Plantator truskawek spod Kielc był przywódcą gangu. Prokuratura wylicza jego kolejne zbrodnie

Plantator truskawek spod Kielc był tak naprawdę bezlitosnym przywódcą gangu, który przez lata dokonywał rozbojów i morderstw. Dziś wychodzą na jaw kolejne zbrodnie Tadeusza G. i ich przerażające szczegóły.

Tadeusz G., plantator truskawek z Górna pod Kielcami, wpadł w 2007 roku, krótko po dokonaniu ostatniej zbrodni. Szybko okazało się, że było ich więcej. Zbrodnie G. i jego gangu rozpoczęły się już na początku lat 90. 

Gang "Truskawy" - jak mówią na niego w więzieniu - wpadł dzięki badaniom danych telekomunikacyjnych, w tym połączeń i logować. Ważne były również zeznania rusznikarza Jacka P., który przerabiał broń na potrzeby Tadeusza G. Rusznikarz poszedł na współpracę z policją i opowiedział m.in. o zabójstwie Ukraińców i gwałcie Tadeusza G. na jednej z kobiet przed jej śmiercią.

Śledczy długo pracowali nad kolejnymi wątkami śledztwa przeciwko członkom gangu. Prokurator oskarżył łącznie siedem osób za przestępstwa z lat 1997-2000. Tadeusza G., który już odbywa karę dożywotniego pozbawienia wolności za dokonywanie szeregu zabójstw, oskarżono m.in. o 5 kolejnych morderstw. 

Motywem zabójstwa były rozliczenia finansowe

Do pierwszego zabójstwa doszło w sierpniu 1997 roku na terenie województwa świętokrzyskiego. Ustalonym w toku śledztwa motywem zabójstwa były wzajemne rozliczenia finansowe. Według relacji świadków pokrzywdzony Czesław T. uchodził w środowisku za majętnego człowieka i zajmował się m.in. udzielaniem pożyczek na procent – także w obcych walutach. Część pieniędzy na ten cel pokrzywdzony sam pożyczał od innych osób. Oskarżony Tadeusz G. twierdził, że mężczyzna był mu winien znaczną sumę pieniędzy i domagał się zwrotu całości długu. Z powodu przedłużającej się spłaty należności Tadeusz G. postanowił uprowadzić Czesława T. i dotkliwie go pobić. Przetrzymywanie i bicie pokrzywdzonego zostało zlecone czterem mężczyznom.

Oskarżeni uprowadzili pokrzywdzonego, założyli mu worek na głowę i zaczęli go bić, cały czas żądając od niego zwrotu pieniędzy należnych Tadeuszowi G. Pomimo tego, że Czesław T. zaproponował natychmiastowy zwrot pieniędzy i dodatkową kwotę za jego uwolnienie, sprawcy kontynuowali bicie i ostatecznie zabili go. Następnie sprawcy zakopali ciało pokrzywdzonego, przysypując je wapnem.

Strzałami w głowę zabito dwóch mężczyzn

Do kolejnego zabójstwa doszło w nocy z 2 na 3 lipca 1998 roku w Cedzynie. Tadeusz G., działając wspólnie i w porozumieniu z ustaloną osobą, dokonał wówczas zabójstwa Mariusza J. poprzez oddanie w jego kierunku strzału z broni palnej, powodując ranę postrzałową głowy skutkującą natychmiastowym zgonem pokrzywdzonego.

W toku śledztwa ustalono, że Mariusz J. po wyjściu z zakładu karnego chciał wstąpić do grupy przestępczej zajmującej się m.in. dokonywaniem rozbojów. W końcu jej szef  (który później wspólnie z Tadeuszem G. dokonał zabójstwa Mariusza J.), zgodził się na to i zabrał go na jeden z napadów na hurtownię. Za udział w tym przestępstwie Mariusz J. otrzymał 10 tysięcy złotych. Szefowi grupy nie podobało się jednak zachowanie J. Jego zdaniem był mało dyskretny i mógł doprowadzić do wykrycia grupy i zatrzymania jej członków. Dlatego też szef wspólnie z Tadeuszem G. postanowili zabić J. 

