Pani Magda chciała zwiedzić bazylikę. Nagle poproszono ją o numer PESEL i podpis

W Bazylice św. Brygidy w Gdańsku zbierane są podpisy pod projektem ustawy zakazującym aborcji. Jedna z kobiet zwiedzających świątynię twierdzi, że przy zbieraniu podpisów wykorzystywana jest nieuwaga i ufność wiernych.

Pani Magda wraz z mamą i ciocią udała się kilka dni temu do Bazyliki św. Brygidy w Gdańsku. To, co spotkało ją podczas wizyty w świątyni, opisała na grupie "Dziewuchy Dziewuchom" na Facebooku.

"W kościele św. Brygidy w Gdańsku pobierają opłatę za zwiedzanie. W kasie pani poprosiła o podpis i pesel podtykając kartkę, żeby mogła "to" już wysłać. Chciałam jednak najpierw przeczytać, co "to" jest - lista poparcia dla zakazu aborcji. Tak to się robi! Przy wejściu podpis, pod czym? Nie ważne, jak w kościele, to na pewno trzeba..." - napisała kobieta.

- Chciałyśmy zobaczyć budowany tam największy na świecie bursztynowy ołtarz. Przy wejściu pani pobierająca opłatę podsunęła kartkę do podpisu. Ciocia zaczęła wpisywać swoje dane, ale zabrałam jej kartkę, żeby sprawdzić, czego dotyczy. Tabela z miejscem na dane, a powyżej informacja, że to lista poparcia zakazu aborcji - opowiada nam pani Magda.

- Chodzi o to, że pani nie poinformowała czego to dotyczy, poprosiła tylko o podpis, a na przykładzie mojej cioci widać jak ufnie podchodzi do takich rzeczy, przecież to kościół - dodaje.

Proboszcz: Dziękuję autorce wpisu

Próbowaliśmy skontaktować się z proboszczem parafii pw. św. Brygidy w Gdańsku. Osoba, która odebrała telefon w kancelarii poinformowała nas jednak, że nie uzyskamy telefonicznego komentarza.

Komentarz od proboszcza uzyskał za to portal Onet.pl. - Takie listy z podpisami wystawiane są we wszystkich kościołach. Mogę podziękować autorce wpisu, że zwróciła uwagę na problem zabijania nienarodzonych dzieci. Bo to jest tutaj najważniejsze - komentuje ks. Ludwik Kowalski.

Osoba sprzedająca bilety, z którą rozmawiał Onet.pl, podkreśliła, że na kartce była informacja, czego dotyczy zbieranie podpisów. - Nikt nie podaje numeru PESEL, nie wiedząc, co i dlaczego podpisuje - stwierdziła.