"Mówił na to polowanie, celebrował". Pomorska policja zdradza tajemnice seryjnego złodzieja zwłok

Na zatrzymanie tego człowieka będzie trzeba wynająć autokar, bo tylu policjantów chciało pojechać na tę akcję - żartowali mundurowi. Nie bez powodu. W całej Europie nie było wcześniej podobnej sprawy - mówią.

Do jego zatrzymania policja stworzyła specjalną grupę. Wybrano do niej policjantów, którzy się wczuli, starali się wejść w tok myślenia sprawcy. Nie było to łatwe, bo - jak sami mówili - logicznego powodu ten człowiek nie miał. Chodziło przecież o kradzieże zwłok z cmentarzy, trwający przez lata proceder, nie mający nic wspólnego z kradzieżami.

Tę sprawę szerzej opisywaliśmy TUTAJ >>>

Teraz na jaw wychodzą kolejne szczegóły. Policjanci, którzy brali udział w długim śledztwie, ujawniają jego kulisy. 

Udawał się na polowanie. Tak to określał. Było to przez niego jakby celebrowane. Pod koniec staraliśmy się już myśleć podobnie jak on. Nasze czynności też nazywaliśmy polowaniem, tylko, że na sprawcę tych przestępstw

- zdradza reporterowi RMF FM komisarz Krzysztof Hejmowski. 

Gdy pierwszy raz stwierdziłam, że porusza się pieszo, nikt w to nie wierzył

- mówi dziennikarzowi radia inspektor Ewa Pachura. Jej przypuszczenia potwierdziło śledztwo. Policjanci odkryli, że sprawca szedł nawet kilkadziesiąt kilometrów na miejsce kradzieży zwłok.

Korzystał z mediów. Śledczy znaleźli wydruki artykułów, w których opisana była działalność złodzieja zwłok. Prowadził też zapiski, gdzie odnotowywał dosłownie wszystko, co zdarzyło się danego dnia, w tym także przygotowania do przestępstw, nieudane próby, ich powody - dowiadujemy się z wywiadu. 

Litery układają się we fragmenty Ewangelii?

W długiej rozmowie z funkcjonariuszami, jaką przeprowadził dziennikarz RMF-ki, jest też jeden bardzo tajemniczy wątek, jak z filmu. Jeden z policjantów operacyjnych zdradza, że policja korzystała z pomocy naukowca, który badał tablice z grobów, z których wykradziono zwłoki. Odkrył niesamowitą rzecz. Otóż z badań wynikało, że litery układały się w wersety z Ewangelii św. Jana.

Na razie jednak policja jest ostrożna w wyciąganiu wniosków. Jak mówią, nie potwierdzili w 100 proc., że sprawca korzystał z Pisma Świętego.

Kim jest podejrzany?

Podejrzany o serię kradzieży zwłok z pomorskich cmentarzy jest 54-letni mieszkaniec Gdańska, były milicjant. Nie był wcześniej notowany, normalnie pracował. Nie miał żony ani dzieci. Policjanci po jego zatrzymaniu określili, że prowadził "wędrowny" tryb życia, dużo poruszał się pieszo.

Mężczyzna został zatrzymany w lesie niedaleko cmentarza Srebrzysko, w asyście pomorskich antyterrorystów. Funkcjonariusze wiedzieli, że może być niebezpieczny. Okazało się, że miał przy sobie wojskowe noże. Podobno był bardzo zaskoczony, ale nie stawiał oporu. Według nieoficjalnych informacji mógł działać nawet kilkanaście lat. Śledztwo trwa nadal.

Więcej o: