Komentarze (571)
Polska szkoła. Czy klasa średnia chce się grodzić?
Zaloguj się
Pokaż wcześniejsze komentarze
  • mywork

    Oceniono 7 razy 7

    Prawda jest taka, że na poziom szkół mocno wpływa fakt, że klasa średnia wydaje sporo prywatnych pieniędzy na rozwój swoich dzieci poza systemem państwowym - kursy językowe, sport, kółka zainteresowań czy chociażby wycieczki po Europie. Dlatego szkoły państwowe tak zabiegają o takie dzieci, one są szansą na podniesienie notowań szkoły w rankingach. Gdyby nagle tacy uczniowie zniknęli ze szkół, a system opierałby się wyłącznie na państwowym systemie edukacji, to wyszłoby jak mierne efekty udaje się osiągnąć. Taka prawda! Szkoły, nawet z najlepszą kadrą, są niewydolne edukacyjnie. Programy są przestarzałe, oparte wyłącznie na wkuwaniu pamięciowym, a nie na najnowszych metodach nauki i dostosowane do współczesnych realiów.

  • franclajn

    Oceniono 7 razy 7

    Szkoła państwowa, np. ta ośmioletnia podstawówka z akademiami jak za Gomułki, z indoktrynacją sukienkowych, naciskiem na naukę historii, polskiego oraz temu podobnych przedmiotów nie ma dziś, w epoce globalizacji oraz rewolucji cyfrowej żadnego sensu. Po co to komu? Te dzieci i tak przez taką edukację są skazane na klęskę, bo inwestują swój czas nieefektywnie. Uczą się rzeczy niepotrzebnych, a nawet szkodliwych. Ale tak wybrał suweren. Dostanie więc teraz dodatkowo program 300 plus, kupi dziecku za to kolorowy tornister i dostanie jeszcze więcej bogoojczyźnianej szkoły, która tylko zabiera czas i stresuje dzieci. Niestety, jesli kogoś stać, musi kształcić dzieci prywatnie.

  • jukka2014

    Oceniono 7 razy 7

    Ciekawe. Wszyscy posługują się pojęciem klasy średniej, ale tak naprawdę nikt nie wie co to dokładnie znaczy. Ważne żeby nadać jakąś etykietkę a potem po prostu przypisać pod nią tych którzy są niewygodni.

    Po drugie - doktor socjologii powinien jednak znać teorie wymiany społecznej. Zamiast wypierać rzeczywistość powinien zastanowić się nad tym jak ona ma się do tej teorii - ona dokładnie tłumaczy dlaczego pewna grupa ludzi nie chce poświęcić przyszłości swoich dzieci, bo nie ma tu kompletnie żadnej wymiany - co niby oni mają dostać w zamian?

  • kac

    Oceniono 11 razy 7

    Należy cieszyć się, że klasa średnia zrozumiała, że inwestowanie w naukę ich dzieci da im później lepszą pozycję w życiu. Lewicowe teorie, że wszyscy powinni mieć równo i być tak samo edukowani są piękne i realne jak szklane domy z powieści. Szkoły powszechne często niestety równają w dół tak aby wszyscy jakoś sobie dali radę... i wszyscy wychodzą jakoś wyedukowani. Proszę popatrzeć na najlepsze światowe uniwersytety, to są uczelnie płatne i albo się jest z klasy średniej i ma się chęć do nauki (same $$$ to za mało) albo jest się zdolnym i ma się stypendium. Należy się cieszyć, że klasa średnia zrozumiała, że nie tylko kasa ale i wiedza się liczą.

  • adam.gr

    Oceniono 11 razy 7

    No a dlaczego mamy tak mało NOBLISTÓW ?? bo ciągle pochylamy się nad nad słabszymi - rezultat jest taki: górnik zarabia więcej od lekarza ( i jego żona nie pracuje), a nauczyciel ( często 2 fakultety zarabia mniej od kierowcy). Portier zarabia więcej od pracownika merytorycznego np. specjalisty w sanepidzie.

  • mnicz

    Oceniono 13 razy 7

    Brakuje określenia kryteriów, które pozwalają oddzielić klasę średnią od niższej. Jeśli przyjmiemy kryterium dochodowe, to nie ma żadnego powodu, żeby łączyć to z kapitałem kulturowym. Autor nie zauważa istnienia grupy ludzi ubogich, lecz wykształconych, oczytanych i ciekawych świata oraz znacznie liczniejszej grupy stosunkowo zamożnych obywateli o bardzo ograniczonych horyzontach myślowych.

  • zmichalg1

    Oceniono 10 razy 6

    Bogaty nie musi być inteligentny, podobnie jak biedny nie musi był przygłupem.
    Syn managera niekoniecznie będzie managerem, zaś córka kasjerski z "Biedronki" niekoniecznie musi być kasjerką w "Biedronce".
    Przygłup, ale syn bogacza, nie skończy elitarnej szkoły (kiedyś udzielałem takowemu korepetycji), ale są świetne państwowe (a przez to darmowe) szkoły, które może skończyć córka kasjerki z "Biedronki".
    I jeszcze jedno: bieda to nie patologia.
    Biedy się nie wybiera. To ona wybiera nas. Natomiast patologia jest wyborem każdego człowieka.

  • jakapral

    Oceniono 6 razy 6

    Nie ma dzieci lepszych dlatego, że mają „bogatych” rodziców i tak samo nie ma dzieci „gorszych” bo mają „biednych” rodziców. Ale nie ma nic gorszego jak zdolne i pracowite dzieci muszą być grupą terapeutyczną dla jakiegoś nietykalnego „patola”. „Patole” często mają świadomość, że nauczyciele mogą im „skoczyć”. System nie jest w stanie poradzić sobie z patologią w szkołach.

  • j.m.m.cart

    Oceniono 6 razy 6

    Wychodzi na to że należy, kierując się logiką wywodów, na studia też przyjąć wszystkich bez weryfikacji i sprawdzania poziomu posiadanej wiedzy bo po co ich zostawiać w tyle. Jeśli źle myślę to dlaczego zdolniejszych i pracowitszych obciążać tymi którym wiedza organicznie niepotrzebna a potem się dziwić że matura wyszła nieciekawie i wiele kierunków jest zamkniętych bo dziecko uczyło się w "uśrednionym" systemie. Zawsze będą "lepsi" i "gorsi", tak w nauce jak i później w pracy, tego mechanizmu musimy uczyć od dziecka bo tak jest w "prawdziwym życiu", pchajmy pracowitych w górę a nie obciążajmy ich tymi którym się nie chce, to musi się w przyszłości opłacać wtedy powstanie poczucie wartości edukacji której w naszej kulturze zaczyna brakować a bez tego nie ma rozwoju.

  • adstr

    Oceniono 6 razy 6

    Byłem kiedyś na zebraniu rodziców w szkole prywatnej, w okresie rekrutacji. Odniosłem wrażenie, że większość rodziców nie pochodzi z "klasy średniej" lub "inteligencji" tylko stanowią szybko wzbogacone niziny społeczne.
    Moje dziecko poszło do szkoły państwowej, ale nie przypadkowej.

  • america_n_beauty

    Oceniono 10 razy 6

    Tak, unikajmy segregacji w szkole podstawowej, ale do liceum są już egzaminy, też je może zlikwidujmy, na studia (te lepsze) też są egzaminy, to może w ramach urawniłowki też dajmy mało zdolnym studentom szansę studiowania z najlepszymi.. kupa bzdetów

  • janusztracz77

    Oceniono 5 razy 5

    Potomkowie chłopów z czworaków, którym komuna rodziców wyrwała od pługa, burzą się dziś na "społeczeństwo". Społeczne to niczyje, ja chcę najlepiej, ja chcę najmocniej. Do wszystkiego sam doszedłem. A dziadkowie nasi to sama szlachta.

    Rachunek będzie wysoki, ale to już zapłacą pewnie te Wasze hołubione dzieciaczki i ich dziatwa.

  • ludzik1-live

    Oceniono 5 razy 5

    " Rozumiem rodziców z klasy średniej, bo na poziomie indywidualnym ich działania są racjonalne, ale szkodzą całości."
    To zdanie podsumowuje cały artykuł.
    Komunista z p.Sadurskiego ,wręcz inżynier społeczny :) pełną gębą.

  • Anna Szlachta

    Oceniono 5 razy 5

    Znam wiele osób, które rezygnują z publicznej edukacji nie ze wzgledu na poziom i chęć wykreowania swoich dzieci na przyszlych bankierów, ale ze wzgledu na to, aby mogły sie swobodnie rozwijać w duchu demokratycznym, mogły wyrazic wlasne zdanie, były wychowywane bez kar i nagrod... ja wybralam na przedszkole placówkę publiczną, myślałam, że najważniejsze, aby była blisko. To była ogromna pomyłka. Beton, tresura, beznadzieja.... nie spodziewałam się, że może byc tak źle. I chodzi mi tylko o kadre. Dzieci są ok.

  • rarol

    Oceniono 5 razy 5

    Uważam, że segregacja klasowa to właściwy kierunek, z opcją awansu dziecka do lepszej szkoły. Nie potrzebuję, żeby moje dziecko musiało się lać z rówieśnikami od małego, żeby nie znaleźć się w gronie "frajerów". W dzielnicach typu Praga Północ, Praga Południe, Grochów, Gocław panuje często kultura niemal więzienna, którą dzieciaki przenoszą ze swoich domów do relacji w szkole, od grypsujących tatusiów lub od mamuś, które prują się z tą patologią i nią przesiąkają, infekując mózgi swojego potomstwa.

  • pawel.rostowski

    Oceniono 9 razy 5

    bardzo sie nie zgadzam z tym artykulem. jako bylem uczen bylem dosc zdolny, oceny mialem swietne. chodzilem do podstawowki z tzw. miksem spolecznym, w klasie byly dzieciaki robotnikow, rolnikow, nawet chlopka z domu dziecka. i co ? i pieknie rownali poziom nauczania w dol. do tego wyzwiska od kujonow, rozne zaczepki i czasem wrecz agresja to byla normalka. i co to niby mi dobrego dalo?dzisiaj juz uczniem nie jestem, mam 35 lat, za rok 2017 z pracy jako specjalista w swojej dziedzinie(nie szef) zarobilem 270.000 brutto. i naprawde nie widze potrzeby zeby moje dzieci uczyly sie z motlochem i patalogia tak jak ja.

  • america_n_beauty

    Oceniono 7 razy 5

    Te rozważania przypominają mi nieco atak na mieszkańców z porządnego bloku (apartamentowca), którzy nie chcieli, aby bezdomny spał na sankach dziecka i załatwiał swoje potrzeby do butów ustawionych na wycieraczce - jak bardzo jechano po nich, bo łatwo jest jeździć po kimś, gdy nie stykasz się z tym problemem...
    Ze szkołami prywatnymi jest podobnie - wyją ci, którym w imię wyższych celów nie przeszkadza, że ich dziecko ma w klasie 2-3 kolegów całkowicie rozkładających grupę, gdzie patologia z bloków przychodzi w niewiadomym celu (chyba po to, aby zioło zahandlować)

  • saxo.grammaticus

    Oceniono 5 razy 5

    Moim zdaniem pierwszym krokiem do uzdrowienia panującej sytuacji jest systemowa zmiana szkolnictwa, włącznie z systemem finansowania. Największą bolączką wszelkich szkół jest liczebność klas i grup przedmiotowych (np. językowych). W klasie liczącej 12-15 uczniów łatwiej nauczycielowi dostrzec uczniów ponadprzeciętnie zdolnych jak i tych, którzy radzą sobie gorzej niż rówieśnicy. Również ci średni mają większe szanse na bezpośredni kontakt z nauczycielem i ich osiągnięcia są łatwiejsze do kontrolowania. Niestety, ze względu na to, że właścicielem szkół jest lokalny samorząd, który często boryka się problemami finansowymi i musi oszczędzać na wszystkim, klasy liczą niekiedy 25-30 uczniów i to jest najczęstsza przyczyna problemów w oświacie.

  • annsko1

    Oceniono 4 razy 4

    A dlaczego mam poprzestać na wystarczająco dobrej szkole rejonowej zamiast szukać bardzo dobrej szkoły dla mojego dziecka....???? Dlaczego szkoły mają być wystarczająco dobre a nie bardzo dobre??? Dlaczego zaniżać poziom??? Chyba lepiej byłoby nawet dla słabszych dzieci aby równały do wyższego poziomu. Dlaczego np. dziecko uzdolnione ma być w szkole wystarczającej a nie w szkole, która da mu coś więcej, w której np. więcej się nauczy, jeszcze bardziej rozwinie. Ma siedzieć w szkole, która zaniża poziom bo część dzieci słabiej się uczy? A może by tak lepiej wspomóc te dzieci, które gorzej się uczą aby mogły dorównać tym lepiej się uczącym. Poza tym każde dziecko może iść do innej lepszej szkoły, nawet dziecko pani z Biedronki. Wydaje mi się, że autor artykułu na siłę sam chce tworzyć jakieś podziały a osoby gorzej zarabiające równa z patologią. Mam znajomych dobrze sytuowanych na dobrych stanowiskach, nie milionerów, ale z tej "strasznej klasy średniej" , którzy posłali dzieci do jednej z najlepszej publicznej podstawówki w moim mieście i z ich dziećmi w klasie uczą się też dzieci takich "pań z Biedronki" i nikt nie ma z tym problemu. Ta "pani z Biedronki" też chciała aby jej dzieci chodziły do dobrej szkoły aby miały lepszy start w życiu! To że ktoś jest biedny nie znaczy, że głupi tak samo ktoś kto ma bogatych rodziców nie musi być mądry. Problemem w szkołach nie są biedne dzieci a dzieci z rodzin patologicznych, które wulgarnie się zachowują, biją nawet na lekcji przy nauczycielu. Rodzice uciekają z takich właśnie szkół, które znajdują się w rejonach w których taka patologia mieszka i to nie zadaniem rodziców a tym bardziej małych dzieci jest zmiana tego zachowania.
    Np. moje dziecko nie idzie do szkoły rejonowej mimo, że będą tam dzieci z dobrze sytuowanych rodzin (jest to rejon domów jednorodzinnych, bardzo ładnych i nowych) bo szkoła jest na dalekim miejscu w rankingu nauczania i nastawiona na bardzo klasyczny model nauczania czyli wkuwanie. Idzie do innej szkoły, gdzie jest realizowany innowacyjny system nauki, gdzie stawia się na myślenie a nie bezmyślne wkuwanie, gdzie dzieci realizują ciekawe projekty naukowe, gdzie ma szanse się rozwinąć. I tym większość rodziców się kieruje.

  • heleonore

    Oceniono 4 razy 4

    Po pierwsze, zanim się zacznie kogokolwiek skłaniać, to najpierw trzeba sprawić aby wszystkie publiczne szkoły były nie "wystarczająco dobre" a "jednakowo bardzo dobre". Wtedy nie będzie sensu wozić dzieci na drugi koniec miasta do rzekomo lepszej szkoły i rodzice sami "będą skłoni" posłać dzieci do szkoły najbliższej miejscu zamieszkania.

    Żeby to osiągnąć trzeba radykalnie zmienić system: zmniejszyć liczebność klas (do max. 15 osób), podnieść pensje nauczycielom, ale też wymagać od nich konkretnych efektów i nie weryfikować ich tylko na podstawie ilości wypełnionych papierków. Nauczycie powinni zarabiać być może nawet 2x więcej niż obecnie, ale należy też od nich wymagać obecności w szkole przez 40h/tyg. i bycia dostępnym dla ucznia, gdy ten ma problem z opanowaniem materiału. Oczywiście nauczyciele się będą burzyć, że przecież muszą sprawdzać klasówki i prace domowe, przygotowywać się do zajęć. A kto powiedział, że nie mogą tego robić w szkole (w miejscu pracy)? To jest do osiągnięcia przy zmniejszeniu ilości uczniów przypadających na jednego nauczyciela. Być może jeden polonista/matematyk powinien uczyć max. dwie (małe!) klasy żeby być w stanie w ramach 40 godzinnego tygodnia pracy poprowadzić lekcje, sprawdzić klasówki, wypełnić papiery i prowadzić konsultacje indywidualne z uczniami potrzebującymi wsparcia. Tylko, że to oznacza zwiększenie ilości nauczycieli oraz ich pensji i pociąga za sobą duże nakłady finansowe.

  • greg.waw

    Oceniono 4 razy 4

    Cały artykuł jest o segregacji wg dochodu/pozycji społecznej rodziców, a ani słowa na temat zapewnienia odpowiednich możliwości rozwoju w zależności od możliwości i zdolności uczniów, a tego polska publiczna szkoła podstawowa zwykle nie zapewnia. Rodzice klasy średniej mają tego świadomość i możliwości wpływania na edukację swoich dzieci. Dlatego szukają lepszych szkół. Dopóki szkoła publiczna nie będzie dbała o rozwój talentów dzieci, to rodzice będą szukali lepszych szkół dla swoich dzieci.

  • daere

    Oceniono 8 razy 4

    Dzieci "żyją w bańce" i to jest złe? Naprawdę? Ja też, jako dorosła osoba dobieram sobie znajomych podobnych pod względem wykształcenia i poziomu inteligencji. O czym niby ma rozmawiać osoba wykształcona, czytająca itd. z kimś, kto po pracy otwiera piwo i zasiada przed telewizorem? I nie to, że ten sposób spędzania czasu jest zły, jest po prostu inny. Komuniści i współczesna lewica nadal zdają się nie przyjmować do wiadomości, że ludzie jednak są różni i że to ma znaczenie.

  • maddox84

    Oceniono 4 razy 4

    Mój bullshit detektor wariuje. W jednym zdaniu mamy:
    "- Z badań wynika, że mieszanie się dzieci pod względem poziomu ich kapitału kulturowego i wiedzy służy przede wszystkim tym, którzy mają go mniej. Ale jednocześnie nie szkodzi tym, którzy mają go więcej."

    a chwilę później:

    "Przy niskim zaufaniu do państwa i instytucji publicznych, a więc również do szkoły, rodzice z klasy średniej, jeżeli mają tylko taką możliwość, będą wybierać szkoły, które są selektywne, czyli te, które wybierają najlepszych. Rodzice wierzą, że w ten sposób ich dziecko zyska.
    Może mają rację?
    - Nie."

    Skoro wysyłam dziecko do szkoły gdzie są sami najlepsi to jest duża szansa na to, że trafi się ktoś lepszy od mojego dziecka. Odnosząc to do pierwszego stwierdzenia o poziomie wiedzy i zyskiwaniu przez słabszych mamy wniosek że dziecko ma większe szanse że ktoś je pociągnie do góry. Skąd więc tak kategoryczne stwierdzenie że dziecko nie zyska?

  • Cyryl Pawel

    Oceniono 6 razy 4

    Po pierwsze za moment nastąpi rzeczywista segregacja - wróci selekcja do szkół średnich, co spowoduje, że ogólną edukację będą kontynuować dzieci pochodzące z domów, gdzie nauka jest w cenie, a tam gdzie stary ma we łbie tylko butelkę i piwa i mecz żużlowy będzie przyuczanie do zawodu. A to tam zagłosowano za dobrą zmianą, więc niech się lumpenproletariat oddzyndzoli.

    Po drugie
    "jeśli nie spotkają się w szkole, to niby gdzie mieliby się spotkać? Przecież tym bardziej nie spotkają się na rynku pracy"
    Jeśli mentownia będzie ściągać dziecko w dół w ramach socjalizacji, to istnieje ryzyko, że się spotkają, a wszystko co robimy dla swoich dzieci w okresie dojrzewania ma prowadzić do tego, żeby tego uniknąć.

    Zresztą eksperymentuj sobie Sadura na swoich dzieciach, od innych się odpitol.

    "Klasie średniej przyda się lekcja radzenia sobie z frustracją, tym bardziej, że jest jej coraz więcej w życiu, również politycznym."
    Klasa średnia sobie poradzi, w myśl "róbmy swoje" Młynarskiego. To robole będą miały przekichane.

    I jeszcze te brednie o testach PISA...

  • niskolatajacyninja

    Oceniono 6 razy 4

    A ja odwrotnie: wolę system, w którym szkoły próbują być względem siebie konkurencyjne i walczą o ucznia, którego nikt nie zmusza do jakiejś rejonizacji. Ale to może tylko ja, stary wolnorynkowy liberał, uczulony na wszelkiego typu komunistyczne równanie i ograniczanie wolności. Oferta edukacyjna powinna być zróżnicowana, a nie wyrównana, szkoły powinny mieć autentyczny bodziec do rozwoju, a nie "czy się stoi czy się leży, subwencja się należy". Zdawalność matur nie powinna być jak najwyższa (niezrozumiały dogmat wyznawany przez polityków i opinię publiczną), z podobnych względów z których zdawalność na prawo jazdy nie powinno być jak najwyższa. Zdolność do zdania matury powinna różnicować osoby nadające się do edukacji wyższej od pozostałych. Matura nie powinna być jakimś domyślnym i powszechnym zwieńczeniem edukacji. Powinna wiązać się z wysiłkiem, tak aby na podejście do niej decydowali się ci, którym będzie do czegoś potrzebna. Podobnie jak np. niektórzy tylko podchodzą do egzaminu na certyfikat z języka.

    Nasz system edukacji jest przyzwoity, ale rzekłbym, że obecnie zbyt egalitarny. Jego wodnistość szczególnie doskwiera na poziomie edukacji wyższej, przez którą przechodzi się równie miękko i płynnie jak przez gimnazjum. Wszystko stało się tak samo łatwe i tak samo trudne, do stopnia doktora włącznie. Efekt jest taki, że to 40-milionowe, względnie dobrze - na tle innych krajów - wykształcone społeczeństwo nie generuje noblistów, nie prowadzi badań, nie popycha ani siebie ani świata do przodu.

  • TheWierzbionek

    Oceniono 4 razy 4

    Ta lewuska już przeszła sama siebie. Pretensje ze ktoś kto ma kasę posyła dzieci do prywatnej szkoły zamiast w imię jakiejś ideologii trzymać w państwowym syfie?

  • z700

    Oceniono 8 razy 4

    Chodziłem do szkoły podstawowej rejonowej - takiej typowej w PRLowskim blokowisku. Miks społeczny pełną gębą. Jak wspominam szkołę - koszmar, najgorsze 8 lat mojego życia. Nie dlatego, że nie radziłem sobie z nauką, bo uczyłem się dobrze, aczkolwiek nie byłem kujonem. Nie umiałem się bić i nie brylowałem w owym czasie na lekcjach W-F, do tego byłem otoczony troskliwą opieką przez swoich rodziców, z rodziny zdecydowanie inteligenckiej, a że miałem rodzinę za granicą, to i ubrany chodziłem trochę lepiej. To wszystko sprawiło, że byłem non stop szykanowany przez innych, zwłaszcza tych z tego mixu, chodziłem z opuchniętą twarzą, byłem typowym chłopcem do bicia, miałem może 2 kolegów, głównie pochodzących z tej samej „klasy”. Poszedłem do liceum, jednego z najlepszych w mieście i tam problemy zakończyły się jak za dotknięciem różdżki - koleżanki i koledzy odnosili się do siebie z szacunkiem, nikomu do głowy by nie przyszło, żeby kogoś bić czy wyzywać, do szkoły się chciało chodzić, jedynym „problemem” był trudny program i bardzo wysoki poziom. Liceum wspominam z rozżewnieniem a przyjaźnie tam zawarte trwają do dziś. A swoich dręczycieli z podstawówki spotykałem później na kasie w sklepie, albo na ochronie w klubie. A wtedy nikt nie słyszał o mediach społecznościowych, zresztą konta na szajsbuku nie mam do dzisiejszego dnia.
    Nie wiem więc o jakich bąblach pan socjolog pisze i nie widzę żadnej korzyści z miksu społecznego. Dzisiaj mam syna w publicznej szkole, ale w dzielnicy, gdzie nie ma bloków, ani lokali komunalnych. Rodzice są normalni, każdemu zależy na dobru dzieci, z każdym się można dogadać, a przez 3 lata edukacji jedynym incydentem związanym z naruszeniem nietykalności syna był z udziałem dziecka z „miksu społecznego”, który w tej placówce jest zjawiskiem marginalnym.

  • zloty_cielec69

    Oceniono 6 razy 4

    po co szkoły?! perukarze, ogrodnicy, misiewicze, zapiszcie się do pic! nagrody murowane.

  • student_zebrak

    Oceniono 18 razy 4

    jeszcze jeden komuch, specjalista od inzynierii spolecznej.
    Sredniak popierajacy PO czy Nowoczesna ma sie zajac edukacja potomka rewolucjonisty z PiS.
    Wbrew twierdzeniom tego pana, wspolna szkola durniow i pilnych powoduje zniechecenie u pilnych. To oni sa kujonami. Dlaczego Kowlski ma sie zajmowac edukacja Maliniaka? Bo Maliniak kleczy od rana do nocy?

  • jednooki.pirat

    Oceniono 3 razy 3

    To trochę tak jak z "kupuj polskie produkty" - produkuj coś co mi będzie smakowało to będę kupować, nawet jeśli trochę przepłace. Chcecie, żeby klasa średnia posyłała dzieci do publicznych placówek? Niech one coś wnoszą w edukacje dziecka, bo często jest tak, że dziecko nic się nie uczy, a za to bardzo łatwo demoralizuje. Myślicie, że tym ludziom się chce dowozić dzieci rano na drugi koniec miasta, jak szkoła jest pod domem? Myślicie, że chętnie płacą czesne, które kosztuje tyle miesięcznie co pół raty kredytu za 80 metrowe mieszkanie? Myślicie, że ci normalniejsi chcą żeby ich dzieci uczyły się z dziećmi snobów, których wyznacznikiem pozycji jest stan konta rodziców?

  • hozajo

    Oceniono 3 razy 3

    po1. Jeżeli dziecko ma zdolności językowe i jest pracowite,i na dodatek chce się uczyć czegoś konkretnie albo gdzieś konkretnie to zbrodnią jest mu tego zabronić "bo mieszka nie w tym miejscu". To może zrejonizujmy pracę, jak ktoś mieszka na Siekierkach to może niech obowiązkowo pracuje w elektrociepłowni, ew w cementowni albo w przedsiębiorstwie zajmującym się odbiorem odpadów? mimo że byłby doskonałym specjalistą od czegośtam na Mordorze?
    Pracowitość i chęć do nauki powinna być nagradzana: nauką w tej szkole w której dziecko dobrze się czuje a nauczyciele się przykładają do pracy, a w przyszłości perspektywą dobrej pracy. poczuciem bezpieczeństwa. Rejonizacja w imię zasady i uziemienie dzieci w miernej szkole "bo tak" jest doskonale demotywujące i sprawi, że nikomu nic się nie będzie chciało. Bo po co się starać jeśli nie jestem w stanie wypracować sobie systemu bo ktoś ma taką ideologię.
    2. Komunikacja miejska jest o tyle nie doskonałym przykładem, że ona nie jest atrakcyjna dostatecznie. Ona będzie atrakcyjna jeśli staną się kilka rzeczy:
    1. autobusy będą jeździły 3 razy częściej i w miarę zwiększania się chętnych jeszcze częściej.
    2. komunikacja miejska w ogóle nie będzie stała w korkach
    3, wrócą autobusy dublujące linię metra (bo 1sza linia w godzinach szczytu już jest tak zatkana, że to se ne da, i musi być alternatywa gdy ktoś wpadnie na tory albo zostawi plecak na stacji, co ostatnio dzieje się często)
    4. wrócą autobusy które umożliwiają przejechanie z południowego zachodu na południowy wschód bez konieczności przesiadania się 3 razy.
    5. ZTM będzie wywalało z autobusu osoby śmierdzące
    6. spadną ceny biletów, bo chwilowo to nieraz bardziej się opłaca pojechać samochodem niż autobusem.
    Do zestawu powyższych marchewek należałoby dołączyć zestaw kijów. ale bez marchewek kije są represywne i niesprawiedliwe.

  • Pawel K Stuchly

    Oceniono 3 razy 3

    PRZESTAŃCIE MOLESTOWANIA DZIECI OBŁUDA RELIGIJNA TO ZACZNIEMY POSŁAĆ DZIECI DO SZKUL PUBLICZNYCH

  • lech2011

    Oceniono 3 razy 3

    Może powinny być dwa rodzaje szkół: takie, które stawiają na najgorszych (aby cokolwiek zrozumieli i jakoś przeszli szkołę) i te, ktore rozwijają zdolnych, bez obciążnia ich "ogonami" słabych ?
    Do lepszej szkoły powinni dostawać się najlepsi, a nie z najlepszych domów.
    Jeśli poziom będą wyznaczali najgorsi, to daleko, jako Polska, nie zajedziemy.

  • rattus-rattus

    Oceniono 3 razy 3

    Nie pretenduję do tzw. "kasy średniej", ale byłem zmuszony do korzystania ze szkoły prywatnej, mimo że nie jestem zwolennikiem takich rozwiązań. Ze względu na niski poziom szkoły rejonowej, spowodowany pochodzeniem społecznym dzieci, które tam uczęszczały.

