Tadeusz G. był uczynny i zżyty z rodziną. Ale miał też drugie życie, w którym zabił 18 osób

Przez kilkanaście lat pozostawał bezkarny, choć popełniał kolejne morderstwa. Łącznie plantator truskawek spod Kielc zabił co najmniej 18 osób.

Tadeusz G., plantator truskawek z Górna pod Kielcami, wpadł w 2007 roku, krótko po dokonaniu ostatniej zbrodni. Było to jedno z licznych morderstw właścicieli kantorów, których G. i jego szajka dokonywali w latach 2005-2007 - w Kraśniku, Sosnowcu, Tarnowie, Piotrkowie Trybunalskim, Ostrowie, Przeworsku... Na jaw wychodziły kolejne zabójstwa plantatora - z początku lat 90. i lat 1997-1999 - opisuje kielecka 'Gazeta Wyborcza".

Namierzony przez kartę SIM

Na gang "Truskawy" - jak mówią na niego w więzieniu - natrafiono dzięki badaniu danych telekomunikacyjnych, w tym połączeń i logowań. Karta SIM, z której dzwoniono do sprawców ostatniego zabójstwa, została znaleziona między brudnymi ubraniami w łazience Tadeusza G. On sam był raczej mózgiem operacji niż wykonawcą - strzelał m.in. rusznikarz Jacek P., który szybko zdecydował się na współpracę z policją i opowiedział o szczegółach zbrodni.

To również dzięki zeznaniom Jacka P. udało się oskarżyć plantatora o wcześniejsze zabójstwa. Rusznikarz przerabiał dla niego broń, która mogła posłużyć do zabójstwa Ukraińców w 1991 roku. Młoda kobieta została brutalnie pobita, zgwałcona i zastrzelona. Materiał genetyczny pobrany z nasienia wskazywał, że gwałcił m.in. Tadeusz G.

"Truskawa" został oskarżony również o liczne morderstwa z lat 1997-1999, których dokonywano w okolicach Kielc. Motywem zabójstw były „rozliczenia finansowe, zazdrość czy wyeliminowanie konkurencji handlowej”.

"Istota, która nie czuje nic"

Prowadzący sprawę Tadeusza G. sędzia Adam Kabziński przyznał, że zajmował się najokropniejszymi zbrodniami i za każdym razem pojawiał się "jakiś spontaniczny fragment odczuwania". - Nawet złego, bestialskiego, ale odczuwania. Natomiast Tadeusz G. to według mnie istota, która nie czuje nic - uważa sędzia.

Śledczy od żony G. dowiedzą się, że zabójca jest "dobrą osobą”, także dla niej i dwóch synów, a sąsiedzi powiedzą, że jest niekonfliktowy, uczynny i bardzo zżyty z rodziną.

Jedna z osób, do której dotarli dziennikarze "Wyborczej" uważa, że mieszkańcy Górna kryją G., bo ten "nie działał w próżni", a nie wszyscy winni zostali oskarżeni. Pojawia się nawet podejrzenie, że "działał pod parasolem ochronnym policji".

Cały reportaż przeczytaj na kielce.wyborcza.pl >>>

Więcej o: