Gosiewska o przyczynach katastrofy: W Smoleńsku musiało dojść do potężnych eksplozji

Logiczne myślenie wskazuje na to, że w Smoleńsku musiało dojść do potężnych eksplozji, które ten ogromny samolot rozczłonkowały na tysiące drobnych elementów - uważa Małgorzata Gosiewska.

Wdowa po Przemysławie Gosiewskim, który zginął w katastrofie smoleńskiej była "Gościem Wydarzeń" w Polsat News w przeddzień kolejnej miesięcznicy smoleńskiej. Według niej na temat przyczyn katastrofy prezydenckiej maszyny dużo już wiadomo i ta wiedza nie ma nic wspólnego z wcześniejszymi ustaleniami komisji, która ją badała. - Wystarczy tylko pomyśleć logicznie; nie jest możliwe, aby jak mówią Rosjanie i komisja Jerzego Millera, samolot, który podchodził do lądowania, który upadł rzekomo z kilkunastu metrów, w taki sposób mógł wyglądać - mówiła europosłanka PiS

- Myślę, że nawet logiczne myślenie wskazuje na to, że w Smoleńsku musiało dojść do potężnych eksplozji, które ten ogromny samolot rozczłonkowały na tysiące drobnych elementów. Od początku była ogromna, kłamliwa propaganda, również medialna, która ludziom wmówiła, że to był zwykły wypadek lotniczy - podkeśliła

Bardzo dobrze, że będą pomniki

Gosiewska odniosła się też do planów budowy pomnika ofiar katastrofy na Pl. Piłsudskiego. Według niej "to bardzo dobre rozwiązanie". I dobrze się stało, że szybka decyzja MSWiA o przejęciu placu od miasta, a później przekazaniu go w zarząd wojewody to umożliwiła. - Gdybyśmy chcieli konsultować się z PO rządzącą Warszawą, to ten pomnik nigdy by nie powstał - stwierdziła Gosiewska. Nie obawia się protestów, bo większość osób zgadza się z tym, że ofiary katastrofy zasługują na pamięć. - Chyba, że będą to kolejne zorganizowane, sterowane protesty. Tak, jak to było przed Pałacem Prezydenckim, protest przeciwko krzyżowi. Podejrzewam, że takie grupy mogą się znaleźć - dodała.

Prawo i Sprawiedliwość rządzi już dwa lata, ale wrak Tupolewa dalej jest w Rosji