Wydawca "Wprost" zbiera na wyprawę po Mackiewicza. "To niepotrzebne emocje"

Michał M. Lisiecki, wydawca tygodnika "Wprost", zachęca do wpłat pieniędzy na akcję ratowniczą na Nanga Parbat, która miałaby wyruszyć po himalaistę Tomasza Mackiewicza. Lisiecki sugeruje w publicznych wypowiedziach, że Mackiewicz nadal żyje. Himalaiści studzą emocje.

"Nie spoczniemy do czasu ustalenia dowodu życia lub śmierci Tomka Mackiewicza, Himalaisty, Polaka, pozostawionego na Naga Parbat na wysokości 7200 m n.p.m." - grafikę z takim napisem publikuje na swoim profilu na Twitterze Michał M. Lisiecki, wydawca tygodnika "Wprost". Biznesmen zachęca do wpłat, które wsparłyby akcję ratunkową #TomekMackiewicz43.

źródło: twitter.com/lisieckimichal

Polskim himalaistom mimo podjętych prób nie udało się dotrzeć do Mackiewicza. Uratowano natomiast Francuzkę Elisabeth Revol, która sama ruszyła w drogę powrotną.

"Fundacja Tygodnika „Wprost”, która zbierała i zbiera nadal środki na ratowanie Tomasza Mackiewicza i pomoc jego rodzinie, rozliczy się transparentnie z każdej przekazanej złotówki. Jeżeli środki nie będą wykorzystane, zostaną zwrócone darczyńcom" - czytamy w oświadczeniu PMPG Polskie Media SA, spółki wydającej m.in. tygodnik "Wprost".

"Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem, a umiera zawsze ostatnia!" - zachęcał Lisiecki na profilu na Facebooku.

Eksperci: Tomasz Mackiewicz nie żyje

Propozycje organizacji ponownej akcji ratunkowej krytykują himalaiści i lekarze. Podkreślają, że Tomasz Mackiewicz umarł na Nanga Parbat.

Na profilu "Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera" na Facebooku ukazała się opinia Roberta Szymczaka, lekarza, który konsultował zimową wyprawę na K2.

"Dziś (2018.02.02) mija tydzień od momentu, kiedy Tomasz Mackiewicz ostatni raz widziany był przez Elisabeth Revol. Przebywał wtedy na wysokości 7280m, w szczelinie lodowca, miał wtedy zaburzenia świadomości, nie był w stanie samodzielnie schodzić. Z medycznego punktu widzenia nie jest prawdopodobne by jeszcze żył. Prawdopodobnie zmarł w wyniku deterioracji wysokościowej – wycieńczenia wysokością na co składają się przede wszystkim niedotlenienie wysokościowe, wychłodzenie organizmu oraz odwodnienie" - napisał Szymczak.

Dodał, że "organizowanie ponownej akcji ratunkowej nie ma racji bytu i byłoby niepotrzebnym i nieuzasadnionym narażaniem członków ekipy ratunkowej na zagrożenia zdrowia i życia związane z pobytem na wysokościach ekstremalnych w sezonie zimowym".

- Nie ma szansy, by Tomasz Mackiewicz żył. Żadne wyprawy nic nie dadzą. To rozbudzanie niepotrzebnych emocji i nadziei rodziny - mówi w rozmowie z Press.pl himalaista Jerzy Natkański. 

- Mówienie ludziom, że Mackiewicz żyje i można go uratować, jest jak opowieści o tym, że ktoś spaceruje po Księżycu bez skafandra i tlenu - komentuje z kolei himalaista Jacek Berbeka.

MSZ o zakończeniu akcji ratowniczej na Nanga Parbat

"Wobec sygnałów o kontynuacji akcji ratowniczej na #NangaParbat informujemy, że zgodnie z rekomendacją #PZA, w związku z brakiem podstaw dla dalszej akcji oraz ryzykiem dla ew. ratowników, działania #MSZ w tym zakresie zostały zakończone" - napisano w komunikacie, który pojawił się na oficjalnym koncie naszego MSZ.

Nanga Parbat. Akcja ratunkowa

Zespół polskich himalaistów, który wcześniej działał na K2, uratował na Nanga Parbat Francuzkę Elisabeth Revol, która skrajnie wycieńczona utknęła na wysokości ponad 6 tysięcy metrów nad poziomem morza, próbując schodzić w dół mimo odmrożonych rąk i nóg.

Ratownikom nie udało się dotrzeć do jej partnera wspinaczkowego Tomasza Mackiewicza, który po zdobyciu Nanga Parbat stracił siły, nabawił się ślepoty śnieżnej, odmrożeń i nie był w stanie zejść z wysokości ponad 7 tysięcy metrów nad poziomem morza.

W akcji uczestniczyli członkowie narodowej zimowej wyprawy na K2 - Adam Bielecki, Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala. Himalaiści, wyposażeni w sprzęt wspinaczkowy i pełny ekwipunek zostali przetransportowani helikopterem z bazy pod K2 do miejscowości Skardu, a później odlecieli w kierunku Nanga Parbat. Ostatecznie ekipie ratunkowej udało się dokonać desantu na wysokości około 4900 metrów na poziomie morza, w okolicy obozu pierwszego.

Najlepiej zaaklimatyzowani himalaiści - Adam Bielecki i Denis Urubko, o około 17.30 czasu miejscowego zaczęli wspinaczkę drogą Kinshofera. Jednocześnie w okolicy miejsca desantu Jarosław Botor i Piotr Tomala rozbili obóz pierwszy.

Revol uratowana, bez szans dla Mackiewicza

Około godz. 2 w nocy Bielecki i Urubko, po pokonaniu 1100 metrów w górę, nawiązali kontakt z Elisabeth Revol na wysokości około 6100 metrów nad poziomem morza. Natychmiast udzielili jej pomocy, podając ciepłe płyny i leki.

Francuzka przekazała ratownikom informacje na temat Tomasza Mackiewicza, którego, po zejściu ze szczytu, pozostawiła w szczelinie lub namiocie na wysokości około 7280 metrów nad poziomem morza. Według Revol Mackiewicz był w ciężkim stanie: miał odmrożoną twarz i kończyny, zapadł na ślepotę śnieżną, nie mógł się sam poruszać i nie było z nim kontaktu.

Po uzyskaniu tych informacji i po konsultacji radiowej i telefonicznej zespół ratunkowy odstąpił od próby dotarcia do Tomasza Mackiewicza i skoncentrował się na ratowaniu zdrowia i życia Elisabeth Revol. Himalaiści zdecydowali się na biwak, przy silnym wietrze i temperaturze na poziomie -35 stopni Celsjusza.

Po czterech godzinach Bielecki i Urubko opuścili Francuzkę na linach do podstawy ściany. Później helikoptery zabrały polski zespół spod Nanga Parbat. Francuzka trafiła do szpitala w Islamabadzie, ratownicy wrócili do Skardu. Cała akcja trwała 28 godzin.

Himalaje to nie tylko piękne szczyty. Wspinacze wysokogórscy zostawiają za sobą góry śmieci