  • japka_putina

    Oceniono 13 razy 3

    Cholera mnie bierze przy czytaniu takich kretynizmów pisanych pod z góry przyjętą tezę. Nie obchodzi mnie, czy mój dzieciak będzie siedział w ławce z dzieciakiem kasjerki z Biedronki, czy prezesa banku, ale czy szkoła jest dobra i bezpieczna. Gdyby mnie było stać na prywatne szkoły, to kryterium nie byłaby elitarność i pochodzenie społeczne uczniów, ale sensowność programów nauczania. Jeżeli mam ochotę uciekać ze szkoły publicznej, to nie przed synem kierowcy ciężarówki, ale przed polonistą, który postanowił dzieciakom wbić do głowy wszystkie kryteria podziału zdań podrzędnie złożonych, albo panią od przyrody, która wymaga pokazywania na mapie wszystkich rzeczek i przysiółków, jakie zmieściły się na mapie.

  • zulavdh

    Oceniono 3 razy 3

    Artykuł jest bez sensu, gdyż każdy rodzic, z każdej klasy społecznej, chce jak najlepiej dla swojego dziecka (chyba, że jest zwyrodnialcem). Zawsze tak było, jest i będzie.

  • drzebiedrzenierzewska

    Oceniono 5 razy 3

    "skłonność do ufania innym deklaruje zaledwie kilkanaście procent badanych. Średnia unijna jest prawie trzykrotnie wyższa" - Nie jest to kwestia "podziału klasowego". Po prostu Polak jeśli może, to oszuka. Bez względu na status społeczny czy wykształcenie, oszustwo i cwaniactwo jest genetyczną cechą większości naszych rodaków.

  • barka01

    Oceniono 3 razy 3

    Watszawa-Targówek, od 4o lat nie pobudowano żadnej szkoły.
    Nowe osiedla mnożą się jak mrówki.Dzieciak kończą lekcje po 17. Oddziały szkolne mieszczą się w okolicznych wynajmowanych przez gminę prywatnych budynkach. Warunki nauczania trudne.
    W takiej sytuacji nie dziw, że rodzice zwracają się ku szkołom prywatnym. Tu nie chodzi o przekrój społeczny a o poziom i jakość nauczania. .

  • owrank

    Oceniono 3 razy 3

    A Pan socjolog ma dzieci? W rejonowce syna blisko dwa lata był dzieciak przeniesiony z innej rejonowki (prawdopodobnie za karę) który terroryzowal pozostałe dzieciaki. Po roku odeszły pierwsze dzieci z jego powodu i teraz po czerwcu się znowu szykowaly się kolejne do odejścia ale na szczęście terrorysta znowu został gdzieś karnie przeniesiony

  • wujojano

    Oceniono 7 razy 3

    Forum jest dość homogeniczne, czemu jednak trudno się dziwić. Jak przekonać klasę średnią do mieszania się, skoro sam pan socjolog zauważa, że zyskują na tym tylko dzieci z klasy niższej i ewentualnie społeczeństwo jako całość, a te od klasy średniej co najwyżej DUŻO nie stracą? Jasne, że tylko siłą - ale to wydaje się przypominać rozwiązania z okresu podobno słusznie minionego.

    Pan socjolog zauważa szkodliwość likwidacji wcześniejszego obowiązku szkolnego i gimnazjów, co skutkuje późniejszym startem edukacyjnym i przedłużeniem zamknięcia dzieci z mniejszych miejscowości w ich lokalnych społecznościach. Milczeniem pomija jednak trend w aktualnej polityce oświatowej w kierunku ideologizacji edukacji. Tu zaś miks w szkołach publicznych zapewne zazwyczaj będzie sprzyjał większemu udziałowi rodziców popierających ten trend w kształtowaniu profilu wychowawczego szkoły. Co bogatszym "lemingom" więc nie pozostanie nic innego, niż poszukiwanie enklaw wolnych od niego poza edukacją publiczną.

  • absyntowy_profesor

    Oceniono 19 razy 3

    Boże, co za totalitarny bełkot. Rejonizacja, zakaz zmiany szkoły - PRL wraca. To właśnie brak konkurencji między szkołami i komunistyczny, scentralizowany model nauczania, w którym brak różnorodności jest największą jego bolączką.

  • maly_zlosliwiec

    Oceniono 9 razy 3

    Nie ma zlotego srodka. Osobiscie zaluje, ze mialam za duzo patologii dookola.
    Nie dosc, ze dzieci dokuczaly tym, ktorym sie chcialo uczyc, to jeszcze celowo robily wszystko, zeby obnizyc poziom. To bylo glupie i egoistyczne. Ale moja kolejna szkola, to byl dopiero numer.

    Nauczyciele w podobno elitarnej szkole, bardzo ale to bardzo faworyzowali biedniejszych ale niekoniecznie zdolniejszych ludzi. Autentycznie, zwichneli kilkanascie zyciorysow. Nazywali to wyrowaniem szans. Po prostu edukacja powinna byc zupelnie inna. Nie wiem jaka, ale zadne rozwiazanie nie jest dobre.

  • anty.polak

    Oceniono 15 razy 3

    Jaka korzysc bedzie miala moja corka z tego, ze bedzie chodzic do klasy z synem lokalnego obszczymurka?

  • a_figa

    Oceniono 2 razy 2

    Gdybym miała jeszcze raz z dziećmi wybierać szkołę ponadpodstawową, znów byłaby to jedna z lepszych. Nie czarujmy rzeczywistości - różnic w wykształceniu wyniesionym z domu nie zatrze się poprzez pomysły reprezentowane w artykule. Dziecko zawsze będzie szukać towarzystwa wśród podobnych sobie. Tak było, jest i będzie.

  • Gajoss X

    Oceniono 2 razy 2

    krótko i na temat:
    (wy, od których to zależy) zapewnijcie w szkole gminnej taki poziom nauczania i wychowania jak w szkołach prywatnych, to te ostatnie poupadają.
    A tymczasem jest jak jest; moja córka po roku w gminnej poszła do prywatnej. Różnicę nawet trudno opisać.

  • Zbigniew Dutkowski

    Oceniono 2 razy 2

    Naprawdę, mimo mojej wielkiej niechęci do pisu, mam dosyć gloryfikowania (także tu) amerykańskiej szkoły, szczególnie jak ktoś nie ma o tym pojęcia i zna ją tylko z filmów. Akurat poziom segregacji w USA to są absolutne wyżyny - nie tylko dlatego, że szkoły w biedniejszych dzielnicach, miejscowościach, a nawet poszczególnych stanach otrzymują dużo mniejsze środki, gorszych nauczycieli i brak tam "dobrych" dzieci, właśnie z powodu ucieczek ich rodziców w "lepsze" rejony lub do szkół prywatnych. Także dlatego, że powszechnie istnieje, w ramach jednej placówki, podział na przedmiotowe grupy o różnym poziomie zaawansowania oraz zdolności i trudno jest przeskoczyć z jednej do drugiej. W praktyce wygląda to tak (przykro mi, że brzmi rasistowsko, ale to stan rzeczy ), że w najlepszych i śrenich grupach są głównie biali i azjaci, w najgorszych dominują murzyni i latynosi. Narkotyki, alkohol, przemoc i stres są co najmniej na tym samym poziomie co w Polsce. Nie muszę dodawać, że przepaść edukacyjna się jeszcze powiększa, gdy dzieci bogatych rodziców idą na dobre (czyli wysoko płatne) studia. Wszystko w USA rozbija się o pieniądze. Dla porządku dodam, że spędziłem 5 lat w różnych publicznych amerykańskich szkołach w takim przeciętnym amerykańskim miasteczku - ani luksus, ani getto, duża różnorodność - więc wiem, co mówię...

  • j_p_salomonczyk

    Oceniono 2 razy 2

    Dzieci o różnym kapitale kulturowym ale i o różnych zdolnościach w jednej klasie wywołują upośledzenie możliwości rozwoju tych zdolniejszych. To nieprawda, że miks społeczny, kulturowy daje małe straty w rozwoju zdolniejszych dzieci. Jeśli w klasie są dzieci o różnych możliwościach to poziom lekcji dostosowuje się albo do tych słabszych albo do tych zdolniejszych. Zróżnicowane nauczanie to jest mit i ideologiczna bzdura. Tak się nie da! Każdy nauczyciel, który chciałby egzekwować właściwy poziom swych uczniów prędzej czy później zetrze się z dyrekcją, której zazwyczaj chodzi tylko o to by nie było repetentów i nieważne jest opanowanie programu, wiedzy, umiejętności itd. Ważne jest to by nikt nie miał do dyrekcji szkoły pretensji. Rodzice dzieci zdolniejszych szybko się uczą, że nie ma co się "kopać z koniem" i trzeba dzieci przenieść do szkół, które nie będą hamować ich rozwoju. Tak się składa, że świadomymi tego rodzicami są najczęściej ci z klasy średniej choć ja wolę zapomniane określenie - inteligencja. Dzieci z różnych środowisk mogą chodzić do jednej szkoły. Jednak pomysł mieszania dzieci o różnym poziomie zdolności w jednej klasie jest dyskryminacją dla tych zdolniejszych.
    To od czego trzeba zacząć to wymaganie wspierania zdolnych uczniów co najmniej na tym samym poziomie co tych niewyuczalnych.
    Post scriptum: Kiedyś pracowałem jako nauczyciel z tzw. wynikami.

  • aron2004

    Oceniono 6 razy 2

    W PRLu też byłea segregacja dzieci w podstawówkach tyle że nieoficjalna - za łapówki. KOmunizm ma tą wadę że jego nieodłączną cechą jest korupcja

  • sus231

    Oceniono 2 razy 2

    Problemem polskich szkół jest przekonanie, że każdego da się wykształcić i wychować. To jest utopia! Szkoły rejonowe, nauczyciele z tych szkół są całkowicie bezradni wobec patologii, która potrafi uprzykrzyć życie reszcie klasy i całkowicie uniemożliwia uczenie się na lekcji! Dochodzi nagminnie do przemocy, na którą nikt nie reaguje. Dopóki polskie szkolnictwo nie będzie miało systemu jak takie dzieci skutecznie okiełznać i w ostateczności przenieść do placówek specjalnych, zamożniejsi rodzice będą szukać alternatywy dla swoich pociech. Publiczne szkolnictwo jest bezradne wobec patologii i przemocy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX