Pilot MiG-29 zemdlał po lądowaniu i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Nieujawniony incydent

Na dużej wysokości myśliwiec MiG-29 ulega awarii, a pilot chwilę po wylądowaniu i wyjściu z maszyny mdleje i trafia do szpitala. Wojsko zdradza portalowi Gazeta.pl, że pół roku temu doszło do incydentu, o którym dotychczas nie informowano.

Oficjalnie na temat zdarzenia z kwietnia nie było nic wiadomo. W odpowiedzi na pytania Gazeta.pl Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych przyznało jednak, że owszem miało miejsce.

- Zdarzenie z kwietnia 2018 roku jest badane przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWL LP) i do komisji należy kierować ewentualne szczegółowe pytania w tym zakresie. Informacje na temat stanu zdrowia pilota nie są jawne. Aktualnie podpułkownik Andrzej Adamski przebywa na zwolnieniu lekarskim - napisał rzecznik DGRSZ, komandor porucznik Czesław Cichy.

Wysłaliśmy pytania do komisji i będziemy czekać na odpowiedź. Standardem jest jednak, że tego rodzaju dochodzenia i raporty z nich są niejawne.

Zdążył wylądować

Według informacji Gazeta.pl, potwierdzonych w dwóch źródłach, "zdarzenie" z udziałem ppłk. Adamskiego było groźne. Zaczęło się podczas lotu ćwiczebnego na dużej wysokości. Podobnej do tej, na jakiej latają samoloty pasażerskie. Doszło do niesprecyzowanej awarii systemu tlenowego.

Skutek był taki, że w ciągu kilku minut po wylądowaniu w bazie w Malborku i wyjściu z maszyny, ppłk Adamski nagle poczuł się źle i zemdlał. Oficjalnie wojsko nie mówi nic na temat jego stanu zdrowia, jednak według nieoficjalnych informacji przez pewien czas był w ciężkim stanie. Wskazuje na to fakt, że nadal przebywa na zwolnieniu lekarskim. Pół roku po wypadku.

Możliwe wytłumaczenie tego zdarzenia jest takie, że w wyniku awarii w systemie tlenowym spadło ciśnienie, czego z jakiegoś powodu pilot nie zauważył i nie ostrzegły go o tym systemy maszyny. Doszło do zjawiska nazywanego potocznie chorobą dekompresyjną. W tkankach pilota zaczął się wytrącać azot, a po wylądowaniu doznał tak zwanej narkozy azotowej. W skrajnych przypadkach może ona prowadzić do śmierci. Często skutkuje poważnym i długotrwałym uszczerbkiem na zdrowiu.

MiG-29MiG-29 Filip Modrzejewski/foto.poork.pl

Zła passa MiG-29 

To kolejne groźne zdarzenie, do którego doszło w ciągu ostatniego roku z udziałem myśliwca MiG-29. O dwóch innych opinia publiczna usłyszała jednak natychmiast, czyli o katastrofach w grudniu 2017 roku w pobliżu Mińska Mazowieckiego oraz w lipcu 2018 roku pod Pasłękiem. W pierwszej pilot cudem uszedł z życiem, w drugiej zginął. W efekcie od lipca te myśliwce są uziemione.

Polskie Siły Powietrzne posiadają obecnie 30 myśliwców MiG-29. Wszystkie maszyny mają około 30 lat. Te stacjonujące w Malborku, gdzie doszło do wypadku ppłk. Adamskiego, są bardziej zużyte i nie przeszły ograniczonej modernizacji, jak te stacjonujące w bazie Mińsk Mazowiecki. Malborskie MiG-29 w większości zostały otrzymane na początku XXI wieku od Niemiec w spadku po lotnictwie NRD.

Katastrofy w grudniu 2017 roku i lipcu 2018 były pierwszymi od początku służby MiG-29 w Polsce pod koniec lat 80.W odpowiedzi na pytania Gazeta.pl Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (ta wojskowa w ramach MON, bo jest jeszcze druga o niemal identycznej nazwie, cywilna Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych) przyznała, iż dochodzenia w sprawie obu katastrof są bardzo zaawansowane. Wyniki dochodzenia i raporty będą jednak niejawne. Można to zmienić jedynie na potrzeby procesów sądowych.

Jest więc prawdopodobne, że tak samo niejawne pozostaną informacje na temat wypadku ppłk. Adamskiego. W wielu państwach zachodnich takie informacje są tymczasem jawne. Na przykład amerykańskie lotnictwo wojskowe USAF, ma całą oddzielną stronę internetową, na której są umieszczane szczegółowe raporty z dochodzeń. Usuwane są z nich jedynie informacje tajne.

MiG-29MiG-29 Filip Modrzejewski/foto.poork.pl

Potknięcia w powietrzu 

Do różnych drobniejszych incydentów z udziałem samolotów wojskowych dochodzi niemal nieustannie i nie jest to nic niezwykłego. Gazeta.pl dowiedziała się nieoficjalnie jeszcze o dwóch innych, którymi wojsko nie chwaliło się dotychczas publicznie.

W 2015 roku podczas przelotu polskich MiG-29 do bazy na Litwie, gdzie w ramach misji NATO miały pilnować przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, jeden z pilotów popełnił błąd. Jak przyznało DGRSZ, schodził do lądowania za nisko i dotknął kołami ziemi przed początkiem "drogi startowej". - Efektem było zahaczenie zbiornikiem podwieszanym o lampy świateł podejścia - napisał komandor porucznik Cichy.

Do podobnego incydentu, czyli zbyt wczesnego przyziemienia, doszło też niedawno, w kwietniu podczas przelotu polskich maszyn na ćwiczenia Frisian Flag-18 w Holandii. - W trakcie przelotu na ćwiczenia miało miejsce przyziemienie przed progiem pasa, na części trawiastej. W jego wyniku doszło do nieznacznego uszkodzenia dysz wylotowych silników samolotu - potwierdził rzecznik DGRSZ.

W przeciwieństwie do sytuacji ppłk Adamskiego, takie incydenty podczas lądowania nie są jednak niczym wyjątkowo groźnym i jak wynika z ujawnionych wyżej przypadków zdarzają się dość regularnie.

Na początku października MON ujawnił dane na ten temat w odpowiedzi na pytania posłów opozycji. Od grudnia 2015 roku do początku października zgłoszono łącznie 2822 "zdarzenia lotnicze" w wojsku. W tym osiem wypadków i 38 incydentów. Wojsko nie ma jednak zwyczaju o zdecydowanej większości z nich informować.

Więcej o: