Stanisław Piotrowicz komentował sprawę księdza-pedofila z Tylawy. W sieci pojawiło się nagranie

Internet obiegło ostatnio nagranie z 2001 roku, na którym prokurator Stanisław Piotrowicz tłumaczył, dlaczego sądzi, że postępowanie wobec księdza, który oskarżony był o molestowanie, powinno zostać umorzone. "Dzieci były szczęśliwe. Nie było w tym podtekstu seksualnego" - powiedział wtedy.

Nagranie zostało udostępnione na Facebooku przez posłankę Joannę Scheuring-Wielgus. Na filmie słyszymy, jak ówczesny prokurator okręgowy w Krośnie wypowiada się w sprawie księdza Michała M., który oskarżony został o molestowanie dziewczynek w Tylawie. 

"Ksiądz w swoich zeznaniach potwierdził, że istotnie, brał dzieci na kolana, a czynił to podczas lekcji religii. (...) dzieci przytulał do siebie, głaskał, zdarzało się też i tak, że pocałował. Zdarzało się, że na kolanach siedziało kilkoro dzieci. Dzieci były szczęśliwe, zadowolone. Nie było w tym żadnego podtekstu seksualnego" - słyszymy na nagraniu.

Postępowanie w sprawie księdza Michała M. prowadził prokurator Sławomir Merkwa, jednak Stanisław Piotrowicz  był wtedy jego przełożonym i często wypowiadał się na temat tej sprawy w mediach. 

"Dzieci dawały ciumka księdzu"

O sprawie dwa lata temu pisał portal OKO.press, który przypomniał rzekome słowa Stanisława Piotrowicza wypowiedziane podczas konferencji prasowej 7 listopada 2001 roku, na której poinformował o umorzeniu sprawy księdza z Tylawy. - Całowanie dziewczynek w usta przez proboszcza Piotrowicz bagatelizował: „dzieci dawały ciumka księdzu”. Dotykanie miejsc intymnych uznał za przejaw „zdolności bioenergoterapeutycznych” - napisano w artykule. 

W 2015 roku, kiedy Stanisław Piotrowicz został nowym szefem sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka, do sprawy z 2001 wróciliśmy również my. Wtedy prokurator wydał oświadczenie: "W sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci, nie wydawałem postanowienia o umorzeniu postępowania. Przypisywane mi wypowiedzi są nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie".

Sprawa księdza Michała M. wróciła na wokandę w 2004 roku za sprawą ministra sprawiedliwości. Wtedy oskarżony został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat.

Więcej o: