Obok ich domu jest strzelnica. W budynek trafiają kule. "Nasze życie jest zagrożone"

Mieszkańcy posesji znajdujących się przy strzelnicy w Kochcicach w woj. śląskim boją się o swoje życie. W ciągu ostatnich miesięcy znaleźli trzy pociski. Dotychczas stwierdzono, że jeden z nich na pewno pochodził ze strzelnicy. Władze obiektu zakazały już strzelania z broni długiej.

Na terenie posesji (m.in. w drzwiach garażowych) znajdujących się niedaleko strzelnicy w Kochcicach w Śląskiem znaleziono dotychczas trzy pociski. Mieszkańcy twierdzą, że słyszą dźwięki nabojów przelatujących tuż obok nich, a także serie z broni automatycznej.

- Mieszkańcy boją się tu mieszkać, boją funkcjonować. Czujemy się na swoich terenach bardzo niekomfortowo. Nasze życie i zdrowie jest zagrożone. To jest logiczne, że jeżeli lot pocisku jest niekontrolowany, w tym momencie zagrożone jest czyjeś życie - mówił w rozmowie z TVN24 mieszkaniec znajdującego się nieopodal Lublińca.

Jeden z pocisków został odkryty pod koniec roku. - Ustalono, że dwóch instruktorów nie przestrzegało zapisu regulaminu. Pozwalali na strzelanie w ruchu i młodzież, z którą prowadzili zajęcia, wychodziła poza swoje stanowiska - wyjaśnia w rozmowie z Gazeta.pl asp. sztab. Iwona Ochman z Komendy Powiatowej Policji w Lublińcu.

Prokuratura nie stwierdziła jednak bezpośredniego zagrożenia dla życia i zdrowia mieszkańców. Jak podaje TVN24, konsekwencje mogą za to ponieść instruktorzy.

Zimą znaleziono również drugi pocisk, który mógł zostać wystrzelony w okresie od października do marca. - Znaleziono go, gdy stopniały śniegi. Nie wiadomo, skąd pochodził - mówi nam asp. sztab. Iwona Ochman.

Sytuacja powtórzyła się znów pod koniec lipca. - 24 lipca dostaliśmy informację, że właściciel pobliskiej posesji stwierdził pocisk w opierzeniu dachu. Trwają czynności, zabezpieczono monitoring, dokumentację, powołamy biegłych - wylicza asp. sztab. Ochman. Dodaje, że za wcześnie, by mówić o efektach.

Strzelnica zakazuje broni długiej

Niezależnie od tego, komenda zwróciła się do władz strzelnicy o wprowadzenie zakazu korzystania z broni długiej. Na stronie internetowej strzelnicy możemy przeczytać, że "wstrzymuje się do odwołania strzelanie z broni na osiach rogacz-lis, dziek oraz 200M". Na fanpage'u strzelnicy poinformowano, że "zamknięcie osi ma związek z ich przebudową".

Władze strzelnicy, cytowane przez "Dziennik Zachodni" podkreślają, że broń używana na miejscu jest tak skonstruowana, że nie ma możliwości oddawania strzałów seriami. Właściciele przekonują, że już po pierwszym przypadku odnalezienia naboju wprowadzono dodatkowe zabezpieczenia. Twierdzą jednak, że nie mogą odpowiadać za wszystkich instruktorów i uczestników zajęć na strzelnicy.

- Nie mamy wpływu na to, że ktoś głupio korzysta z broni. Powinien stosować się do regulaminu i ustalonych zasad - mówi Zdzisław Nowak, prezes strzelnicy.

Przedstawiciele obiektu nie wykluczają, że pociski mogły pochodzić też z broni myśliwych, polujących m.in. na sarny.