Tej nocy dokonano również zabójstwa Łukasza S. Został on zastrzelony, bowiem w nocy z 2 na 3 lipca 1998 roku przebywał w jednym samochodzie z Mariuszem J.

17-latek zginął, bo wcześniej zaczepił kobietę

Dwa tygodnie po zabójstwach dokonanych w Cedzynie – w nocy z 18 na 19 lipca 1998 roku – Tadeusz G. dokonał kolejnego zabójstwa. W Woli Jachowej G. i Adam K. wielokrotnie uderzali pokrzywdzonego Romana K. drewnianym kijem po głowie i tułowiu. Na skutek doznanych obrażeń 17-letni wówczas Roman K. zmarł.

Jak ustalono w śledztwie motywem tej zbrodni były pretensje Adama K. o to, że pokrzywdzony wspólnie z kolegami zaczepiali pod sklepem jego partnerkę. Ta po powrocie do domu poskarżyła się na zachowanie mężczyzn, a pijani Tadeusz G. i Adam K. postanowili się zemścić. Wychodząc z domu zabrali pistolet i drewniane kije, którymi później dotkliwie pobili 17-latka. Zabrana z domu broń miała zostać użyta dopiero w ostateczności – kiedy inne podjęte działania nie przyniosą zaplanowanego skutku. Podczas zdarzenia sprawcy przestali bić pokrzywdzonego drewnianymi kijami dopiero wówczas, kiedy upewnili się, że ten już nie żyje. Następnie sprawcy przeciągnęli zwłoki Romana K. na pole w pewnej odległości od drogi i samochodem wrócili do domu.

Zabójstwa miały wyeliminować z rynku konkurencję

Tadeusz G. odpowie przed Sądem również za zabójstwo dokonane 30 kwietnia 1999 roku w Niestachowie. Podczas tego zdarzenia, działając wspólnie i w porozumieniu z ustaloną osobą, G. oddał w kierunku pokrzywdzonego Andrzeja K. trzy strzały z broni palnej. K. poniósł śmierć na miejscu.

Andrzej K. był pracownikiem przedsiębiorstwa zajmującego się m.in. handlem budowlanymi. Taką samą działalność prowadził kompan "Truskawy". Stwierdzili więc, że zabicie pracownika firmy, zmusi jej właściciela do zamknięcia działalności. Właściciel firmy nie powiązał jednak zabójstwa Andrzeja K. z prowadzoną działalnością i w związku z tym nie zwinął interesu. Wtedy G. ze wspólnikiem podjęli decyzję o zabiciu Krystyny M., księgowej firmy i szwagierki właściciela. Gdy i to nie podziałało, gang G. dokonał serii podpaleń nieruchomości związanych z firmą. 

Gang kantorowców nie tylko zabijał, oskarżeni dokonywali też licznych rozbojów. Z pomocą kijów bejsbolowych przywłaszczali z hurtowni alkohol, papierosy, artykuły przemysłowe o wartości setek tysięcy złotych. 

"Istota, która nie czuje nic"

Sędzia Adam Kabziński, który prowadził wcześniejszą sprawę G. przyznał, że u wielu sprawców bestialskich zbrodni obserwował "jakiś spontaniczny fragment odczuwania". - Nawet złego, bestialskiego, ale odczuwania. Natomiast Tadeusz G. to według mnie istota, która nie czuje nic - powiedział sędzia. Żona G. twierdziła natomiast, że jest on "dobrą osobą", jest niekonfliktowy, uczynny i bardzo zżyty z nią i ich dwoma synami.

Miałeś wypadek samochodowy? Nie uciekaj z miejsca zdarzenia

Więcej o: