Policja wtargnęła do domu dziennikarki z Trójki. Tłumaczenie na Twitterze obezwładnia

"Skoro w tym domu był podobno taki bałagan jak na melinie to ten wygląd uśpił ich czujność" - tak na oficjalnym koncie na Twitterze policja usprawiedliwiała omyłkowe wtargnięcie do domu dziennikarki. Teraz rzecznik formacji twierdzi, że wpis był pomyłką.

W środę wieczorem do mieszkania dziennikarki radiowej Trójki Anny Rokicińskiej wtargnęło sześcioro nieumundurowanych funkcjonariuszy: czterech mężczyzn i dwie kobiety. Jak opisuje dziennikarka Trójki, skuli ją w kajdanki na oczach dzieci. Zachowywali się obcesowo.

ZOBACZ TEŻ: Policja wtargnęła do domu dziennikarki Trójki. Trzy godziny później okazało się, że to pomyłka

Kiedy informacje na temat zdarzenia zaczęły pojawiać się mediach na oficjalnym twitterowym koncie policji pojawił się komentarz. Zauważyła go dziennikarka TVN24 Beata Biel. 

Strasznie słabe. Ta dziennikarka podkręca i robi show płacze, ale mimo wszystko przypuszczam, że niestety nasi policjanci mogli sobie na różne gadki

To dopiero początek. Dalej jest jeszcze bardziej kuriozalne zdanie: "Przypuszczam, że skoro w tym domu był podobno taki bałagan jak na melinie to ten wygląd uśpił ich czujność"      

Wpis już zniknął, a do sprawy odniósł się już rzecznik policji Mariusz Ciarka. 

"Osobiście przepraszam. To był komentarz użytkownika podany na nasz profil zupełnie OMYŁKOWO skopiowany dalej. „Złośliwość rzeczy martwych”. Nie powinno mieć to miejsca. Zamiast - zwracamy uwagę, aby tak nie pisać nawet w komentarzach skopiowało na profil. Natychmiast usunęliśmy" - napisał w komentarzu Mariusz Ciarka.

Dziennikarze jednak nie odpuszczali, ale Ciarka dalej tłumaczył, że wpis został skopiowany: "Zapewniam, że nie jest to stanowisko KWP w Radomiu czy KGP.
Niestety zostało tak pechowo skopiowane, podane omyłkowo dalej. Stało się. Przeprosiłem, wstyd."

Tłumaczenia Ciarki jednak na niewiele się zdały. Mało kto uwierzył w historię o "pechowym skopiowaniu" wpisu.

Policja: wszczęto dochodzenie

Co policjanci robili w domu dziennikarki? Okazuje się, że w tej samej miejscowości szukali kobiety o tym samym imieniu.

Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą realizują czynności w związku z toczącym się dochodzeniem w sprawie wyłudzeń kredytów na wielka skalę. Wytypowany został adres, gdzie miały znajdować się urządzenia mające służyć do popełniania tych przestępstw. Dlatego weszli pod ten adres
- tłumaczyła w rozmowie z Polskim Radiem Katarzyna Kucharska, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej w Radomiu.

Dodała, że funkcjonariusze działali tylko na podstawie polecenia przełożonych, a nie nakazu sądowego lub prokuratorskiego i tłumaczyła, że „okoliczności wskazywały na pilną potrzebę” przeszukania.

W sprawie wszczęto dochodzenie.

Jak podaje Polskie Radio, policjanci, którzy brali udział w przeszukaniu oraz ich przełożony przeprosili dziennikarkę.

Służby weszły na 'balkon grozy'. W mieszkaniu 10 tysięcy książek, robaki i brud [WIDEO]

Więcej o: