W Puszczykowie strażnicy miejscy urządzili polowanie na dzika. Wjechali w niego autem. Potem go zastrzelono

Strażnicy miejscy w Puszczykowie mieli wjechać samochodem w dzika, a następnie dociskać go do ogrodzenia. Ostatecznie zwierzę zostało zastrzelone. Taką interwencję straż miejska tłumaczy troską o bezpieczeństwo mieszkańców.

Relacja świadka z interwencji w Puszczykowie (Wielkopolska) pojawiła się na profilu organizacji Ludzie Przeciw Myśliwym. Z opisu wynika, że w czwartek ok. godz. 11 w Puszczykowie straż miejska próbowała "zneutralizować" dzika. Jak wynika z relacji, przebieg interwencji daleki był od profesjonalizmu.

Puszczykowo. Strażnicy miejscy mieli blokować dzika autem

"Przebywałem w domu, kiedy moja znajoma, która właśnie weszła, poinformowała mnie, że naprzeciwko straż miejska blokuje autem dzika. Wyszedłem i zobaczyłem, że na wjeździe do sąsiadów długości ok. 8 m i szerokości 3 m stoi samochód straży z włączonym kogutem i jest 'przyklejony' prawym przednim bokiem do płotu. Pojazd przyciska dzika, który próbuje się uwolnić" - czytamy w opublikowanym na Facebooku poście.

Na pytanie, co się dzieje, strażnicy mieli odpowiedzieć: "blokujemy dzika". Według świadka z ich ust padały niewybredne żarty: "będzie wspaniała kolacja" - mieli mówić. W końcu dzikowi udało się wydostać z potrzasku, z relacji wynika, że zwierzę nie było agresywne. W pewnym momencie na miejsce przyjechał przedstawiciel firmy, która odławia w Puszczykowie dziką zwierzynę. Dzik został zastrzelony. 

"Obiecujemy wam że nasza organizacja zaprowadzi sprawców tego bestialstwa na salę sądową! Zero tolerancji dla sadystów krzywdzących zwierzęta" - zapewnia organizacja Ludzie Przeciw Myśliwym.

Komendant straży miejskiej: Nie było złej woli

W sprawie odstrzału dzika Urząd Miejski w Puszczykowie wydał komunikat. Czytamy w nim, że dzik stwarzał zagrożenie dla wracających ze szkoły dzieci. Zwierzę miało zachowywać się nienaturalnie (nie uciekało na widok ludzi). "Przedstawiciel firmy, posiadający odpowiednie uprawnienia, stwierdził, że jedyną możliwą interwencją w zastanej sytuacji jest dokonanie odstrzału" - czytamy w oświadczeniu. 

W podobnym tonie wypowiada się komendant straży miejskiej w Puszczykowie, Dariusz Borowski. - Dostaliśmy wezwanie od mieszkanki ulicy Gołębiej z prośbą o działanie, ponieważ na jej prywatnym terenie znajduje się dzik, który stanowi zagrożenie dla jej życia i zdrowia. Strażnicy pojechali tam, zabezpieczali przemarsz dzika i wezwali odpowiednie służby, które mają podpisaną umowę z miastem, tzw. pogotowiem. Niestety stało się, jak się stało. Nie było złej woli ze strony Straży Miejskiej, ponieważ nasza rola ograniczała się do tego, aby ten dzik dalej nie poszedł i nie stanowił zagrożenia dla mieszkańców - stwierdza w rozmowie z portalem gazeta-mosina.pl komendant Borowski.