Wielka awaria przepompowni w Gdańsku. Straty są ogromne

W piątek rano zakończył się zrzut nieczystości do Motławy po tym, jak doszło do awarii gdańskiej przepompowni ścieków. Przepompownia winą za awarię obarcza dostawcę prądu. A ten publikuje nagranie z rozmowy telefonicznej z pracownikiem stacji.

"O godzinie 6:57 zakończył się awaryjny zrzut ścieków do Motławy. W Przepompowani Ścieków Ołowianka pracują dwie pompy, które odprowadzają ścieki do oczyszczalni Wschód" - poinformowała w piątek rano spółka Saur Neptun Gdańsk, odpowiadająca za działanie przepompowni. W nocy z czwartku na piątek zamontowano pompę sprowadzoną z Holandii.

We wtorek 15 maja doszło tam do awarii, która spowodowała zalanie komory pomp, w tym czterech silników elektrycznych. Pracownicy musieli wykonać zrzut ścieków do rzeki Motławy, żeby zmniejszyć ryzyko cofania się ścieków i wystąpienia podtopień w dzielnicach Gdańska: Żabianka, Przymorze, Zaspa, Oliwa, Wrzeszcz, Letnica, Nowy Port, Dolne Miasto i Śródmieście.

Sanepid poinformował w piątek, że woda w Zatoce Gdańskiej spełnia wymagania sanitarne rekomendowane dla wody w kąpieliskach.

Awaria przepompowni w Gdańsku - przyczyny

Jak poinformowała spółka Saur Neptun Gdańsk, do awarii i zalania silników mogło najprawdopodobniej dojść w wyniku dwukrotnego zaniku napięcia.

"Według danych zarchiwizowanych w naszym komputerowym systemie sterowania i archiwizacji danych zanik zasilania we wtorek, 15 maja 2018 roku na Przepompowni Ścieków Ołowianka miał miejsce dwukrotnie. Pierwszy o godzinie 8:21:01, drugi o 9:35:33" - napisano na profilu SNG na Facebooku.

Spółka na dowód dodała, że pracownik SNG dzwonił w dniu awarii do Rejonowego Dyspozytora Mocy firmy Energa Operator. "Uzyskał informację o zaniku napięcia na jednej sekcji średniego napięcia 15kV zasilającej Przepompownię Ścieków Ołowianka" - twierdzi spółka.

"Jako odpowiedzialny podmiot nie ferujemy wyroków. Czekamy na wyniki prac niezależnego zespołu eksperckiego, który w najbliższym czasie powołać ma Miasto Gdańsk" - podkreśla jednak SNG.

"Straty duże, że się w pale nie mieści"

W odpowiedzi spółka Energa zorganizowała konferencję prasową, podczas której upubliczniła nagranie tej rozmowy. Wynika z niej, że rzeczywiście doszło do spadku napięcia. Według Energi nie mogło to być jednak przyczyną awarii przepompowni.

Pracownik SNG przyznał podczas tej rozmowy, że na dyżurze w dniu awarii była niedoświadczona osoba, która w dodatku nie zorientowała się, że doszło do poważnych problemów. Rozmowę cytuje m.in. miejski portal Gdansk.pl.

Mieliśmy pecha, że obsługa, która tam jest, była akurat dzisiaj nowa, świeża, niedoświadczona. No i wyszło jak wyszło. Ścieki napływały, napięcie oczywiście było cały czas, tylko był chwilowy przysiad, a pompy sobie nie pracowały. A obsługa był przekonany, mi to pokazywało na telemetrii, a ten sobie myślał, że wszystko jest dobrze

- mówił pracownik SNG.

Takiego pecha jeszcze nie mieliśmy, a straty będą tak duże, że się w pale nie mieści

- dodał.

Andrzej Czarnobaj z Grupy Energa tłumaczył, że przepompownia jest zasilana z dwóch niezależnych źródeł napięcia, co umożliwia funkcjonowanie w przypadku awarii jednego z nich.

- Zakłócenie jakie miało miejsce 15 maja 2018 r. (...) dotyczyło tylko sekcji nr 1, sekcja druga pracowała normalnie. (...) Zakłóceniem tym był przysiad napięcia. Podkreślam, że nie nastąpiło żadne wyłączenie ciągu zasilającego - wyjaśniał. Dodał, że przysiady napięcia są powszechne.

Rzecznik Grupy Energa Adam Kasprzyk podkreślił, że spółka jest przekonana, że "do awarii przepompowni doszło z zupełnie innych powodów niż te, które sugeruje Saur Neptun Gdańsk".

Mieli nie podnosić podatków, a wprowadzili nawet opłatę za deszcz. Czyli jak PiS sięga do kieszeni podatników

Więcej o: