46 godzin siedział nagi, przywiązany do krzesła. Strażnicy śmiali się, gdy więzień umierał

36-letni Andrew Holland zmarł po niemal dwóch dobach, które spędził unieruchomiony na krześle. Nagranie przedstawiające agonię konającego mężczyzny ujrzało światło dzienne dopiero ponad rok po jego śmierci.

Mieszkaniec Kalifornii, 36-letni Andrew Holland od ponad 10 lat cierpiał ma schizofrenię i często lądował w więzieniu ze drobne przewinienia. 20 stycznia 2017 roku, po 15 miesiącach odbywania kary w samotnej celi, mężczyzna zaczął zadawać sobie rany. 

Wówczas został przeniesiony do tymczasowej celi, gdzie funkcjonariusze umieścili go na plastikowym krześle. Oprócz umocowania w krześle uniemożliwiającym jakikolwiek ruch, Holland miał na głowie specjalny kask. Więzień spędził w ten sposób 46 godzin. Przez cały ten czas Holland był nagi i nie mógł korzystać z toalety. Strażnicy co kilka godzin przychodzili poruszać jego kończynami i podać nieco wody i jedzenia. Poruszanie rękami i nogami miało zapobiec powstaniu zatoru.

Ostatnia godzina życia więźnia

22 stycznia, w związku z koniecznością posprzątania celi, Hollanda przeniesiono do pomieszczenia obok. Tam nie był już przywiązany do krzesła, a położony na podłodze. Nadal był nagi i miał do dyspozycji tylko koc. Więzień wił się po podłodze i miał trudności ze złapaniem oddechu. Ostatnie chwile jego życia strażnicy obserwowali zza szklanych drzwi. Weszli do pomieszczenia, gdy ten stracił przytomność i przestał się ruszać. 

Przed przyjazdem karetki, funkcjonariusze podjęli próbę przywrócenia więźniowi funkcji życiowych. Jednocześnie, gdy jedni prowadzili resuscytację, na nagraniu widać, że inni strażnicy się śmieją. Ratownicy nie byli w stanie go uratować. 

 

Przyczynę śmierci określono jako naturalną, Skrzeplina z lewej nogi miała przedostać się do lewego płuca. W nodze skrzeplina powstała przez to, że przez niemal dwie doby się nie ruszał.

Rodzina więźnia otrzymała w ubiegłym roku 5 mln dolarów zadośćuczynienia za śmierć Andrew Hollanda, jednak spraw wychodzi na jaw dopiero teraz, po tym jak lokalne media dotarły do zapisu monitoringu. 

Zmiana standardów czy zmiana przełożonego?

Szef policji w San Luis Obispo przekonuje, że wielokrotnie zwracał się do szpitala psychiatrycznego z prośbą o umieszczenie więźnia  na oddziale, ale wciąż otrzymywał odpowiedź odmowną, ze względu na brak miejsc. Zapewnia jednak, że mężczyzna był pod opieką lekarza. - Nie przywrócimy życie Andrew, ale zrobimy wszystko, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła - dodał. Jak dotąd udało się wprowadzić zakaz stosowania unieruchamiających krzeseł. 

Gdy taśma ujrzała światło dzienne, społeczność San Liuis Opispo wyszła na ulice, by domagać się pociągnięcia do odpowiedzialność osób, które doprowadziły do śmierci więźnia, a także rezygnacji szefa miejscowej policji. Wśród demonstrujących była burmistrz miasta. 

Więcej o: