Rodzice Polki, która zginęła w Grecji: Nikt do nas nie zadzwonił, nie poinformował

- Miały być wczasy, miało być wesoło, a stało się inaczej. 3 sierpnia mieli wracać. Wrócą, ale inaczej - tak o zmarłej córce i wnuku mówi pani Barbara. W wyniku pożarów w Grecji zginęło co najmniej 81 osób, w tym Polka i jej 9-letni syn.

Wciąż nieznana jest liczba zaginionych osób w pożarach w greckiej Attyce. Dotychczasowy tragiczny bilans żywiołu to co najmniej 81 ofiar śmiertelnych. Około 70 osób pozostaje w szpitalach, kilka jest w stanie ciężkim.

Podczas pożarów w Grecji zginęło dwoje Polaków - matka i jej 9-letni syn. Ich ciała zostały znalezione we wtorek rano w morzu. Do utonięcia doszło podczas nocnej ewakuacji z jednego z hoteli w miejscowości Mati, na wschód od Aten. Łódź miała niebezpiecznie oddalić się od brzegu i wywrócić. Zginęli wszyscy jej pasażerowie. Katastrofę przeżył mąż kobiety.

Pożary w Grecji. Rodzina Polaków o tragedii

- Zadzwoniłam do niego, ale nie dał rady mówić. jest w takiej rozsypce, nie mógł słowa z siebie wydusić - tak o pierwszych godzinach po tragedii mówiła w rozmowie z reporterką "Uwagi" TVN matka zmarłej Polki, pani Barbara.

Jak dodała, o śmierci córki i wnuka dowiedziała się wraz z mężem od najstarszej córki. Według kobiety nie otrzymała żadnej oficjalnej informacji, czerpała je z mediów. - Nikt do nas nie zadzwonił, nie poinformował, że córka zginęła, że miała jakikolwiek wypadek, że coś się działo - mówiła pani Barbara.

- Miały być wczasy, miało być wesoło, a stało się inaczej. 3 sierpnia mieli wracać. Wrócą, ale inaczej - dodała.

Zmarła Polka i jej mąż mieszkali pod Wadowicami. Prowadzili wspólnie firmę obuwniczą.

Więcej o: