Pomorze Gdańskie, po przejęciu tych terenów przez III Rzeszę, wróciło do dawnej, niemieckiej nazwy: Prusy Wschodnie. Wraz z przyłączeniem Niemcy mieli własny plan wobec regionu, który utracili w 1918 roku.
Jednym z nich była akcja "Inteligencja" (Intelligenzaktion), wymierzona w polską inteligencję, ale też w miejscową ludność. Cel był jeden: stłumienie jakiegokolwiek, możliwego przyszłego oporu na tych ziemiach.
Historycy szacują, że w ramach Intelligenzaktion, na terenach całej II RP, zginęło do nawet 100 tys. osób, poza Polakami, w dużej mierze Kaszubami, zgładzono mieszkańców pochodzenia polskiego z takich regionów jak Mazowsze, Wielkopolska, Śląsk, a także wokół Lublina, Krakowa czy Łodzi. Połowa z pomordowanych ginęła po deportacji do obozów koncentracyjnych.
Na Pomorzu Intelligenzaktion miało najszerszy wymiar: tylko w Lasach Piaśnickich, położonych 10 km od Wejherowa, zginęło od 12 do 14 tys. ludzi. Egzekucje, których dokonywali funkcjonariusze SS i członkowie Selbstschutz (paramilitarna organizacja złożona z Niemców zamieszkujących tereny II RP), nazywane są "pomorskim Katyniem", a nawet "Kaszubską Golgotą".
Naziści już 2 września utworzyli obóz Stutthof w Sztutowie na Pomorzu, gdzie także trafiali aresztowani w tamtym rejonie przedstawiciele polskiej inteligencji. Zatrzymania obejmowały nauczycieli, księży, osoby z wyższym wykształceniem, działaczy politycznych i społecznych.
Wszystko wskazuje na to, że egzekucje w Lasach Piaśnickich zaczęły się pod koniec października 1939 roku i trwały do wiosny 1940 roku. Tym samym stały się one miejscem pierwszego ludobójstwa II wojny światowej.
Skazańcy byli rozstrzeliwani bronią maszynową lub też strzałami w tył głowy. Egzekucje w Piaśnicy i kilku innych miejscach miały więc podobny przebieg do tych, które sowieci przeprowadzali w Katyniu.
W sierpniu 1944 roku Niemcy zaczęli akcję zacierania śladów zbrodni - posłużyli im do tego więźniowie z KL Stutthof, którzy rozkopywali masowe groby, a później palili odnalezione ciała. Piaśnica stanowi największe, po KL Stutthof, miejsce kaźni ludności polskiej na Pomorzu w okresie II wojny światowej.
Mimo tego, że zaginęła znacząca część dokumentów na temat ogromu zbrodni, odnaleziono raporty z poszczególnych dni, w których opisywano dokładnie, co działo się w piaśnickich lasach. Jeden z nich pochodzi z listopada 1939 roku.
11 listopada to dzień Święta Niepodległości, jednak na Pomorzu ma on też inny, o wiele smutniejszy wymiar. Zachowało się raporty z tego dnia 1939 roku, gdy nad dołami w Piaśnicy zamordowano, strzałem w tył głowy, 314 Polaków, głównie z Gdyni.
11 listopada 1939 r. rozstrzelano ich w Lasach Piaśnickich w grupie 314 wybitnych mieszkańców Wybrzeża Gdańskiego. Wśród ofiar było ok. 150 gdynian i 20 funkcjonariuszy gdyńskiej policji dotąd przetrzymywanych w puckim więzieniu
- tak opisywała to Elżbieta Grot, kierownik Działu Naukowego przy Muzeum Stutthof. Grot wskazywała też, w gronie zamordowanych byli ludzie, których dwukrotnie aresztowano. Najpierw, by stali się zakładnikami, a po wypuszczeniu ich 2 października (wtedy kapitulował Hel), zostali ponownie aresztowani "z przyczyn politycznych". Później zostali rozstrzelani w Piaśnicy.
O tym, jak skomplikowane były wydarzenia tamtego okresu, nie pomijając makabrycznej historii z Lasów Piaśnickich, opowiada film "Kamerdyner" Filipa Bajona, który swoją premierę będzie mieć 21 września. Jak zaznaczają sami aktorzy, to pierwszy raz, gdy w fabularnym filmie pojawia się wspomnienie zbrodni.
To pierwszy fabularny film, w którym poruszany jest temat mordu ludności polskiej, w tym również kaszubskiej, w lasach Piaśnicy. Myślę, że nigdy nie jest za późno aby zacząć mówić o przemilczanej do tej pory tragedii Kaszubów
- opowiada Janusz Gajos, wcielający się w rolę Bazylego Miotke.
Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