Lubelskie. Oblali 27-letniego strażaka benzyną i podpalili. "Ta skóra się na mnie gotowała"

Koledzy z pracy przyjechali pod dom strażaka, na oczach ojca podpalili mężczyznę. - Dobrze, że zachowałem zimną krew, bo inaczej spaliłbym się żywcem - mówi 27-latek. Sprawę nagłośniła "Uwaga" TVN.

Do dramatycznych wydarzeń doszło w miejscowości Wielącza na Lubelszczyźnie

Wielącza: oblali 27-letniego strażaka benzyną i podpalili

Świadkiem był ojciec mężczyzny. W rozmowie z reporterami "Uwagi" TVN relacjonuje: - Przyszło dwóch kolegów syna. Jeden z nich podszedł i przywitał się, mówiąc, że przyjechali spotkać się z Damianem - relacjonował Andrzej Hałasa, ojciec 27-latka.

Mężczyzna wyszedł do znajomych. Najpierw przywitał się z Kamilem S., następnie z samochodu wysiadł Adam G.

Wyciągnął wiaderko z benzyną i mnie oblał. Po chwili poczułem, że cały się palę - opowiadał Damian Hałasa.

27-latek zerwał z siebie koszulkę, po czym rzucił się na ziemię. Zachował zimną krew, najpierw czołgał się po ziemi, by opanować pożar, później pobiegł do łazienki i zaczął polewać się wodą. W tym czasie ojciec mężczyzny zawiadomił pogotowie ratunkowe. 

Ta skóra się na mnie gotowała. Zapach palonej skóry i włosów to coś okropnego  - mówił dziennikarzami programu „Uwaga" Damian Hałasa.

Strażak ma poparzone 30 proc. ciała, czeka go przeszczep skóry.

Powodem mogła być zazdrość

Adam G. razem z żoną Katarzyną mieszkają w sąsiedniej miejscowości. Damian relacjonuje, że za jego pośrednictwem żona G. szukała kontaktu z innym kolegą, który przestał jej odpowiadać. G. miało rozjuszyć to, że Damian nie opowiedział mu o całej sytuacji.

Sprawcy grozi dożywocie

Kamil S. i Adam G. usłyszeli zarzut usiłowania zabójstwa - dowiedziała się "Uwaga". Grozi im kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Mimo to Sąd Rejonowy w Zamościu po dwóch dobach wypuścił z aresztu Kamila S. Mężczyzna nie ma też zakazu zbliżania się do ofiary i jego rodziny. Adam G. cały czas przebywa w areszcie.

Więcej o: