Międlar i Rybak świętują na filmie wycofanie oskarżenia. "To dzięki reformom Jakiego i Ziobry"

Akt oskarżenia w mojej sprawie zostanie wycofany - oświadczył Jacek Międlar. Były duchowny decyzję Prokuratury Krajowej postanowił uczcić wspólnie z Piotrem Rybakiem, skazanym kilka miesięcy temu za spalenie kukły Żyda.

Jacek Międlar został postawiony w stan oskarżenia w lipcu przez wrocławską prokuraturę. Śledczy zarzucili mu wówczas szerzenie nienawiści wobec Żydów i Ukraińców podczas zeszłorocznych obchodów Święta Niepodległości.

Dwa miesiące później Międlar ogłosił w internecie, że akt oskarżenia zostanie wycofany. O decyzji Prokuratury Krajowej poinformował w specjalnie nagranym filmie w towarzystwie Piotra Rybaka, który w kwietniu tego roku został prawomocnie skazany na trzy miesiące więzienia za spalenie kukły Żyda na wrocławskim rynku. Rybak - przynajmniej na razie - nie trafi jednak za kratki, gdyż wciąż nie rozstrzygnięto, czy może odbyć swoją karę w ramach tzw. dozoru elektronicznego.

- To wielka, ale to wielka iskra nadziei w związku z reformami (wymiaru) sprawiedliwości, które dokonują się z inicjatywy Patryka Jakiego i Zbigniewa Ziobry - cieszy się na filmie Międlar, który zapewnia, że wcale nie zabiegał o interwencję polityków.

- Tym bardziej cieszymy się z decyzji Prokuratury Krajowej, która nacisnęła na wrocławskie sądy i prokuratury, które są zależne od tego typu nacisków. I to jest dobry sygnał - stwierdza były duchowny.  

Wyraził jednocześnie nadzieję, że wymiar sprawiedliwości będzie odtąd w rękach "prawdziwych Polaków", po czym wzniósł razem z Rybakiem symboliczny toast wodą.

 

"Niepełny materiał dowodowy"

Prokuratura Krajowa rzeczywiście poleciła wycofać akt oskarżenia - podała wrocławska "Wyborcza". Rzeczniczka PK Ewa Bialik tłumaczyła w rozmowie z "GW", że akt ten trzeba uzupełnić.

"Stwierdzono, że został oparty na niepełnym materiale dowodowym" - mówi Bialik i dodaje, że błędy popełnione w trakcie postępowania przygotowawczego "nie pozwalają na prawidłowe procedowanie w tej sprawie".

Jak zauważa "Wyborcza" rzeczniczka nie wyjaśnia jednak, na czym polegały wspomniane przez nią błędy. Wiadomo jednak, że postępowanie przygotowawcze zostanie przeprowadzone w sprawie byłego księdza jeszcze raz.