Szli na Kasprowy Wierch w jeansach, adidasach i po alkoholu. "Raz się żyje". Mamy relację

Nieodpowiednio ubrani, przemoknięci i pod wpływem alkoholu - z takimi turystami spotkali się w górach miłośnicy Tatr i fotografowie Rafał Raczyński i Łukasz Mucha. Opisują sytuację w relacji przesłanej Gazeta.pl.

Do opisywanej przez Rafała Raczyński i Łukasza Muchę sytuacji doszło w sobotę ok. godz. 15.30 na trasie prowadzącej na Kasprowy Wierch.

"Tuż przed szczytem spotkaliśmy jednego "turystę", który podążał na Kasprowy Wierch w adidasach. Po 20 minutach spotykamy kolejne cztery osoby, również zmierzające w kierunku szczytu. O ile dziewczyny miały jeszcze "jakieś" obuwie zimowe, tzn. za kostkę, o tyle chłopaki podchodzili w adidasach, ubrani w spodnie jeansowe, praktycznie mokre już po kolana"

- relacjonują Raczyński i Mucha.

Turyści mieli powiedzieć mężczyznom, że idą na Kasprowy Wierch, a na dół zamierzają zjechać kolejką. Ta jednak działała do godz. 16, chociaż turyści byli przekonani, że będzie kursowała do 20.

"Zaproponowaliśmy, że sprowadzimy ich na dół, bo zaraz będzie ciemno, pojawiła się bardzo gęsta mgła i w takim stanie za chwilę przemarzną. Dziewczyny powiedziały, że schodzą, natomiast z chłopakami mieliśmy większy problem, bo zakomunikowali, że muszą "stanąć na szczycie", a jest im bardzo gorąco (jak się okazało później, byli pod wpływem alkoholu)"

- opisują fotografowie.

Turyści: Raz się żyje

Jeden z chłopaków zdecydował się zejść z mężczyznami, drugi czekał na trzeciego, który schodził z góry.

"Po około 30 minutach dotarli do nas. Po krótkiej wymianie zdań przekazali nam informację, że "raz się żyje". My na to, że gdyby cokolwiek się stało, przez takiego typa jak on na akcję ratunkową musi wyruszyć wielu ratowników"

- dodają Raczyński i Mucha.

Cała grupa dotarła bezpiecznie do Kuźnic.

"Dziewczyny usłyszały na koniec tylko, że to przez nie nie weszli na szczyt, że są od spaghetti i następnym razem nigdzie w Tatry z nimi nie pójdą. Fakt, mogliśmy przejść obojętnie i zostawić towarzystwo, ale kto wie, jakby się to dla nich skończyło" -

podsumowują mężczyźni.

Więcej o: