Lech Kaczyński miał naciskać w sprawie Komendy. Prokuratura Krajowa wydała oświadczenie

Lech Kaczyński, jako prokurator generalny, miał naciskać na to, by oskarżyć Tomasza Komendę - wynika z informacji "Gazety Wyborczej". Doniesienia skomentowała Prokuratura Krajowa, która zapewnia, że żadnych nacisków nie było.

Tomasz Komenda został niesłusznie skazany na 25 lat więzienia za gwałt i morderstwo, których nie popełnił - potwierdził  w połowie maja Sąd Najwyższy. Wcześniej mężczyzna wyszedł z więzieniu po 18 latach dzięki nowym dowodom w sprawie. Teraz będzie ubiegał się o odszkodowanie. 

Tymczasem "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że Lech Kaczyński, który w 2000 roku był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, miał naciskać na prokuraturę w sprawie Komendy. Przypomniano wywiad z Kaczyńskim z tego okresu.  Krytykował w nim "modę na liberalizm" w interpretowaniu praw człowieka i przyznawał, że przy pomocy nadzoru wywiera nacisk na zaostrzenie działań prokuratur. Odniósł się też do prawy gwałtu i morderstwa, o które oskarżono Komendę, którego nazywał "zbirem".

Prokuratura: Lech Kaczyński nie wpływał da te decyzje

W sprawie artykułu gazety wydała oświadczenie Prokuratura Krajowa. Czytamy w nim, ze "nieprawdą jest, że w 2000 r. ówczesny Prokurator Generalny Lech Kaczyński wpływał na decyzje Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu" ws. zarzutów dla Komendy.  

Zarzuty zgwałcenia skutkującego śmiercią pokrzywdzonej zostały podejrzanemu postawione 18 kwietnia 2000 r., czyli na dwa miesiące przed powołaniem Lecha Kaczyńskiego na stanowisko Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego

- informuje prokuratura. Podaje też, że zmiany kwalifikacji czynu na zabójstwo dokonał Sąd Okręgowy we Wrocławiu.

PK zaznacza, że "w dokumentacji sprawy nie ma żadnych poleceń Prokuratora Generalnego dotyczących sposobu zakończenia tego postępowania". Jednak "Wyborcza" nie informowała o tym, że Kaczyński wydawał bezpośrednie polecenia. Chodziło o publiczne wypowiedzi prokuratora generalnego oraz odwołanie prowadzących sprawę. W ocenie rozmówcy gazety te publiczne wypowiedzi Kaczyńskiego mogły być formą presji. 

Więcej o: