Straszne szczegóły wypadku w woj. łódzkim. Nie żyje 10-latka. Kierowca "wypił z kolegami 2 l wódki i po 4 piwa"

Nie żyje 10-letnia Kinga, która co roku przyjeżdżała na wakacje do Będzelina w woj. łódzkim. Spędzała lato u dziadka. Dziecko zginęło potrącone przez ojca swojej koleżanki. Na jaw wychodzą szokujące szczegóły tej tragedii.

Wypadek w Będzelinie (woj. łódzkie) zakończył się śmiercią 10-latki, jej 9-letnia koleżanka trafiła do szpitala. Szybko okazało się, że za kierownicą siedział ojciec młodszego dziecka. Był pijany. Jak mówią mediom świadkowie, po wypadku wytoczył się z auta i z trudem dobrnął do domu.

Kierowca bez prawa jazdy. "Tu jest wieś"

Prokuratura ujawniła część jego zeznań. 44-latek z Będzelina powiedział policjantom, że wypił z kolegami 2 litry wódki i po kilka piw - podała TVN24. Na jaw wyszło, że nie miał prawa jazdy, a mimo tego prowadził. Miejscowi podejrzewali, że 44-latek nie ma uprawnień, więc czemu nikt tego nie zgłosił, zanim doszło do tragicznego wypadku? - Tu jest wieś. Dlatego nikt go nie zatrzymał i nie wezwał policji - mówili reporterowi TVN24 mieszkańcy.

Z kolei dziennikarz śledczy portalu tvp.info rozmawiał z osobami prowadzącymi śledztwo. Twierdzą, że kierowca po wypadku, w którym zginęło dziecko, nie okazał skruchy, a na pytania odpowiadał "chłodno" i "bez większych emocji". Mężczyzna twierdzi, że nie pamięta wypadku.

Wypadek w Będzelinie. Nie żyje 10-letnie dziecko

Do tragedii doszło 12 sierpnia około godziny 18.00 na gminnej drodze w Będzelinie. 44-latek kierujący oplem astrą potrącił dwie dziewczynki siedzące na poboczu. 9-latka trafiła do szpitala. Jej 10-letnia koleżanka nie żyje - zmarła pomimo reanimacji. Kierowca został zatrzymany we własnym domu. Miał wówczas 2,8 promila. Sprawą zajęła się już prokuratura.

44-latkowi postawiono już zarzuty. Przyznał, że to on siedział za kierownicą auta, które uderzyło w dzieci.

Pomyśl, zanim wyprzedzisz lub wyminiesz inne auto. Życie człowieka jest cenniejsze niż twój pośpiech