Ekspert Ministerstwa Rozwoju nazwał studentki "ździrami". Jest odpowiedź resortu

"Roszczeniowe ździry" - tak ekspert Ministerstwa Rozwoju nazwał w sieci studentki jednego z wydziałów Uniwersytetu Warszawskiego. Resort wie już o sprawie i zapowiada "konsekwencje służbowe" wobec pracownika.

Awantura rozpoczęła się od listopadowych targów pracy na wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW. W trakcie imprezy na uniwersytecie pojawiła się ubrana w skąpy strój kobieta, która reklamowała turniej gier komputerowych.

Nie spodobało się to jednej ze studentek, która w anonimowym mailu do dziekana wyraziła swoje zdanie na ten temat. Za jej zgodą wiadomość trafiła potem na wewnętrzną listę mailingową.

W niedługim czasie dyskusja o całej sprawie wywiązała się także na zamkniętej grupie na Facebooku. Studenci spierali się między sobą o uprzedmiotowienie kobiet, kiedy w pewnym momencie całe zamieszanie zdecydował się podsumować Mateusz Szetela - jak sam się przedstawia - ekspert zatrudniony w Ministerstwie Rozwoju:

To bardzo silny sygnał, aby nie zatrudniać lasek po mimie (Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW - red.).
Umiejętności twarde to nie wszystko, a to pokazuje, że jeżeli chodzi o kijwdupizm to studentki mimu nie ustępują kanadyjskim feministkom.
Takie roszczeniowe ździry potrafią rozwalić najlepiej funkcjonujący zespół (pisownia oryginalna)

- napisał Szetela, czym wywołał niemałą konsternację wśród komentujących. Jego wpis zamieścił na Twitterze m.in. dziennikarz Patryk Chilewicz.

"Będą konsekwencje służbowe"

W środę informację o zatrudnieniu Szeteli w Ministerstwie Rozwoju potwierdził nam sam resort. W przesłanej do Gazeta.pl odpowiedzi ministerstwo tłumaczy, że wspomniana wypowiedź to "wyraz jego prywatnych poglądów". Ale resort nie umywa rąk.

Ministerstwo Rozwoju jednoznacznie potępia tę wypowiedź i uważa ją za nieprzemyślaną i obraźliwą. W związku z zaistniałą sytuacją, w stosunku do Mateusza Szeteli zostaną wyciągnięte odpowiednie konsekwencje służbowe

- informuje resort Mateusza Morawieckiego. Dodano, że Szetela jest "tymczasowym pracownikiem" resortu, gdzie wykonuje prace analityczne w Departamencie Inwestycji i Rozwoju na stanowisku eksperta.

Zgodnie z naszą wiedzą, Mateusz Szetela jeszcze wczoraj przeprosił za użyte sformułowania i przyznał się do błędu na tym samym portalu społecznościowym, na którym napisał swój pierwotny komentarz

- dodało Ministerstwo Rozwoju.

Rasistowskie hasła, race i zatrzymania. 11 listopada w Warszawie

Więcej o: