Pogrzeb Kory. Wojciech Mann: Przeżyła komunizm i parodię demokracji z podniesioną głową

Na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie rodzina, artyści i tłumy fanów pożegnali Korę. Ikona polskiego rocka, wieloletnia liderka zespołu Maanam, autorka tekstów piosenek i wierszy spoczęła w kwaterze "K" nieopodal Alei Zasłużonych.

Podczas uroczystości pożegnalnej w Domu Przedpogrzebowym mąż Kory, Kamil Sipowicz, wspominał wiele sytuacji z życia pary. Powiedział, że przez "chorobę przeżyła piekło, ale mimo to robiła wszystko, by pokazać, że chce żyć". Kamil Sipowicz przywołał ostatnie aktywności gwiazdy rocka - malowała obrazy, pielęgnowała ogród. - Do samego końca była bardzo aktywna, nie chciała się poddać, chciała żyć, kochała życie i nie bała się śmierci. Powiedziała, że się nie boi śmierci, w pewnym momencie powiedziała: jestem gotowa - mówił mąż Kory.

Wojciech Mann: Szła z podniesioną głową

Dziennikarz radiowej Trójki Wojciech Mann podkreślił, że Kora była nie tylko wybitną wokalistką, ale także wyjątkowym człowiekiem. Wojciech Mann powiedział, że osoba po raz pierwszy stykająca się z twórczością Kory może uznać, że ma do czynienia z, jak to określił, "fajnym śpiewaniem". Zaznaczył, że za tym śpiewaniem "stała osoba nietuzinkowa, osoba pełna, która wielu rzeczy potrafiła nas nauczyć nie wygłaszając wykładów". - Jako artystka i jako człowiek była diamentem najczystszej wody - dodał Wojciech Mann.

Dane jej było żyć w okresie różnych faz naszego kraju. Na początku był komunizm, potem był komunizm z ludzką twarzą, potem były różne turbulencje, potem była Solidarność, stan wojenny, demokracja, a wreszcie parodia demokracji. I przez wszystkie te okresy Kora szła z podniesioną głową i z jasnymi poglądami

- mówił dziennikarz. Dodał, że na Kora na sztandarze zawsze niosła wolność. 

Piotr Metz: Zmieniła muzykę, obyczaje, kulturę

Podczas uroczystości pożegnalnej w Domu Przedpogrzebowym szef muzyczny radiowej Trójki Piotr Metz podkreślił przełomowy charakter twórczości Kory i zespołu "Maanam". Podkreślił, że swoim występem w Opolu w 1980 roku zmieniła muzykę, obyczaje, kulturę. Dodał, że był to wstrząs porównywalny do koncertu Rolling Stones'ów w Sali Kongresowej w 1967 roku lub pierwszych edycji festiwalu w Jarocinie.

Już na cmentarzu głos zabierali bliscy Kory. Szymon Sipowicz, syn wokalistki, podkreślał, że jego "walczyła zawsze o najważniejsze rzeczy - wolność i tolerancję". - Więc pamiętajcie, żeby w waszym sercu była tolerancja dla innych ludzi i innych kultur. Pamiętajcie, żeby czcić piękno. Tworzyć muzykę i sztukę. I być dobrym człowiekiem - mówił, łamiącym głosem.

Siostra Kory: Całe życie tęskniła za mamą

Z kolei siostra Kory, Hanna mówiła, że artystka całe życie tęskniła za mamą, a teraz jest już w jej ramionach. - Nic was już nie rozłączy. A ja tęsknię za Tobą. Jest mi bardzo smutno - dodała.

Kora Jackowska zmarła 28 lipca w swoim domu w Bliżowie na Roztoczu, w otoczeniu najbliższych. Miała 67 lat. W 2014 roku ujawniła, że jest chora na raka. Była artystką polskiego rocka, wokalistką i autorką tekstów, wydawanych też jako zbiory wierszy, solistką zespołu Maanam w latach 1976-2008. 

Więcej o: