "wygaszony" w aplikacji i do czasu wyjaśnienia sprawy nie może przewozić pasażerów.

Poranna rozmowa na żywo w Gazeta.pl. Gościem Joanna Mucha

Więcej o: