Niemcy wyjaśniają słowa minister, a MON swoje. "Nie przyjmujemy tłumaczeń do wiadomości"

MON "nie przyjmuje do wiadomości" tłumaczeń ambasady Niemiec w sprawie słów minister Ursuli von der Leyen. Choć słowa zostały wyrwane z kontekstu, rzeczniczka resortu wyjaśniła na 42-sekundowej konferencji, że była to wypowiedź "niedopuszczalna".

Przez blisko pół godziny attache wojskowy ambasady Niemiec próbował wytłumaczyć wiceszefowi MON sens słów szefowej niemieckiego resortu obrony, która mówiła o wspieraniu opozycji w Polsce. Ambasada Niemiec kilkakrotnie w ostatnich dniach zwracała uwagę, że wypowiedź minister została wyrwana z kontekstu. 

Kiedy wydawało się, że konflikt został załagodzony, rzeczniczka ministerstwa zwołała krótką, dokładnie 42-sekundową konferencję. Major Anna Pęzioł-Wójtowicz powiedziała mediom:

Attache obrony Niemiec podczas dzisiejszego spotkania z dyrektorem departamentu wojskowych spraw zagranicznych powtórzył stanowisko dyplomacji niemieckiej, iż słowa pani minister zostały wyrwane z kontekstu. W tej sytuacji ministerstwo obrony narodowej nie może przyjąć tych wyjaśnień do wiadomości. MON uważa, że jest niedopuszczalnym, iż minister państwa, członka sojuszu północnoatlantyckiego pochwala, wzywa obywateli drugiego państwa do działań antyrządowych.

Co dokładnie powiedziała niemiecka minister obrony?

Ursula von der Leyen kilka dni temu była gościem talk show w niemieckiej telewizji publicznej ZDF. W pewnym momencie prowadząca program zadała minister obrony następujące pytanie:

Czy mieszkańcy Europy Wschodniej w ogóle poczuwają się do zjednoczonej Europy? A może raczej są fanami NATO, bo wspólnie z NATO można walczyć z Putinem?

Oto odpowiedź Ursuli von der Leyen. Zamieszczamy ją w całości:

Chciałabym wesprzeć wschodnioeuropejskie kraje. Po pierwsze, trzeba wziąć pod uwagę, ile na siebie wzięły kraje bałtyckie, by cieszyć się wolnością, by zostać członkiem Unii Europejskiej, by spełnić kryteria strefy euro. Na jaki wysiłek musiała się zdobyć Polska, by dzięki "Solidarności" odgrywać przywódczą rolę.Chcę wesprzeć te kraje, byśmy zbyt łatwo nie postawili na nich krzyżyka. Mamy do dyspozycji fantastyczny instrument wymian studenckich, Erasmusa. Moje dzieci studiowały w Polsce właśnie wtedy, gdy władze objął nowy rząd. Zdrowy, demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce trzeba wspierać. Naszym zadaniem jest też utrzymywanie dyskursu, spieranie się z Polską, z Węgrami.To zawsze była siła Europy i dlatego nie jestem zdania, że Unia Europejska powinna iść do przodu w małych grupkach, ale zawsze trzeba próbować "brać Europę razem"