"Jeden wyleciał na klatkę razem z drzwiami". Nowe szczegóły pobicia policjantów przez żołnierza

Zawodowy żołnierz, który w poniedziałek dotkliwie pobił kilku policjantów w Lubsku, usłyszał prokuratorskie zarzuty - dowiedziała się TVN24. Śledczy przedstawili też kilka nowych szczegółów dotyczących sprawy.

Sprawę pobicia funkcjonariuszy opisaliśmy na Gazeta.pl już wczoraj. Odpowiedzialny za to zawodowy żołnierz, służący w jednej ze śląskich jednostek, usłyszał w zielonogórskiej prokuraturze kilka zarzutów - podała TVN24.

Najpoważniejsze z nich to czynna napaść na funkcjonariuszy oraz zmuszenie ich do odstąpienia od czynności poprzez użycie wobec nich siły. Grozi za to maksymalnie 10 lat więzienia. Sąd aresztował już mężczyznę tymczasowo na trzy miesiące. - Jakiejś współpracy z jego strony nie było - mówi przedstawiciel prokuratury.

Wezwanie do domowej awantury

Śledczy ujawnili też kilka nowych szczegółów dotyczących poniedziałkowej interwencji. Według ich ustaleń, policja przyjechała na miejsce w odpowiedzi na zawiadomienie o rodzinnej awanturze. Mężczyzna miał tam pobić członków swojej rodziny. Tymczasem lokalne media pisały wczoraj tylko o próbie wylegitymowania żołnierza.

Kiedy w mieszkaniu pojawili się policjanci, jeden z nich został dosłownie rzucony na drzwi. - I tu cytat z prokuratora: został rzucony przez mężczyznę tak, że wyleciał na klatkę schodową razem z drzwiami - relacjonuje reporter TVN24. Walka przeniosła się chwilę później na ulicę, gdzie 120-kilogramowego żołnierza zdołała obezwładnić dopiero grupa 10 innych policjantów. Nie przeszkodziło mu to jednak wyrwać policyjną pałkę jednemu z funkcjonariuszy.

Jak ustaliła TVN24, dwóch najbardziej poszkodowanych przez mężczyznę mundurowych opuściło już szpital. Jeden z nich ma złamany nos.