Donald Tusk mówi o pojednaniu i 100-leciu niepodległości. Nawiązuje do słynnego zdjęcia z Dudą

- Prezydenci Serbii i Kosowa rozmawiają i nie muszą się tłumaczyć dwa tygodnie - mówił w Krakowie Donald Tusk, nawiązując do swojego zdjęcia z Andrzejem Dudą. Wzywał do politycznego pojednania przy okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk przemawiał w sobotę na konferencji w Kościół-Europa MCK w Krakowie. Mówił o Unii Europejskiej i miejscu Polski we wspólnocie. Na początku zaznaczył, że "nie mówi jako obiektywny ekspert", bo ma zdecydowane poglądy i "wiarę" w Unię. 

- Nie ma dla nas Polaków lepszej alternatywy - jeśli w ogóle jakakolwiek istnieje - niż obecność w Europie rozumianej jako polityczna wspólnota. I nie chodzi tu o korzyści materialne. To oczywiście sprawa ważna. (...) Ale chcę podkreślić, bo mam to świeżo w pamięci, że wtedy, kiedy marzyliśmy, by Polska wyrwała się ze wschodniej rzeczywistości politycznej, to w ogóle nie rozmawialiśmy o pieniądzach. Rozmawialiśmy o geopolitycznym bezpieczeństwie, o najwyższych standardach, o tym, co gwarantowało te najcenniejsze wartości z wolnością i solidarnością na pierwszym miejscu 

- powiedział Tusk. - To, jakie jest nasze miejsce w Europie i czy Europa przetrwa to powinna być kwestia naszego zadania, a nie tylko przewidywania. Zadaniem Polaków jest aby UE przetrwała, i to raczej w formie, jaką znamy i do jakiej przystępowaliśmy - stwierdził. 

Przewodniczący Rady Europejskiej mówił o zagrożeniach dla wspólnoty. Wspomniał o idei Europy wielu prędkości, prognozach rozpadu UE i lansowanej przez rząd PiS idei Trójmorza. - Te pomysły mogą się wydawać atrakcyjne tak długo, jak długo nie są taką niedopowiedzianą alternatywą wobec UE - stwierdził. Mówił, że wrogowie wspólnoty - zarówno "w europejskich stolicach", jak i w sąsiednich krajach - "zawsze atakują najpierw podstawowe wartości, z rządami prawa, wolnością i prawami człowieka na czele". - Tak było 40 lat temu i tak jest dzisiaj - dodał. 

"Prezydenci Serbii i Kosowa rozmawiają i nie muszą się tłumaczyć 2 tygodnie"

W wystąpieniu pojawiło się kilka nawiązań do polityków PiS, w tym Andrzeja Dudy. Mówiąc o prezydenturze Donalda Trumpa Tusk stwierdził, że "nawet najmilej wyglądające wizyty europejskich liderów w Waszyngtonie - nie zawsze fajnie wyglądają na obrazku, ale to inne sprawa - nie zmienią faktu, że Trump chce zmienić relacje między Ameryką i i Europą". To nawiązanie do zdjęcia Andrzeja Dudy, który w czasie podpisywania deklaracji z prezydentem USA stał przy biurku. 

Tusk mówił też o rocznicy 100-lecia odzyskania niepodległości. - Dla nas to 100 lat niepodległości, na zachodzie Europy zakończenie I wojny światowej. To niezwykła lekcja do historii. Ta lekcja i lekcja II wojny światowej pokazuje jedno: nie ma bezpiecznej Europy i Polski bezpiecznej w Europie bez fundamentalnego pojednania. Nie byłoby UE, gdyby Francuzi i Niemcy nie zaczęli ze sobą rozmawiać po dwóch wojnach - mówił Tusk. - Pojednanie to gwarancja bezpieczeństwa ważniejsza być może niż amerykańskie bazy, które miałyby tu w Polsce powstać - dodał. 

- Ale mówię też o pojednaniu w wymiarze naszym, narodowym. Nie mam złudzeń, zbyt wiele lat uczestniczę w polskiej polityce, by uwierzyć w przemianę polityków w aniołów. I mówię tu o całej scenie politycznej. Ale nie jestem w stanie zaakceptować i zrozumieć, dlaczego ostrość podziałów w Polsce daleko wykracza poza to, co wyglądam w Europie. Dlaczego spór oznacza nienawiść i pogardę. Nie wyobrażam sobie - i to jest apel nie tylko do polskiej władzy, ale do wszystkich - żeby rocznice 11 listopada obchodzić w atmosferze tak brutalnego podziału.

