Syn żołnierza wyklętego żąda odszkodowania. Świadek: "Żałuję, że nie zabiłem sk***ysyna"

Józef Kuraś to jeden z najsłynniejszych żołnierzy wyklętych. Od lat trwa wokół niego spór - oficjele mówią o jego wielkim bohaterstwie, leciwi Podhalanie zaś o zbrodniach na cywilach. Żyjący świadkowie do dziś dokładnie pamiętają spotkania z "Ogniem".

Pod koniec listopada ruszył proces, który państwu polskiemu wytoczył syn Józefa Kurasia "Ognia", dowódcy partyzanckiego z czasów wojennych i powojennych. Zbigniew Kuraś domaga się miliona złotych odszkodowania za krzywdy, jakie spotkały jego ojca i rodzinę ze strony komunistycznych władz PRL-u. Zbigniew Kuraś mówi, że jego ojciec jest bohaterem narodowym i chce też zasądzenia kwoty 50 tysięcy złotych na jego upamiętnienie.

"Ogień" - bohater czy morderca?

Józef Kuraś pseudonim "Ogień" był m.in. żołnierzem Wojska Polskiego i Armii Krajowej, współpracował też z Armią Ludową. Po II wojnie światowej organizował Milicję Obywatelską, potem był w Urzędzie Bezpieczeństwa, następnie zdezerterował i przeszedł do podziemia. Był jednym z najsłynniejszych dowódców podziemia antykomunistycznego w Polsce.

Działania "Ognia" i jego podkomendnych to temat, który od lat budzi wiele sporów. Ogniowców oskarża się bowiem o mordy na Żydach oraz zbrodnie i grabieże dokonywane na słowackiej ludności Spisza i Orawy. Nie zaprzecza temu nawet oficjalna broszura Instytutu Pamięci Narodowej. Znajdziemy tam jednak okrągłe zdania o tym, że "w każdym dużym oddziale partyzanckim zdarzało się, że część partyzantów ulegała demoralizacji".

O stosunku Kurasia do ludności żydowskiej czytamy zaś, że po wojnie funkcjonował "stereotyp tzw. żydokomuny".

Testament podhalańskich AKowców

Przed laty obszerny artykuł na temat "Ognia" został opublikowany w "Przeglądzie". Możemy tam przeczytać o tym, jak w 1990 roku ośmiu byłych żołnierzy Armii Krajowej sporządziło "Testament podhalańskich AKowców", w którym spisali "potworne i ohydne zbrodnie" popełnione przez "Ognia" i jego ludzi. Do najbardziej drastycznych i niczym nie usprawiedliwionych należy powieszenie na słupie telegraficznym ciężarnej Katarzyny Kościelnej za to, że nazwała "Ognia" bandytą, czy wielokrotne zgwałcenie i zastrzelenie wezwanej kobiety.

Podhalańscy AKowcy przysięgli na biblię, że ich wspomnienia są zgodne z prawdą i zdeponowali dokument u proboszcza nowotarskiej parafii. Po śmierci księdza oryginał pisma zniknął z kościoła. Byli żołnierze do końca życia protestowali przeciwko gloryfikacji Kurasia. Protestuje również słowacki odpowiednik IPN-u. Historycy naszych sąsiadów przekonują, że "Ogień" był zwolennikiem czystek etnicznych. Chciał Polski bez Słowaków, Rusinów i Żydów, więc terroryzował, zabijał i okradał ludność na pograniczu. Po latach został jednak szlachetnym bohaterem, wzorem dla polskiego wojska.

Zbyt pijany, by zastrzelić

Do sprawy, w związku z pozwem Zbigniewa Kurasia, powraca serwis NaTemat. Dziennikarz dotarł do żyjących świadków zbrodni popełnianych przez ogniowców w okolicach Nowego Targu . 

- Chciałabym umrzeć. Zapomnieć już. Nie bać się. Nie mieć przed oczyma widoku pistoletu - mówi Maria Mroszczak z Waksmundu. Do domu, w którym mieszkała, "Ogień" wpadł w poszukiwaniu jej matki, którą podejrzewano o donos do UB. 13-latkę uratowało to, że Kuraś był kompletnie pijany i choć mierzył do niej, to nie strzelił, tylko padł na stojące obok łóżko.

Jej mąż Władysław wspomina z kolei koszmarny widok rzędów pomordowanych Żydów, których zatrzymano w drodze do Palestyny. Władysław widział to zdarzenie jako młody chłopak. Franciszek Brodowski z Nowej Białej opisał dzień, w którym ogniowcy wpadli do wsi - zabierali inwentarz, a później zaczęli bić. Również jego, wówczas 9-letniego chłopca. Zabrali ze sobą też ludzi, których zwłoki znaleziono rok później w błocie, przy obozie "Ognia".

Żałował, że nie wykonał wyroku

W tekście przytoczono też relację Stanisława Rokickiego, zięcia Władysława Zagardowicza "Kukułki", który miał ponoć wykonać wyrok na Kurasiu. Przed laty ulitował się nad "Ogniem", ponieważ on również przeżył tragedię - zabito mu żonę, syna i ojca oraz spalono dom.

Jedyną rzeczą, której mój teść żałował w swoim życiu, to powtarzał: - Żałuję, że nie wykonałem wyroku. Nie zabiłem tego sk***ysyna

- zdradził Rokicki. Jego teść był swego czasu przesłuchiwany przez Kurasia, który przez pewien czas po wojnie był szefem nowotarskiego UB. Kilka lat później znów natknął się na "Ognia", który tym razem namawiał go do przystąpienia do oddziału. - Teść się tylko uśmiechnął i poszedł dalej. Gdy się trochę oddalił za plecami, usłyszał wystrzał. Przeżył, bo kula odbiła się od łopaty, którą teść niósł na plecach - opowiedział Rokicki.

Żołnierze Wyklęci to bardzo szerokie pojęcie. Kim byli i o co walczyli?

Więcej o: