Pietrzak minął się z prawdą w felietonie. Informacji nie weryfikował, bo "boi się tylko Boga"

Jan Pietrzak zarzucił lokalnej gazecie, że zwolniła dziennikarza, który napisał o jego występie w Opolu. Jak podaje "Press", bard nieprawdziwe informacje zaczerpnął z anonimowego maila i nie zweryfikował ich, bo "niczego się nie boi".

Choć od koncertu w Opolu minęły już niemal dwa miesiące, Jan Pietrzak zdaje się nadal ubolewać nad jego niską frekwencją. Napisał felieton do tygodnika "Sieci Prawdy", w którym zarzucił redakcji "Nowej Trybuny Opolskiej", że zwolniła i przychylnego mu dziennikarza. Zbigniew Górniak na łamach "NTO" pisał, że festiwal został upolityczniony i krytykował media, które odnotowały pustki podczas występu (widownia miała zostać "obfotografowana tak namiętnie, jakby to było wyrzucone na brzeg syryjskie dziecko"). 

Pietrzak w swoim tekście stwierdził, że Górniak został "wyrzucony z pracy" i "traci środki utrzymania". Informacje prostuje poniekąd sam Górniak, który przyznaje, że sam zerwał współpracę z gazetą, bo po felietonie o Pietrzaku zamknięto mu bloga i stracił felieton w drukowanym wydaniu pisma. Wyjaśnia również, że środków do życia nie stracił, bo od półtora roku jest dyrektorem programu Radia Opole - informuje "Press"

Redakcja "Pressa" skontaktowała się także z naczelnym "NTO", który dodaje, że Górniak nie mógł zostać zwolniony, bo nie pracuje tam już od 12 lat, a swoje felietony przeniósł do publicznego radia, w którym pobiera dyrektorską pensję. Co na to Pietrzak? Tłumaczył, że informacje, na podstawie których napisał felieton, otrzymał w anonimowym mailu. - Nie weryfikowałem tych informacji. Niczego się nie boję, tylko Boga się boję - kwituje.

Występ Pietrzaka w Opolu

To nawet nie były polityczne aluzje. Peanów na cześć PiS w wykonaniu Jan Pietrzaka nie wytrzymała publiczność festiwalu piosenki w Opolu. Im dłużej trwał benefis, tym bardziej widownia amfiteatru świeciła pustkami. Widowisko z loży VIP śledził prezes TVP Jacek Kurski, ale - jak relacjonowała opolska "Gazeta Wyborcza" - częściej niż na scenę zerkał na smartfona.

Bard po koncercie zrzucał braki frekwencyjne na pogodę i... "Gazetę Wyborczą", która - jego zdaniem - pisała, że pobił on muzyków. Opolska "GW" relacjonowała przebieg próby, podczas której Pietrzak wygrażał artystom, którzy pomylili zwrotki jego piosenek, że nie wystąpią na koncercie. "Wyborcza" cytowała też jego słowa na temat "dudniącego pedała" perkusji. - Nie mogę śpiewać spokojnie, bo słyszę ciągle takie „łup, łup”, jak w jakiejś remizie (...). To jest mój utwór, ja go napisałem i ja sobie życzę, żeby to tak nie waliło, bo mi to przeszkadza. I mam taką artystyczną koncepcję - mówił.

Eksodus ludzi przed koncertem Pietrzaka

Więcej o: