Dorota P., bardzo ważny świadek ws. Tomasza Komendy, zmarła w sobotę we wrocławskim szpitalu. Przed śmiercią mówiła dziennikarzom "Gazety Wyborczej", że była "szantażowana i zastraszana" przez policję. We wtorek ruszyło śledztwo w sprawie śmierci P.
- Pierwszy śledczy prokuratury okręgowej we Wrocławiu prowadzi śledztwo dotyczące zgonu Doroty P., do którego doszło 9 czerwca w jednym z wrocławskich szpitali - powiedziała na antenie TVN24 Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. - W toku tego postępowania konieczne jest ustalenie przyczyny zgonu tej kobiety, dlatego zwłoki skierowano do zakładu medycyny sądowej celem przeprowadzenia sekcji. Konieczne jest również ustalenie prawidłowości podjętych działań medycznych - dodała. Teraz śledczy czekają na wyniki badań.
Prokurator zaznacza, że obecnie śmierć Doroty P. jest traktowana jako całkowicie odrębna sprawa.
Sprawą nieprawidłowości w postępowaniu przeciwko Tomaszowi Komendzie zajmuje się łódzka prokuratura. Według śledczych Dorota P. była istotnym świadkiem w tym śledztwie. Kobieta składała zeznania obciążające Tomasza Komendę, m.in. rozpoznała go na portretach pamięciowych. Sam Tomasz Komenda wskazywał ją jako jedną z osób, które w sposób szczególny przyczyniły się do jego niesłusznego skazania.
Według śledczych śmierć kobiety nie powinna wpłynąć na sprawę Komendy. Tak twierdzi również jego pełnomocnik. - Śmierć Doroty P. nie rzutuje w zasadniczy sposób na przebieg postępowania. Gdyby postawiono komuś zarzuty, mogłaby być przesłuchiwana przez sąd. Jej zeznania jednak są, można je ewentualnie zawsze odczytać - mówił w rozmowie z Gazeta.pl Zbigniew Ćwiąkalski, obrońca Tomasza Komendy, były minister sprawiedliwości.
Tomasz Komenda został w maju uniewinniony decyzją Sądu Najwyższego po 18 latach odsiadki. Mężczyznę skazano na 25 lat lat za gwałt i zabójstwo 15-letniej dziewczyny w Miłoszycach nieopodal Wrocławia.