- powiedział.

- Jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby kolejne pokolenia nie spędziły życia w kraju bardziej podzielonym, niż kraje bałkańskie. To niesamowite, że jestem w Kosowie i widzę, jak ściskają sobie ręce i rozmawiają prezydenci Serbii i Kosowa. Mówią o sprawach, które w regionie są przyczynami wojen. I wiecie, że żaden nie musiał się tłumaczyć, dlaczego usiadł jeden obok drugiego? - powiedział Tusk. Było do nawiązanie do jego zdjęcia z rozmowy z Andrzejem Dudą,  na posiedzeniu ONZ. Było to szeroko komentowane w mediach, a niektórzy wręcz krytykowali Dudę za rozmowę w dobrej atmosferze z Tuskiem. 

Przewodniczący Rady Europejskiej sugerował, by liderzy partii politycznych 11 listopada mogli "razem zamanifestować nie udawaną przyjaźń, ale że są tego konkretnego dnia myśleć o perspektywie 100 lat, o perspektywie pojednania". - To może byłby lepszy obraz dla Polaków niż najbardziej spektakularne festiwale i fajerwerki - stwierdził. 

Orban "wykorzystał wewnętrznie fakt nielegalnej migracji"

- Europa to nie tylko organizacja polityczna. To też wspólne terytorium i wspólna - tu znak zapytania - tożsamość. Pytania o tę tożsamość pojawiły się z całą mocą w czasie kryzysu migracyjnego - zauważył Tusk. - Tu też nie ma miejsca ani potrzeby na myślenie fatalistyczne. Aby uznać, że ta wielka wędrówka ludów musi przynieść negatywne konsekwencje dla UE i że musimy bezradnie patrzeć na to, co dzieje się na naszych granicach - stwierdził Tusk. 

- W czasie kryzysu migracyjnego, w czasie debaty na temat tożsamości, obrony granicy, ujawniły się dwie postawy. Jednak najbardziej kojarzona z kanclerz Merkel, nie do końca sprawiedliwie, chociaż kilka powodów dała, by głównie z nią tę postawę kojarzyć. Polegała na tym, że będziemy słodzili tę gorzką herbatę pewnymi zapewnieniami, że a) chcemy, by ci, którzy tego pragną, trafili do Europy, b) że nie mamy żadnej możliwości, by to zablokować - mówił Tusk. 

- Druga postawa to ta, kojarzona głównie z premierem Viktorem Orbanem. Ona w mojej ocenie sprowadza się nie do tego, by problem nielegalnej migracji rozwiązać, ale do tego, by go umiejętnie wykorzystać. I odczuwam coś na kształt politycznego podziwu nad tą pragmatyczną skutecznością,  w tym wątpliwym etycznie projekcie. Jak wykorzystać w wewnętrznej polityce fakt nielegalnej imigracji 

- powiedział Tusk. - Od samego początku w mojej ocenie chodziło o to, by znaleźć zupełnie inne wyjście z tego dylematu. Że ten dylemat nie polega na tym, czy wszystkich wpuszczamy, czy zamieniamy Europę w twierdzę, w której przebywać mogą tylko biali i chrześcijanie - stwierdził. Ocenił, że "prawdziwym problemem" było odzyskanie i ustanowienie kontroli na granicy UE. - I nie dlatego, żeby sprostać oczekiwaniom tego nacjonalizmu czy szowinizmu. Tylko dlatego, że jest to pierwsze zadanie każdej władzy, by chronić swoje granice, bo tylko wtedy można prowadzić realną politykę migracyjną - powiedział. Zapewnił, że Europa i on sam podjęli działania, które "może nie były spektakularne", ale skuteczne. Podkreślił, że w tym roku do Europy przybędzie mniej ludzi, niż przed kryzysem z 2015 roku. - Można sobie poradzić bez nacjonalistycznych haseł, bez retoryki, od której się niedobrze robiło, o pasożytach - powiedział Tusk. To najpewniej nawiązanie do słów Jarosława Kaczyńskiego, który mówił, że uchodźcy przynoszą "groźne dla Polaków pasożyty i pierwotniaki".

Tusk zeznawał w sądzie w sprawie Smoleńska