Kim jest Norbert B. podejrzany o zbrodnię, za którą skazany został Tomasz Komenda?

W 1996 roku miał zaledwie 19 lat i pracował w dyskotece, do której przyszła 15-letnia Małgosia. Dziś ma lat 40 i... pracuje jako strażak w jednostce straży pożarnej w Jelczu-Laskowicach. Kim jest mężczyzna, za którego w więzieniu przez 18 lat siedział Tomasz Komenda?

Wczoraj na polecenie Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu zatrzymany został Norbert B., podejrzany o gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi z Miłoszyc w 1996 roku. Za tę zbrodnię skazany został Tomasz Komenda. Można było tego jednak uniknąć - Norbert B. w kręgu osób, które mogły mieć związek ze zbrodnią, był już na samym początku śledztwa. Mimo wielu wątków, które łączyły go ze zdarzeniem, został wykluczony z kręgu podejrzanych na podstawie badań DNA i odcisku szczęki.

Norbert B. był sąsiadem Małgosi

Podejrzany o zabójstwo 15-latki pracował jako ochroniarz w dyskotece "Alcatraz", w której 15-latka bawiła się w noc sylwestrową. To jednak nie jedyne miejsce, w którym mógł spotkać dziewczynę.

Jak podaje wrocławska "Gazeta Wyborcza", 19-latek mieszkał nie tylko w tej samej miejscowości, co ofiara - Jelczu-Laskowicach - ale również na tej samej ulicy. Mimo to podczas pierwszego przesłuchania zeznał, że nie znał dziewczyny ani nigdy jej nie widział. Potem przyznał, że kojarzył ją z widzenia. Nikt jednak nie dociekał, z czego wynika jego zmiana stanowiska.

Feralnej nocy do godziny 23.00 sprzedawał bilety wstępu, po 5 zł za każdy. Potem, jak zeznał, sprzedawał piwo za barem, a w międzyczasie bawił się z osobami obecnymi w dyskotece. Nie wskazał jednak nikogo konkretnego, a policja - ponownie - nie dopytywała.

Mężczyzna był w domu ofiary

Od samego początku Norbert B. był jednak zaangażowany w sprawę. Według ustaleń "Gazety Wrocławskiej", nawiązał kontakt z dziennikarką Radia Wrocław Jolantą Krysowatą, która zajmowała się zbrodnią w Miłoszycach. Umówił się z nią... w mieszkaniu rodziców ofiary. Tam udzielił jej wywiadu, podczas którego stwierdził, że na dyskotece pojawili się m.in. syn lokalnego biznesmena i były policjant Mirosław D.

Opowiadał również, że dostaje pogróżki w związku ze zbrodnią. "Od dwóch tygodni miałem telefony z pogróżkami, które w 50 procentach zostały spełnione. Zostałem napastowany przez osoby podpłacone. Mówili że stracę życie, stracę dziewczynę. Mówili że podpłacą kogoś, żeby mnie załatwili" - miał powiedzieć w reportażu radiowym.

Norbert B. kilkakrotnie rozmawiał z policją

Rodzice Małgosi powiadomili policję o tym, że mężczyzna może mieć informacje w sprawie zabójstwa ich córki. Jednak Norbert B. nie powtórzył podczas przesłuchania nazwisk, które wymienił dziennikarce. "Pani Krysowata podała mi chyba dwa nazwiska mężczyzn, których ona podejrzewała o dokonanie tego zabójstwa. Teraz tych nazwisk nie pamiętam. Ja potwierdziłem, że był jeden i drugi, ale mówiłem jej, że nie jestem tego stuprocentowo pewny" - tłumaczył.

W trakcie rozmowy skarżył się także, że jest zastraszany. Faktycznie w 1997 roku złożył zawiadomienie na policję, kiedy zaatakowało go dwóch mężczyzn. "W kwietniu, cztery miesiące po morderstwie Małgosi odwoziłem koleżankę z Miłoszyc do Chrząstawy. Na przystanku zobaczyłem dwóch znajomych, którzy chcieli jechać do Jelcza. Zatrzymałem się, żeby ich podwieźć. Wtedy podeszło do nich dwóch mężczyzn, mogli mieć ok. 30 lat. Chcieli, żebym zawiózł ich do Opola, ale odmówiłem. Chciałem odjechać, gdy tamci otworzyli tylne drzwi i wsiedli do auta. Odepchnęli moich kolegów, zaczęli mnie dusić, potem próbowali wyrzucić mnie z auta, ale zaparłem się o kierownicę. W czasie tych przepychanek znajomym udało się zadzwonić po policję" - zeznawał. Jak się szybko okazało, dwaj mężczyźni byli policjantami w Komendzie Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, którzy pracowali nad wyjaśnieniem zabójstwa Małgosi. Sprawa nie została pociągnięta dalej. Potem miał zostać napadnięty raz jeszcze, jednak ponownie - nie zostało to sprawdzone.

Norbert B. mówił policji, że dostaje telefony z pogróżkami. Zeznał potem, że kwietnia 1997 roku do maja 1998 roku było ich ponad 40. Nie ustały nawet wtedy, kiedy zamieszkał w jednostce wojskowej we Wrocławiu.

Zastępca komendanta: "Ratuje ludzkie życie"

Od 2004 roku Norbert B. służył w straży pożarnej w Jelczu-Laskowicach. W 2015 roku został awansowany na ogniomistrza, był także starszym operatorem sprzętu specjalnego. Jest oceniany jako rzetelny pracownik. - Pracuje w systemie zmianowym, jest to strażak, który wyjeżdża do pożarów, ratuje ludzkie życie - powiedział zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Oławie, bryg. inż. Krzysztof Gielsa, w rozmowie z "Faktami" TVN. 

Pozytywnie odbierali go również inni ludzie, z którymi miał styczność. Po zatrzymaniu mężczyzny Mieczysław Głuszko, wieloletni sołtys Miłoszyc, w rozmowie z portalem "Gazeta Wrocławska" powiedział: - Jestem w szoku, wierzyć mi się nie chce. Zawsze odbierałem go jako grzecznego i sympatycznego człowieka.

Więcej o: