Duda zaskoczył rodziców protestujących w Sejmie. "Jest nadzieja, ale protest trwa do skutku"

Rodzice dzieci niepełnosprawnych z nadzieją odnoszą się do spotkania z prezydentem Andrzejem Dudą. Zapewniają jednak, że protest w Sejmie będzie trwał do uchwalenia ustawy, która spełni ich żądania. - Nie jesteśmy roszczeniowi. Chcemy tylko zapewniania minimum - mówią nam rodzice.

Rodzice dzieci niepełnosprawnych od środy protestują w Sejmie. Domagali się spotkania z Jarosławem Kaczyńskim i spełnienia dwóch podstawowych postulatów. Nie osiągnęli porozumienia po spotkaniu z minister Elżbietą Rafalską, która od protestujących usłyszała, że "nie jest osobą decyzją". 

Dziś w południe na konferencji planowali zwrócić się do prezydenta Andrzeja Dudy. Jednak ten zaskoczył rodziców i krótko po godz. 10 przyjechał do Sejmu. Rodzice rozmawiali z głową państwa przed kamerami. - Wszyscy głosowaliśmy na pana i liczyliśmy na wsparcie - deklarowali od początku protestujący. Wezwali prezydenta, by skorzystał z inicjatywy ustawodawczej. 

Rodzice pokazali Dudzie film z jego wypowiedzią w trakcie trwania kampanii wyborczej, kiedy obiecywał pomoc rodzicom dzieci z niepełnosprawnością. - Prezydent nie może się bać i wstydzić spotykać z tymi ludźmi. To wstyd, że państwo o takich ludzi nie dba - słychać na nagraniu. - Ja pamiętam swoje słowa - zapewnił prezydent. 

Po rozmowie prezydent zadeklarował: "Zrobię wszystko, żeby pomóc". - Chcę listy potrzeb - powiedział. - Nie wszystko da się zrobić od razu - mówił Duda. - Ale jesteście pierwszą partią, która mówi, że pieniądze da się znaleźć - kontrowali protestujący. 

Ostatecznie Duda zadeklarował, że zostanie przygotowany projekt ustawy. Podkreślał, że nie wiadomo, czy będzie to ustawa prezydencka, czy też np. minister Rafalskiej. Protestujący dziękowali prezydentowi za spotkanie i "nadzieję" na spełnienie postulatów. - Cieszę się, że panie też widzicie, że jest ze strony mojej i rządu wola naprawy tych rzeczy - odparł Duda.

Protestujący: Zostajemy i czekamy na uchwalenie ustawy

Po rozmowie przedstawiciel prezydenta minister Wojciech Kolarski został w Sejmie z przedstawicielami protestujących rodziców. Za zamkniętymi drzwiami wynegocjowali podpisanie postulatów, które mają znaleźć się w ustawie. 

Te dwa postulatu to:

  • Wprowadzenie dodatku rehabilitacyjnego dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia w kwocie 500 złotych miesięcznie, bez kryterium dochodowego, niewliczanego do dochodu osoby niepełnosprawnej.
  • Zrównanie kwoty renty socjalnej z najniższą rentą z ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy wraz ze stopniowym podwyższaniem tej kwoty do równości minimum socjalnego obliczonego dla gospodarstwa domowego z osobą niepełnosprawną (to minimum socjalne to obecnie 1370 zł).

Poza tym spisano pięć dodatkowych postulatów, które nie mają znaleźć się w projekcie ustawy, ale zostać spełnione później. To m.in. zwiększenie kwoty zasiłku pielęgnacyjnego (z 153 zł do 215 zł), darmowe środku (pieluchy, cewniki itd) dla osób leżących, zniesienie ubezwłasnowolnienia, nauczanie indywidualne w szkołach i turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

Teraz protestujący czekają na efekty prac nad ustawą, które mają trwać w weekend. Nie zamierzają też do tego czasu opuszczać Sejmu. - Chcemy zobaczyć projekt tej ustawy. Nasza decyzja jest taka, że zostajemy i czekamy - powiedziała w rozmowie z Gazeta.pl Aneta Rzepka, jedna z protestujących rodziców. - Pan prezydent rozumie, że te główne postulaty to są sprawy do pilnego zrealizowania - dodała.

- Jak wiemy z protestu z 2014 roku, Sejm zebrał się wtedy w ciągu jednej doby i ustawa została uchwalona. Wierzymy, że tym razem protest zakończy się równie pozytywnie - stwierdziła Rzepka.

Morawiecki: Danina społecznościowa dla najlepiej zarabiających

Przed godz. 16 do protestujących udał się premier Mateusz Morawiecki. - Zdecydowaliśmy się powołać specjalny fundusz solidarnościowy. Chcemy na tych najlepiej zarabiających nałożyć specjalną daninę, aby znalazły się pieniądze dla osób niepełnosprawnych - powiedział rodzinom. Dodał, że "mapa drogowa" dla tego projektu ma powstać do połowy maja.

- Zaproponujemy też opozycji wpisanie do konstytucji zmian, które będą zmianami w stronę państwa solidarnościowego - zapowiedział Morawiecki. Mówił, że liczy na współpracę opozycji, Nowoczesnej, Kukiz'15, a "nawet niektórych posłów PO". Krytykował on poprzednią ekipę za - jego zdaniem - zbyt małe działania dla niepełnosprawnych.  

- Chodzi o to, aby ci najbardziej zamożni, niewielki procent tych osób, wpłacały pewną daninę dla tych najbardziej potrzebujących - stwierdził premier. - Chcemy stworzyć nowa umowę społeczną. Dlatego mówię o zmianach w konstytucji - dodał.

Pomimo tych zapewnień, rodzice domagali się od premiera deklaracji, by w trybie natychmiastowym zwołali Sejm i spełnili dwa podstawowe postulaty. - Panie premierze, niech jest ta danina, dobrze. Ale pieniądze są i nasze postulaty są do spełnienia na wczoraj - mówiła liderka protestujących Iwona Hartwich, gdy Morawiecki zaczął mówił o "połowie maja". Przedstawiciele rządu mówili, że "przecież nie da się pisać ustaw na kolanie". - Pan premier Tusk potrafił się z tym zmierzyć, w trzy dni napisać i przegłosować ustawę. Czy państwo potrafią zrobić podobną rzecz? - pytał jeden z prestacyjnych. 

Scheuring-Wielgus: Jesteśmy w stanie procedować w jeden dzień

Z protestującymi była dziś posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus. Oceniła, że to "bardzo dobrze", ze prezydent spotkał się z protestującymi. Przypomniała, że w kampanii prezydenckiej odwoływał się do pomocy osobom z niepełnosprawnościami. 

To pierwszy krok, aby załatwić tę sprawę. Liczę, że teraz będzie kolejny krok, czyli dopilnowanie, aby ustawa została przygotowana i uchwalona w Sejmie jak najszybciej. Z doświadczenia wiem, że jesteśmy w stanie procedować w jeden dzień. Wystarczy zwołać posiedzenie Sejmu w trybie natychmiastowym. Zjeżdżamy się, głosujemy, i jest. Ta sprawa powinna być już dawno załatwiona

- powiedziała w rozmowie z Gazeta.pl Scheuring-Wielgus. Zadeklarowała, jej partia będzie popierać projekt spełniający postulaty rodziców i jeśli PiS doprowadzi do jego przyjęcia, to ona sama im tego pogratuluje.

Osoby niepełnosprawne nie powinny być traktowane jako obywatele drugiej kategorii. Mamy takie same prawa i nie może być tak, że jedni dostają 500 zł czy mają dostać np. bony kulturalne, a osoby, które na prawdę potrzebują tych pieniędzy, wciąż ich nie mają

- oceniła posłanka Nowoczesnej.

"Chcemy, aby osoby niepełnosprawne miały zapewnione minimum"

O poczuciu "spychania na margines" i bycia niezauważonym mówili nam też Katarzyna i Karol Milewicze, rodzice dwóch córek z niepełnosprawnością. 

Nie jesteśmy roszczeniowi. Chcemy tylko, aby te osoby niepełnosprawne miały zapewnione minimum. W krajach takich jak Szwecja czy Anglia to, o co my walczymy, to jest podstawa. Także nasze postulaty nie są wygórowane 

- mówiła w rozmowie z nami Katarzyna Milewicz. Jak mówiła Milewicz, rodzina dostaje od państwa po 380 zł na każdą z córek, do tego wywalczone w poprzednim proteście świadczenie wysokości 1400 zł. Jej mąż zarabia płacę minimalną. - A co trzy miesiące muszę płacić ze pieluchy ponad 800 zł - powiedziała Milewicz.

Rodzice tłumaczyli, że wiele z tego, co zapewniają dzieciom - warte kilkanaście tysięcy złotych wózki, rehabilitację, ale nawet podstawowe artykuły (od pieluch, przez buty ortopedyczne po leki)  - kupują dzięki pieniądzom od darczyńców, z tym z 1 procenta. Pieniądze od darczyńców pozwalają np. na turnusy rehabilitacyjne, jednak nie dają stabilizacji. Nigdy nie wiadomo, czy datki się nie skończą. - Dzięki pieniądzom z jednego procenta mogę sobie pozwolić na luksus kupienia dziecku wózka. Dla mnie to jest luksus mów zapewnić im podstawowe rzeczy - powiedziała matka. Do tego dochodzi obciążenie psychiczne i fizyczne stałej opieki. 

Sytuacja rodziny zmieni się za kilka miesięcy, gdy starsza z córek, Wiktoria, skończy 18 lat. Po pierwsze, rodzice będą musieli ją ubezwłasnowolnić. Po drugie, stracą pieniądze z 500+. - Nie wyobrażam sobie jej ubezwłasnowolnić, Według ustawy jako opiekun będę miała ograniczone prawa - mówiła matka dziewczynki. 

Rodzice przyznali, żeby przyjazd prezydenta był dla nich pozytywnym zaskoczeniem, ale rozmowa dała nadzieję na spełnienie obietnic. - Za dużo powiedział, żeby się teraz z tego wycofać -powiedziała Katarzyna Milewicz. - Zostajemy do końca, kiedy będzie wszystko pewne i uchwalone. Wtedy pojedziemy spokojnie do domu - zapowiedzieli rodzice. 

Czekamy na Wasze opinie pod adresem: listydoredakcji@gazeta.pl

Więcej o: